Goldman Sachs: „Wojna lub recesja niezbędne, by przerwać okres niskiej zmienności cen akcji” (ang.: „War or recession required to break persistent low volatility”). Taki tytuł obiegł globalne media zajmujące się finansami w tygodniu, kiedy USA świętowały Dzień Niepodległości, prezydent Trump wygłosił historyczne przemówienie na Placu Krasińskich w Warszawie, wojska irackie zdobyły Mosul, a Hamburg nawiedziły watahy lewaków przy okazji szczytu G20

Tymi słowami Goldman zachęcał do... inwestycji na rynku akcji sugerując - ni mniej ni więcej, że prędzej świat się zawali, niżby ceny akcji miały spaść, bowiem PKB i zyski firm rośną w otoczeniu niskich stóp procentowych, czego nie zmienią nawet banki centralne poprzez zacieśnianie polityki monetarnej. Zwykle, według analizy Goldman Sachs, okres niezakłóconego wzrostu cen akcji przy niskich stopach procentowych trwa dwa lata (jeden rok już za nami wg GS), a kończy się nieprzewidywalnym wydarzeniem (szokiem) (w oryginale: ‘unknown unknowns') jak przykładowo Czarny Poniedziałek 1987 roku.

Pominę ocenę strategii sprzedażowych Goldman Sachs, który poprzez użycie słowa „wojna” odwołuje się do podstawowych lęków rządzących ludzką naturą, a w zamian postawię ze wszech miar interesujące pytanie o diagnozę sytuacji politycznej i gospodarczej na świecie. Miniony tydzień przyniósł bowiem szereg niezwykle ważnych wydarzeń, które czekają na interpretacje - i dalej - określenie potencjalnych scenariuszy rozwoju sytuacji polityczno-gospodarczej.

Korea Północna i próba rakiety balistycznej

W przeddzień Dnia Niepodległości Stanów Zjednoczonych, 3 lipca, a więc dokładnie tydzień temu, Korea Północna podejmuje udaną próbę rakiety balistycznej. Według opinii ekspertów ta sama rakieta wystrzelona pod innym kątem mogłaby dosięgnąć terytorium stanu Alaska w USA. Protestuje Japonia i inne zagrożone kraje, a Rada Bezpieczeństwa ONZ na zwołanym ad hoc sesji uchwala jednogłośnie kolejną rezolucję potępiającą naruszenie prawa międzynarodowego. Sytuacja tym razem jest jednak zgoła inna niż zwykle... Do próby rakiety o dużym zasięgu miało przecież nie dojść. Chiny, zobligowane przez USA, jako główny partner handlowy Korei, miały nie dopuścić do takiej eskalacji napięcia. Wprowadziły nawet embargo na koreański węgiel i wstrzymały finansowanie wzajemnej wymiany handlowej - w szczególności dostaw paliw. A jednak...

W dniu wystrzelenia rakiety na Półwyspie Koreańskim przywódca Chin Xi Jinping przebywał już z wizytą w Moskwie. Wspólnie z Putinem oświadczył, że oba kraje będą dążyć do denuklaryzacji Korea Północnej i całego półwyspu w drodze pokojowych negocjacji wyrażając jednocześnie niepokój z powodu rozmieszczenia na terytorium Korei Południowej amerykańskiego systemów przeciwrakietowych THAAD. Po dwudniowym pobycie w Rosji Xi Jinping w przeddzień szczytu G20 spotyka się w Berlinie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, która zapewnia przywódcę Chin o „kompleksowym partnerstwie strategicznym między obu krajami”. Czy tworzy się nowa oś polityczna między Pekinem, Moskwą i Berlinem?

Po raz pierwszy od wzrostu napięć na Półwyspie Koreańskim i kolejnych prób z bronią atomową oraz rakietami nośnymi w ciągu kilku ostatnich miesięcy, rynki finansowe dostrzegły problem i zareagowały „na poważnie” - spadkami. Ceny długu jak również akcji poszły w dół na przestrzeni tygodnia poczynając od poniedziałku, to jest dnia próby rakiety balistycznej. Zazwyczaj ceny długu i akcji zmierzają w przeciwnych kierunkach, zwłaszcza biorąc pod uwagę kilkudniową perspektywę. Jednoczesny spadek cen długu i akcji w ciągu tygodnia zdarzył się po raz drugi na przestrzeni ponad 6 miesięcy bieżącego roku.

