Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Na jeden temat przy czwartku: Czy dług publiczny dotyczy nas wszystkich?

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 14 marca 2013, 08:41

    Aktualizacja: 14 marca 2013, 09:04

  • Powiększ tekst

Zapraszam Państwa do kolejnego artykułu z nowego, interaktywnego cyklu. Wprawdzie pod każdym artykułem można zostawiać komentarze i wchodzić w dyskusję, jednak nie ma co liczyć na nic więcej, niż kulturalna wymiana zdań. My proponujemy Państwu konkurs, który  promuje najciekawsze komentarze. Co czwartek pojawia się artykuł w cyklu "na jeden temat". Spośród komentarzy poniżej wybieramy najlepszy, który zostanie opublikowany jako samodzielny artykuł, lub którego autor będzie mógł rozwinąć swoją myśl i napisać autorski tekst, który opublikujemy na portalu. Oceny będzie dokonywać zespół redakcyjny bezstronny, obiektywny, do łapówek nieskory. Zachęcam Państwa do rzeczowej i kulturalnej dyskusji - w końcu niecodziennie można zostać dziennikarzem wGospodarce.pl!

Autorem najlepszego komentarza pod artykułem „o polityce prorodzinnej” jest....(orkiestra tusz!) ela. Napisanymi komentarzami wygrywa publikację swoich myśli na portalu wgospodarce.pl. Prosimy o kontakt [email protected] w celu uzgodnienia szczegółów publikacji.

 

Na jeden temat przy czwartku: Czy dług publiczny dotyczy nas wszystkich?

Mieszkańcy Warszawy codziennie mogą zobaczyć abstrakcyjne liczby, zmieniające się co sekundę podpisane „dług publiczny”. Instalacja obejmuje też obliczenie „dług publiczny na mieszkańca”, którego wielkość już możemy sobie wyobrazić. Średniej klasy 10 letni samochód, albo dwa zestawy kina domowego. Tylko co z tego wynika? Czy ja za to zapłacę? Czy w jakiś sposób dotknie mnie to, że państwo jest tak strasznie zadłużone?

W Polsce przyzwyczailiśmy się, że płacimy strasznie wysokie podatki. Czy osobiście, czy robi to za nas nasz pracodawca, czy wylewają się z benzyną, czy wypalają z papierosami. Jesteśmy też świadomi, że zbyt dużo z tego nie dostaniemy. Drogi nadal będą dziurawe, szkoły nie zmodernizują się ani odrobinę, a w pociągu zawsze będzie pachniało stęchlizną i brudem. Jak powstaje 200 km autostrady, to urządzamy święto narodowe i rząd chwalimy pod niebiosa. Z tych powodów temat długu publicznego, czy deficytu budżetowego jest dla nas dość odległy. Wyobrażamy sobie to tak: podniosą podatki? - Raczej nie. Obetną świadczenia socjalne? - Co obetną? Przestaną inwestować w infrastrukturę? - To w ogóle inwestują? Postawią więcej fotoradarów? - Przecież już nie ma miejsca na nowe. Zatem jak ja, zwykły Polak zapłacę za dług publiczny?

W Polsce, jeśli dług publiczny przekroczy 60% zaczynają się schody. Do 7 dni po ogłoszeniu tego faktu jednostki sektora finansów publicznych nie mogą udzielić nowych gwarancji i poręczeń, Rada Ministrów w ciągu miesiąca musi przedstawić projekt, dzięki któremu powrócimy do poziomu poniżej 60%, w kolejnym roku budżetowym obowiązuje zakaz udzielania pożyczek i gwarancji oraz w budżecie na kolejny rok nie może wystąpić deficyt (w Polsce jeszcze nigdy nie było budżetu bez deficytu, a w Europie tylko Niemcy mają taki budżet na rok 2013). Obwarowania są potworne, co na pierwszy rzut oka jest dobre, ponieważ nie zezwala na nadmierne zadłużanie. Prawo jest jednak dziurawe i oficjalnie nie jesteśmy winni wierzycielom więcej niż 55-56% PKB, ale te wartości nie obejmują zadłużenia na przykład ZUSu, które jest zwyczajnie zabójcze i w zasadzie ta instytucja nie powinna istnieć. Przy takim prawodawstwie rząd będzie robił wszystko, aby tylko oficjalnie nie dopuścić do 60%. W naszym państwie nie będą to działania uzdrawiające gospodarkę, tylko wręcz przeciwne, jak na przykład kreacja pieniądza, która już teraz ma miejsce (odsyłam do mojego wczorajszego artykułu), a pewnie jeszcze się pogłębi. Za wpuszczenie na rynek pieniądza nie mającego pokrycia w żadnym, realnie wyprodukowanym dobrze zapłacimy my wszyscy, ponieważ ceny zwyczajnie urosną.

W przypadku zadłużonego ZUSu sytuacja jest analogiczna. Jeśli zabraknie pieniędzy na spłacanie długów i na wypłacanie emerytur, nie wyjdzie premier Tusk i nie powie „przykro mi, sakwa pusta”, tylko nastąpi kreacja pieniądza. Za hiperinflację będziemy płacić wszyscy, nie tylko emeryci.

Przykładów powinniśmy doszukiwać się w historii. Jeszcze raz sięgnijmy do republiki Weimarskiej z lat 20. XX wieku. Niemiecki rząd przestał być wypłacalny w roku 1916, a w 1923 nastąpił szczyt jednej z największych w historii hiperinflacji. Zarządcy państwa do tego stopnia zniszczyli pieniądz, że nie był on dosłownie nic wart. Wszystkie pieniądze znajdujące się w obrocie niewarte były nawet nowo wybitej marki, która „przejmowała” rynek. Ludzie, którzy w porę nie upłynnili swoich pieniędzy zostali z niczym, a wierzyciele zaczęli okupować miejsca, gdzie istniał przemysł, aby przejmować wytwarzane dobra. Możemy wysuwać argumenty, że teraz tak nie będzie, bo przecież jesteśmy bardziej świadomi, wiemy, czym grozi dodruk pieniądza. Czy aby na pewno?  Nie jest to prawdą, spójrzmy na nasz rząd, który swoją polityką w zasadzie dąży do krachu gospodarczego i hiperinflacji.

Jeśli nawet dzisiaj nie czujemy skutków długu publicznego,  to powinniśmy być świadomi, że kiedyś nas dopadnie i instalacja w centrum Warszawy  nie służy do zastraszenia organizacji antyrządowych. Nawet pomimo tego, że pod kątem zadłużenia nasze państwo ma dobre prawo, jest ono niestety ciągle ”obchodzone”.

A Państwo? Co Państwo na ten temat myślicie? Czy dług publiczny jest naszą sprawą? Zachęcam do dyskusji i przypominam, że autor najlepszego komentarza zostanie nagrodzony publikacją.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych