Opinie

Wszystko na temat: Upadłość konsumencka. Odcinek 4

Krzysztof Oppenheim

Krzysztof Oppenheim

ekspert finansowy od kredytów hipotecznych, restrukturyzacji i konsolidacji zobowiązań, związany z bankowością od 1993 r. Specjalizuje się także m.in. w upadłości konsumenckiej oraz pomocy frankowiczom. Autor ekspertyz dotyczących analiz ustaw „frankowych”, wykonanych na zlecenie Biura Analiz Sejmowych

  • 8 czerwca 2017
  • 17:38
  • 11
  • Tagi: długi dłużnik prawo sąd upadłość konsumencka wierzyciel wierzytelności zadłużenie
  • Powiększ tekst

Osobom planującym złożenie wniosku o upadłość konsumencką sporo wątpliwości nasuwa kwestia posiadanego majątku. Długi, długami, ale trochę szkoda oddawać do masy upadłości dom który należał do rodziny od pokoleń, czy też sprawny, kilkuletni samochód.

W sprawach klientów, którzy trafiają do mojej Kancelarii, zawsze staramy się, aby nie oddać syndykowi wszystkiego. Szczególnie jeśli są to ruchomości, które stanowią często bardzo dużą wartość użyteczną (lub emocjonalną) dla danej osoby, a niewielką wartość rynkową: przy jej ewentualnym zbyciu przez syndyka. Tu jednak trzeba bardzo uważać, aby w sposób oczywisty nie łamać prawa. Jedynie umiejętnie z niego korzystać.

1. Czy można sprzedać mieszkanie przed złożeniem wniosku o upadłość konsumencką?

Czasem pojawiają się głosy „ekspertów”, że w okresie poprzedzającym złożenie wniosku o upadłość konsumencką zabroniona jest sprzedaż nieruchomości. Bo taką transakcję podważy sąd – traktując sprzedaż jako ucieczkę wnioskodawcy przed wierzycielami, albo wniosek takiej osoby zostanie oddalony. Są to informacje typu: wiem, że dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele… Otóż nie ma żadnych przeszkód, aby nieruchomość wnioskodawcy była zbyta nawet w okresie kilku dni przed złożeniem do sądu wniosku o upadłość.

Powstają wtedy następujące kwestie:

1) na co zostały przeznaczone środki ze sprzedaży tej nieruchomości?

2) czy sprzedaż nie nastąpiła po rażąco zaniżonej cenie w stosunku do wartości rynkowej nieruchomości?

Gdyby więc okazało się, że ze sprzedaży nieruchomości wnioskodawcy zostało np. 100 lub 200 tys. zł, to środki te powinny znaleźć się w pozycji „majątek dłużnika”. Jeśli jednak całość trafiła np. do banku, który był wierzycielem hipotecznym – problemu żadnego nie będzie. Nie będzie także majątku, który powstanie w wyniku tak przeprowadzonej transakcji.

Oczywiście takie zbycie majątku nie może odbyć się po zaniżonej cenie. Takie działanie sugeruje, że wnioskodawca działał w złej wierze i świadomie naraził wierzycieli na straty, bowiem środki ze sprzedaży powinny trafić właśnie do nich.

Nasuwa się pytanie, co oznacza „sprzedaż po znacząco zaniżonej cenie”? Moim zdaniem o takowym nadużyciu możemy mówić w sytuacji, kiedy cena w akcie notarialnym stanowi maksimum 60 proc. wartości rynkowej tej nieruchomości. Gdyby zbycie nastąpiło za ok. 80 proc. wartości, z pewnością nikt takiej transakcji nie zakwestionuje – wszak sprzedający jest zwykle w sytuacji wymuszonej, a pozbycie się nieruchomości, która w danym przypadku jest pasywem, a nie aktywem – pozwala na nie zwiększanie zadłużenia.

2. Darowizna nieruchomości, a upadłość konsumencka. Jakie są ograniczenia?

Darowizna nieruchomości (lub innego składnika majątku) w sposób oczywisty kłóci się z planowanym ubieganiem się o upadłość konsumencką.

Szczególnie, jeśli dana nieruchomość nie jest obciążona kredytem, lub jej wartość znacząco przewyższa dług ciążący na tej nieruchomości. Jednak po pewnym czasie taka darowizna nie ma wpływu na ewentualną decyzję sądu odnośnie przyznania danej osobie statusu upadłego. Jaki to czas? Zgodnie z ustawą: pięć lat.

Jeśli więc nosimy się z planem wystąpienia o upadłość konsumencka, mając dziś np. dwa pałace, każdy wart po 10 mln zł, oraz bardzo nam zależy, aby te nieruchomości pozostały w rodzinie – należy w trybie pilnym taką darowiznę przeprowadzić. Ale ma to swoje konsekwencje. W takiej sytuacji absolutnie niemożliwe jest zgłoszenie się do sądu z wnioskiem o upadłość konsumencką w okresie krótszym niż pięć lat po takiej darowiźnie. Poza tym: powinniśmy w tym okresie starać się spłacać zobowiązania, ewentualnie dążyć do ich restrukturyzacji. Jeśli uda nam się ten okres przeciągnąć do minimum pięciu lat – pałace zostaną w rodzinie…

»»» Poprzednie odcinki cyklu czytaj tutaj:

Wszystko na temat: Upadłość konsumencka. Odcinek 3

Wszystko na temat: Upadłość konsumencka. Odcinek 2

Wszystko na temat: Upadłość konsumencka. Odcinek 1.