Historyczne przemówienie Trumpa w Warszawie

Trzy dni później, 6 lipca prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wygłasza na Placu Krasińskich w Warszawie historyczne przemówienie, które według Wall Street Journal może zdefiniować jego całą prezydenturę. Chwali Polskę i daje nas Polaków jako przykład do naśladowania przez inne narody. Uznał Polskę jako sanktuarium wartości, z którego przybysze jak ze źródła mogą czerpać siły, odnowę duchową i wskazania w walce o przetrwanie wspólnej nam cywilizacji. Kto by pomyślał, że nauki płynące z homilii świętego Jana Paweł II wrócą do nas po latach z taką siłą za sprawą przesłania wynikającego ze słów prezydenta USA?

Przemówienie prezydenta Donalda Trumpa, poza niezwykle silną warstwą odniesień do europejskiego dziedzictwa wartości jak wiara, rodzina i ojczyzna, przyniosło też namacalne konkrety. Podpisano memorandum, według którego na wyposażenie Wojska Polskiego wejdą do 2022 roku najnowocześniejsze zestawy systemu wyrzutni przeciwrakietowych Patriot, a nasz rodzimy przemysł zbrojeniowy otrzyma kluczowe technologie okołowego radaru oraz rakiety przeciwlotniczej SkyCeptor, by uczestniczyć w ich rozwoju, wdrażaniu i sprzedaży. Jednocześnie, to w Warszawie nie w Brukseli, Berlinie i Paryżu prezydent potwierdził zobowiązanie Artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego podkreślając wagę i cenę czynów nie pustych deklaracji. W obszarze energetyki Trump zapewnia o swym wsparciu dla planów rządu Prawa i Sprawiedliwości dotyczących dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gaz ziemnego proponując import amerykańskiego LNG. Jednocześnie deklaruje, że Polska już nigdy nie będzie poddana szantażowi energetycznemu.

Nordstream II a wspólne dziedzictwo historyczne Niemiec i Rosji

Prezydent Trump wybrał Warszawę, by wygłosić tak ważne przemówienie, bo w przeddzień spotkania G20 w Niemczech jego słowa wybrzmiały na świecie ze zwielokrotnioną siłą. To przecież „ich dziadkowie” - obywateli Niemiec zabijali Polaków podczas II wojny światowej. A Putin? Słysząc o 17 wrześnie 1939 roku, gdy wojska sowieckie zaatakowały od wschodu Polskę, skarlał i tak mu zostało do… wspólnej konferencji prasowej z Trumpem podczas G20. Jego rozum szpiega KGB pojął, że sromotnie przegrał walkę o rząd dusz w Europie Środkowej, a może i w samej Rosji! Podobnie jak komuniści przyjęli swoją porażkę po żarliwej modlitwie miliona ludzi i homilii papieża Jana Pawła II wygłoszonej na Placu Zwycięstwa (obecnie Plac Piłsudskiego przyp. autor) w 1979 roku...

Czy kanclerz Merkel zrozumiała przesłanie płynące z Warszawy, bo przecież prezydent Trump nie odniósł się bezpośrednio do współpracy Niemiec z Rosją Putina. Słowo Nordstream nie padło. Ani zarzut o dostarczenie bloków energetycznych przez niemiecki koncern do elektrowni zlokalizowanej na zaanektowanym przez Rosję Krymie. Nie wypomniano pani kanclerz udziału niemieckich firm w budowę przeprawy mostowej z Rosji na Półwysep Krymski. Nie dano jej przecież do zrozumienia, że naciski na Komisję Europejską w sprawie Nordstream są ze wszech miar nie na miejscu. W konflikcie Ukrainy z Rosją zginęło dotychczas 10 tysięcy ludzi. Ile więcej ofiar może przynieść eskalacja tej wojny - wielce możliwa - gdy Rosja zaprzestanie przesyłu gazu do Europy Zachodniej przez terytorium Ukrainy?

