Opinie

Fot. Freeimages
Fot. Freeimages

Wygrana „frankowiczów” z mBankiem dodaje odwagi kolejnym klientom

Ewa Tylus

Ewa Tylus

Dziennikarka "Gazety Bankowej" i "wGospodarce.pl"

  • 16 maja 2014
  • 15:13
  • 9
  • Tagi: BRE Bank kredyt kredyt hipoteczny kredytobiorca kredyt walutowy kredyty we frankach szwajcarskich mBank-nie prawo sąd sądownictwo sąd powszechny sędziowie
  • Powiększ tekst

Rozmowa z Tomaszem Koniecznym, radcą prawnym z kancelarii Konieczny, Grzybowski, Polak Kancelaria Prawna sp. k. z Poznania, która prowadzi sprawy klientów pozywających banki w związku z zaciągniętymi kredytami we frankach szwajcarskich.

Ewa Tylus: Niedawno Sąd Apelacyjny zatwierdził wyrok I instancji ws. 1247 klientów mBanku (część z tych osób było klientami BRE Banku), którzy pozwali Bank za nieprecyzyjne ustalenie warunków zmian w oprocentowaniu kredytów hipotecznych. Był to duży pozew zbiorowy, ale należy pamiętać, że wiele osób wygrywa z bankami w pozwach indywidualnych, dotyczących kredytów CHF. Ile takich pozwów udało się wygrać pana kancelarii?

Tomasz Konieczny: Dotychczas prawomocne wyroki zapadły w 3 sprawach, ale na zaawansowanym etapie mamy kolejnych 30 spraw. W ostatnim miesiącu wysłaliśmy kolejnych 6 pozwów, z czego w 4 sprawach sąd już zdążył wydać nakazy zapłaty. Bank może jednak wnieść sprzeciw i jak na razie korzysta z tej możliwości. Wówczas sprawa jest rozpatrywana w zwykłym trybie - trafia na rozprawę, wzywani są świadkowie, dopuszczana jest także opinia biegłego sądowego celem weryfikacji przedstawianych przez nas kalkulacji nadpłaconych rat kredytu. W przygotowaniu mamy kolejnych kilkanaście pozwów przeciwko mBank, a niebawem mBank czeka zalew pozwów tych samych osób, które już wcześniej wnosiły pozwy o dalsze lata, w ciągu których bank stosował zawyżone oprocentowanie kredytu.

Wielu posiadaczy kredytów CHF obawia się złożenia pozwu przeciwko bankowi także z obawy przed kosztami procesu. Czy można powiedzieć, że składają je ci, którzy nie mają już innego wyjścia niż pójść do sądu ponieważ nie stać ich na pokrycie dużych rat kredytu?

Przeciwnie, w większości są to osoby, które terminowo i bez żadnych problemów spłacają swoje kredyty. Są to jednak osoby, które są świadome faktu (choćby przez proste porównanie ich kredytu z analogicznym zobowiązaniem zaciąganym w tym samym czasie przez znajomych czy kogoś z rodziny), że bank pobiera z ich konta zbyt wysokie raty, utrzymując wciąż wysokie oprocentowanie kredytu, mimo rekordowo niskiego wskaźnika LIBOR 3M. Uważam więc, że chodzi raczej o świadomość, wiedzę oraz odrobinę odwagi cywilnej, aniżeli o przymusową sytuację.

Wciąż dyskutuje się nad tym, czy w ogóle należy żałować tych, którzy postanowili wziąć kredyt CHF, a teraz buntują się przeciw spłacaniu wysokich rat. Wyroki sądowe pokazują jednak, że - tak jak w przypadku sprawy wygranej z mBankiem - banki stosowały w umowach klauzule abuzywne.

Trzeba rozróżnić dwie rzeczy: pierwszą jest samo zaciągnięcie kredytu we franku szwajcarskim i tego nikt z naszych klientów ani nasza kancelaria w pozwach w ogóle nie neguje. Kredytobiorcy liczyli się z ryzykiem kursowym i teraz ponoszą tego konsekwencje płacąc raty po wysokim kursie CHF. Nikt tego nie kwestionuje przecież, choć oczywiście można byłoby zarzucić wielu ówczesnym doradcom, że zapomnieli doradzić osobom starającym się o kredyt, że frank szwajcarski był niespotykanie tani, w związku z czym należało w bliższej lub dalszej perspektywie oczekiwać raczej wzrostu kursu aniżeli dalszych spadków. Drugi problem, który nie ma nic wspólnego z kursem CHF, to wysokość oprocentowania. Stawka oprocentowania kredytu jest niezależna od kursu obcej waluty i nie może podlegać zmianom wyłącznie wtedy, gdy decydenci w banku wyrażą taką wolę, lecz musi zależeć od obiektywnych i jasno sprecyzowanych przesłanek, których w tzw. kredytach starego portfela niestety zabrakło z winy banku jako autora wzorców umów kredytowych.

Co może zmienić się po tym wyroku? Banki nie chcą iść na ugodę z klientami. Czy ludzie masowo zaczną starać się o odszkodowania?

Osobiście uważam, że niedawny wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi niewiele zmieni w polityce mBanku względem poszkodowanych klientów. Bank już zapowiedział skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego oraz poinformował, że nie zgadza się z prawomocnym orzeczeniem, dając wyraz w swoim mniemaniu, że jedyna racja leży po jego stronie (mimo kolejnej już przegranej i powtórzenia druzgocących argumentów przeciwko stosowanej klauzuli zmiennego oprocentowania). Uważam, że postępowanie banku zmieni się dopiero wtedy, gdy przestanie się bankowi opłacać polityka braku ustępstw (lub ustępstw na własnych/banku warunkach), a to nastąpi wówczas, gdy faktycznie większość kredytobiorców starego portfela wystąpi do sądu o zwrot nadpłaconych rat. Wtenczas bank zacznie tracić w ujęciu globalnym znaczne sumy na koszty procesów oraz własną obsługę prawną. Zatem to czynnik ekonomiczny, a nie utrata renomy (bo to już chyba stało się faktem w wyniku działalności grupy nabitych w mBank) może jedynie skłonić potężną instytucję finansową do poważnego potraktowania tematu ugód obejmujących zarówno zmiany w umowach kredytowych (celem ich dostosowania do obowiązujących przepisów prawa), jak i zwrotu nienależnie pobranych odsetek. To, czy dochodzenie roszczeń przeciwko mBank stanie się masowym zjawiskiem, zależy od wielu innych czynników, aniżeli sama wygrana w postępowaniu grupowym. Duża w tym rola mediów, aby przede wszystkim dotrzeć do tych osób z korzystną dla nich informacją. Są też czynniki finansowe (należy bowiem najpierw zainwestować w opłatę sądową i prawnika, by później zebrać z tego plony), czynniki psychologiczne (obawa przed występowaniem w sądzie, obawa przed samym bankiem), itp. Na pewno jednak należy się spodziewać wzrostu liczby pozwów indywidualnych o zwrot nadpłaconych w całym okresie kredytowania rat w stosunku do wyjściowego poziomu oprocentowania.

Klauzule niedozwolone stosują nie tylko banki, ale także ubezpieczyciele. Wychodzi na to, że klienci mają do wyboru: albo podpisać wadliwą umowę, albo nie podpisać jej wcale. Jeżeli te firmy ryzykują zapłaty kar ze strony UOKiK i na rynku krążą złe umowy, to klienci nie tylko tracą zaufanie do ubezpieczycieli i banków, ale także do państwa, w którym takie rzeczy mają miejsce. Czy prawnicy zauważają zwiększającą się liczbę klientów, którzy chcą domagać się swoich praw w sądach?

Byłbym jednak optymistą w tym względzie. To, że takie sprawy się pojawiają i się o nich mówi, to już jest spora korzyść dla nas wszystkich konsumentów. Przecież 10 czy 20 lat temu wcale nie było lepiej. Przeciwnie, to dopiero regulacje prokonsumenckie narzucone w istocie przez dyrektywy wspólnotowe, zwłaszcza te dotyczące klauzul niedozwolonych istotnie poprawiły ochronę praw i interesów polskich konsumentów. Wiele banków i ubezpieczycieli nie do końca może się z tym pogodzić i stąd próby takiego czy innego obejścia przepisów gwarantujących pewien standard ochrony konsumenta. Czasem też na tyle trudno jest nadążyć za rozwojem rejestru klauzul niedozwolonych, że wielu przedsiębiorców stosuje zakazane już postanowienia nie mając takiej świadomości. Ta ostatnia uwaga dotyczy jednak mniejszych i średnich przedsiębiorców. W przypadku banków czy ubezpieczycieli dysponujących sztabem prawników i ekonomistów trudno jednak zakładać tego typu niedopatrzenie.

Najlepszym przykładem na zmiany na lepsze są właśnie niedozwolone klauzule zmiennego oprocentowania (dające zarządom banku swobodną decyzję w przedmiocie korekt stawki oprocentowania), które jeszcze do 2006 r. były dość często wykorzystywane, a obecnie nie znajdziemy ich w żadnej nowej umowie kredytu. Problem leży jednak gdzie indziej - chodzi o to, że Prezes UOKiK może karać wyłącznie za stosownie klauzul niedozwolonych w nowych wzorcach umów, a nie w tych, które zostały podpisane i są już tylko realizowane. Gdyby UOKiK mógł nakładać kary np. na mBank za dalsze wykorzystywanie niedozwolonego postanowienia w przedmiocie zmian oprocentowania kredytów starego portfela, to być może nie stalibyśmy dzisiaj przed takimi problemami, jak pozwy zbiorowe czy indywidualne. Sprawę załatwiłaby jedna większa kara dla banku za to, że dalej utrzymuje lub reguluje oprocentowanie kredytów (a w konsekwencji pobiera zawyżone raty) w oparciu o zakazaną klauzulę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Ewa Tylus

Sąd Apelacyjny w Łodzi wyrokiem z 30 kwietnia br. oddalił apelację mBanku (dawniej BRE Bank są) w sprawie z powództwa grupowego 1247 konsumentów. Pozew został złożony 20 grudnia 2010 w imieniu Miejskiego Rzecznika Konsumentów – Małgorzaty Rothert przez kancelarię Wierzbowski Eversheds w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Zarzucono Bankowi, że nienależycie wykonywał umowy kredytów hipotecznych waloryzowanych kursem franka szwajcarskiego, które zawarte były w latach 2005-2006. W lipcu 2013 r. Sąd Okręgowy w Łodzi uznał, że BRE Bank (obecnie mBank) ma zapłacić 1247 klientom odszkodowania za zawyżone oprocentowanie rat kredytu hipotecznego. Uznał także, że klauzula z budzącym zastrzeżenia zapisem regulującym zmiany oprocentowania kredytu była niezgodna z dobrymi obyczajami i rażąco naruszała ich interesy.

Komentarze