A co by się stało, gdybyśmy w krótkim okresie po darowiźnie zaprzestali spłaty zobowiązań? Grozi nam wówczas tzw. skarga pauliańska, powodująca unieważnienie transakcji darowizny, jeśli nie minęło od tej czynności pięć lat.

Narzuca się tu pytanie: w jaki sposób sąd dowie się o fakcie, czy posiadaliśmy jakieś nieruchomości w okresie poprzedzającym złożenie wniosku o upadłość konsumencką? Zadanie sprawdzenia, czy to miało miejsce należy do syndyka, który ma obowiązek weryfikacji wszystkich transakcji upadłego, zarejestrowanych w Urzędzie Skarbowym.

I tu mamy jeden temat. Zgodnie z ustawą syndyk ma prawo do wglądu w naszą historię w Urzędzie Skarbowym w okresie ostatnich pięciu lat. Dochodzą mnie jednak słuchy, że część syndyków weryfikuje ostatnie dwa lata, a nie pięć. Czy gdyby syndyk nie „dogrzebał” się informacji na temat darowizny mieszkania przeprowadzonej przed trzema laty, to jesteśmy bezpieczni? Nie do końca. Na trop tej transakcji może wpaść jeden z wierzycieli.

W podobnych sytuacjach, tj, kiedy zadłużona mocno osoba ponad wszelką cenę chce zachować posiadaną nieruchomość, polecam złożenie wniosku o upadłość w okresie dłuższym niż pięć lat od dokonanej darowizny. A przez te pięć lat jakoś trzeba przemęczyć się z długami i dogadywać z wierzycielami. Wbrew pozorom – to wcale nie taki rzadki przypadek. Sporo takich właśnie spraw prowadzę.

3. Czy syndyk przejmie i sprzeda mój samochód, jeśli złożę wniosek o upadłość konsumencką?

Co do upadłości konsumenckiej zasada jest prosta: zawsze najlepiej jest nie posiadać żadnego majątku. Z moich doświadczeń wynika, że samochód – o ile nie jest to auto o wysokiej wartości – warto sprzedać przed złożeniem wniosku o upadłość. Bo inaczej wejdzie do masy upadłości, a więc pójdzie pod młotek (poza sytuacjami wyjątkowymi – na ten temat w następnym wpisie).

Zaraz pewnie się podniesie głos oburzenia licznych obrońców moralności i części prawników, że jest to ucieczka przed wierzycielami. I może powyższe stanowić podstawę do oddalenia wniosku jak sprawa wyjdzie na jaw. Jest w tym słuszność, o ile nie zachowamy środków ostrożności i sami się nie podłożymy.

Jeśli nasz pojazd jest wart na przykład pięć tysięcy złotych, a jesteśmy przed złożeniem wniosku o upadłość bez pracy i dochodów: całość tej kwoty „przejemy” w okresie około dwóch miesięcy. Czyli, udowodnimy w sądzie, że była to sprzedaż wymuszona: po co nam auto, jak i tak nie stać nas na benzynę? A jak jestem głodny, nie posilę się elementem oblachowania, czy tapicerką. Stąd też wynikła konieczność sprzedaży samochodu. Proste?

Powyższe jest przykładem, że ustawy dotyczącej upadłości konsumenckiej nie można czytać literalnie, tj. bez należytego zrozumienia. W mojej opinii właśnie dzięki takiemu podejściu do tematu, opracowywane przez nas wnioski – zawsze z najwyższą starannością – przechodzą procedury sądowe bez zastrzeżeń.

4. Czy składając wniosek o upadłość konsumencką, można uratować samochód?

Posiadany samochód zawsze należy wpisać do wniosku o upadłość konsumencką jako składnik mas upadłości. Czyli teoretycznie zostanie pojazd ten sprzedany, a środki w ten sposób uzyskane trafią do wierzycieli.

Jest jednak kilka wyjątków. Przypadek pierwszy: samochód jest naszym narzędziem pracy. Jeśli wnioskodawca jest taksówkarzem, albo rozwozi pizzę i do tego jest niezbędny własny samochód: można we wniosku złożyć prośbę o wyłącznie auta z masy upadłości. Z oczywistych względów: nie mam samochodu to nie zarabiam, więc nie będę miał w przyszłości szans na dokonywanie wpłat na poczet planu spłaty wierzycieli.

Inna sytuacja, kiedy powinniśmy wnioskować o wyłączenie auta z masy upadłości, to przyczyny humanitarne. Jeśli np. wnioskuje o upadłość matka samotnie wychowująca niepełnosprawne dziecko, co wiąże się z koniecznością rehabilitacji i dojazdami na te zajęcia i do lekarzy, to barbarzyństwem będzie pozbawianie tej osoby narzędzia transportu.

Powyższe sytuacje tym bardziej mają szasnę na uzyskanie zgody sądu na pozostawienie upadłemu samochodu, jeśli tenże nie jest wiele wart przy ewentualnej sprzedaży. „Niewiele” w tym wypadku można przyjąć jako równowartość kwoty maksimum 10 tysięcy zł, aczkolwiek jest to wyłącznie moja opinia – takich zasad nie znajdą Państwo ani w ustawie, ani w żadnym dokumencie przedstawiającym wytyczne dla sądów. Mówimy tu po prostu o zdroworozsądkowych zasadach działania w podobnych sytuacjach. Przecież: sędzia też człowiek!

Krzysztof Oppenheim

Jeśli masz pytanie na temat upadłości konsumenckiej, możesz je zadać wysyłając maila na adres: pytanie@krzysztofoppenheim.pl

Komentarze