Fiasko szczytu G20

Szczyt dwudziestu (19 plus UE) największych gospodarek świata w dniach 7 i 8 lipca, zostanie zapamiętany głównie za sprawą największych w powojennej historii Niemiec burd i zamieszek na ulicach Hamburga. Rany odniosło blisko pięciuset policjantów. Wystarczyło dwa dni i trzy noce, by ulice miasta zamieniły się w strefę walk. Na szczęście nie doszło do ofiar śmiertelnych.

Trump nie brał udziału w drugim dniu roboczym spotkania G20. Przy stole obrad reprezentowała go córka Iwanka podczas, gdy prezydent zajął się rozmowami dwustronnymi, których celem było zażegnanie kryzysu na Półwyspie Koreańskim.

Komunikat końcowy szczytu, pełen urzędniczo-biurokratycznego żargonu, by nie powiedzieć nudny i pozbawiony konkretnych treści, potwierdził korzystne dla nas zapisy ze spotkania G7 na Sycylii dotyczące migracji i kontroli granic. Oto, jako Polska mamy suwerenne prawo decydować o własnej polityce azylowej i imigracyjnej. Co za siurpryza? W sprawach klimatycznych uznano odmienne stanowisko Stanów Zjednoczonych. W kwestiach wymiany handlowej przestrzega się przed protekcjonizmem, ale jednocześnie dopuszcza przeciwdziałanie eksportowi po cenach dumpingowych.

Nadto, zręczniej przytoczyć czego komunikat końcowy nie zawiera. Nie odnosi się do: sytuacji w Korei Północnej, Syrii i na Bliskim Wschodzie oraz Ukrainie, Brexitu Wielkiej Brytanii z UE, kryzysu bankowego we Włoszech, polityki energetycznej, w tym wspólnego projektu Rosji i Niemiec - Nordstream II. Oczywiście, w kuluarach szczytu G20, tym właśnie sprawom - nie objętych oficjalną agendą - poświęcono najwięcej czasu. By podsumować krótko: szczyt G20 jako taki poniósł fiasko biorąc pod uwagę oficjalną agendę, choć posłużył do wielu nieformalnych ustaleń, które mogą zminimalizować napięcia i przyczynić się do rozwiązania narastających konfliktów.

Rosja a Syria, Ukraina i Korea

Korea, Syria, Ukraina - te trzy tematy zdominowały rozmowę Trumpa z Putinem, która trwała ponad dwie godziny wyrwane z obrad pierwszego dnia szczytu G20. Według sekretarza stanu Rexa Tillerson pierwsze 40 minut zajęło jednak odpytywanie Putina przez Trumpa w sprawie zaangażowania rosyjskich służb w proces i procedury demokratyczne wyborów prezydenckich w USA. By omówić wojnę na Ukrainie i w Syrii oraz zagrożenie konfliktem na Półwyspie Koreańskim przywódcom USA i Rosji pozostało po niespełna 25 minut...

Dziś wiemy, że zniesienie sankcji nałożonych na Rosją za aneksję Krymu i zaangażowanie militarne w rebelię we wschodniej Ukrainie nie wchodzi w rachubę. USA poprzez swego pełnomocnika zadeklaruje pomoc w rozwiązaniu konfliktu między Rosją a Ukrainą. Można zatem mówić o rozszerzeniu formatu normandzkiego, w którym rolę rozjemców pełniły dotąd jedynie Francja i Niemcy. Jeśli chodzi o Syrię, Rosja i USA uzgodniły utworzenie niewielkiej strefy bezpieczeństwa wzdłuż granicy z Jordanią i Izraelem. Wspólne ustalenia dotyczące Korei Północnej - jeśli do nich doszło – pozostaną póki co najściślejszą tajemnicą stron spotkania.

W ciągu dwóch dni po szczycie G20, Rex Tillerson odwiedził Ukrainę i Turcję, by bezpośrednio przekazać stanowisko USA w rozmowach z Rosją. W międzyczasie wojska irackie zajęły Mosul - ostatnie bastion oporu ISIS, samozwańcze państwo islamskie przestało istnieć. Choć rozwiązanie konfliktów na Bliskim Wschodzie wydaje się dziś nieco bliżej, to jednak zależy od dobrej woli regionalnych mocarstw: Arabii Saudyjskiej, Turcji i Iranu, a także od USA, Izraela oraz Rosji.

Polska inicjatywa

Sytuacja na scenie międzynarodowej komplikuje każdy nadchodzący dzień. Trwa podwojona aktywność polityków i dyplomatów. Z całą pewnością kluczem do uspokojenia nastrojów pozostaje porozumienia dwóch największych potęg gospodarczych: Stanów Zjednoczonych i Chin. W naszym regionie Europy Środkowej i Wschodniej w dużej mierze zależy od powodzenia projektu Trójmorza w ramach Unii Europejskiej wspieranego przez USA oraz od bliskiej współpracy Polski z Ukrainą.

W tym tygodniu odwiedzi Polskę z wizytą dyplomatyczną Przewodniczący Stałego Komitetu Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Zhang Dejiang, numer 3 na chińskiej scenie politycznej. Zapewne będzie chciał rozmawiać o projekcie Jedwabnego Szlaku, o którym szeroko pisałem w czerwcowym numerze Gazety Bankowej w artykule pod tytułem „Miękka siła Chin”. Jego konkluzje przytoczę tu w całości:

„Na „Szlaku” pozostają kraje, miejsca i węzły położone strategicznie i z tego też względu szczególnie pożądane przez partnerów nie tylko z Chin, ale również państw Azji Południowo-Wschodniej, także USA, Kanady i Meksyku oraz krajów członkowskich UE. Do nich z pewnością należy terytorium naszego kraju…

Polska w ciągu najbliższych dziesięciu lat przeżyje boom inwestycyjny związany z rozbudową lądowej odnogi Jedwabnego Szlaku. Najbardziej zyskają regiony Polski Wschodniej, goniąc w rozwoju bogatą Wielkopolskę, Śląsk czy główne ośrodki miejskie, jak Trójmiasto i Warszawa.

Ekspansja Unii Europejskiej na Wschód (i vice versa) nie będzie możliwa ponad naszymi głowami. Niemożliwe okażą się takie projekty jak Nordstream – symbol kooperacji Niemiec z Rosją Putina, który bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu i stabilności gospodarczej regionu Europy Środkowej.

Polska w obecnej sytuacji, gdy mamy do czynienia ze zmianą wektorów w światowej gospodarce, powinna dążyć do integracji gospodarczej państw obszaru Trójmorza i wspólnej ekspansji ekonomicznej na Wschód. W tym przedsięwzięciu może znaleźć dwóch potężnych sprzymierzeńców: USA i Chiny.”

Kiedy pisałem te słowa przed półtora miesiącem oczywiście nie mogłem wiedzieć o nadchodzącej wizycie i historycznym przesłaniu prezydenta Donalda Trumpa z Placu Krasińskich w Warszawie. Jednak i dziś podtrzymuję logikę, która łączy a nie dzieli USA i Chiny w Azji Środkowej i Europie Środkowo-Wschodniej. Stabilność na tych obszarach powinna być na rękę obu mocarstwom, ale też Polsce, Ukrainie oraz państwom obszaru Trójmorza. I nie chodzi o dominacje tej czy innej strony a o współpracę, która przyniesie dobrobyt i rozwój w obu regionach.

Polska, jako członek Rady Bezpieczeństwa, sygnatariusz rozejmu na Półwyspie Koreańskim z 1953 roku, obok Chorwacji inicjator projektu Trójmorza, sprzymierzeniec Stanów Zjednoczonych w wojnach w Afganistanie i Iraku, członek UE i paktu NATO ma moralne prawo i obowiązek wnieść swój wkład do rodzącego się nowego porządku w Europie i na świecie. Przy czym nasz interes powinien zostać wzięty pod uwagę szczególnie przez Rosję i Niemcy. Bo silna Polska jest błogosławieństwem dla Europy i świata według słów prezydenta Donalda Trumpa. Przedtem podobne opinie wyrażali dwaj inni wielcy pzezydenci USA XX wieku: Thomas Woodrow Wilson i Ronald Reagan.