Opinie

Rosyjskie władze przygotowują się do kryzysu

Marek Budzisz

Marek Budzisz

Przedsiębiorca, publicysta ekonomiczny, znawca Rosji

  • 5 lipca 2018
  • 07:42
  • 3
  • Tagi: biznes finanse kryzys finansowy mundial polityka rosja władze
  • Powiększ tekst

Mundial ma się ku końcowi, jak można przypuszczać większa część zagranicznych kibiców już odwiedziła rosyjskie miasta i stadiony i teraz można zacząć okres podsumowań.

Z pewnością nie potwierdziły się wcześniejsze szacunki w myśl, których w efekcie napływu piłkarskich turystów z kieszeniami wypchanymi dolarami i euro rubel się umocni. W relacji do dolara kurs w ostatnich dwóch tygodniach wahał się w paśmie nieprzekraczającym 1 rubla, jeśli idzie o kurs rosyjskiej waluty w euro, to nawet mogliśmy obserwować jej osłabienie. Te wstępne szacunki zdaje się potwierdzać ostatni komunikat rosyjskiego Ministerstwa Finansów, które poinformowało, że w nadchodzącym miesiącu zmniejszy zakupy dolarów służących odbudowie rezerw. W Rosji funkcjonuje, bowiem zasada budżetowa w myśl, której dodatkowe dochody z opodatkowania węglowodorów ponad cenę ropy na poziomie 40 dolarów za baryłkę przeznaczane są nie na pokrywanie bieżących wydatków, ale na uzupełnienie rezerw strategicznych. I tak, jak poinformowano, od 6 lipca do 6 sierpnia rząd na ten cel ma zamiar wydać 347,7 mld rubli, co jest o 9 proc. mniej niźli miesiąc wcześniej. Powodów takiego ruchu jest kilka – najważniejszy to odczuwalny brak „twardych walut” w rosyjskich bankach, co nie jest zjawiskiem pożądanym, zwłaszcza w przeddzień rosyjskiego szczytu urlopów, z racji Mundialu nieco opóźnionego. Według ostatnich analiz rosyjskiego oddziału Raiffeisen Bank zasoby płynnych walut w rosyjskim systemie bankowym zmniejszyły się z 8,1 mld dolarów na początku maja do poziomu 1,7 mld pod koniec miesiąca, co zdaniem analityków jest równoznaczne z brakiem płynności. Danych za czerwiec jeszcze brak, ale decyzja Ministerstwa Finansów skłania ku tezie, że sytuacja nie uległa jakościowej poprawie. Do innych powodów zalicza się konieczność zakupu dolarów przez duże rosyjskie firmy publiczne, które na wypłatę dywidend będą potrzebowały w najbliższym czasie 11 mld dolarów. Ale najważniejsze są przyczyny makroekonomiczne, a precyzyjnie rzecz ujmując nasilająca się ucieczka kapitałów z Rosji. Analitycy rynku alarmują, że pod koniec II kwartału odnotowano najniższy w historii poziom transakcji walutowych typu swap oraz największą nierównowagę popytu i podaży na zagraniczne waluty, oczywiście na korzyść popytu. Towarzyszy temu wycofywanie się zagranicznych inwestorów z rosyjskiego rynku. Tylko w ostatnim tygodniu czerwca odpływ kapitałów inwestycyjnych szacowany jest na 460 mln dolarów, zaś w ciągu ośmiu ostatnich tygodni zjawisko to osiągnęło poziom 1,8 mld dolarów.

Niekorzystne trendy potwierdzają dane z rosyjskiego rynku nieruchomości. Otóż wartość transakcji pierwszego półrocza tego roku wyniosła 1,29 mld dolarów i zmniejszyła się, w porównaniu z rokiem ubiegłym o 39 proc.. Rosyjscy specjaliści trend ten wiążą z masowym już wycofywaniem się inwestorów zagranicznych, zniechęconych słabnącym rublem i chwiejnością rynków. Spadki na rynku nastąpiły głównie w segmencie nieruchomości komercyjnych, jednak specjaliści oceniają, że w drugiej połowie roku w kryzysie znaleźć się może również rosyjski rynek mieszkaniowy. Dotychczas praktycznie trwał on w zastoju, ceny w ubiegłym roku wzrosły, wg. danych Frank Knight jedynie, o 0,3 proc., ale teraz, wszyscy spodziewają się, że w drugiej połowie roku nastąpią zasadnicze zmiany. Przy czym nie w efekcie ożywienia popytu, ale nowych regulacji wchodzących w życie od 1 lipca. Zabraniają one deweloperom sprzedaży mieszkań jeszcze przed rozpoczęciem budowy i pobierania przedpłat ponad poziom zaawansowania prac. W zamyśle tego rodzaju regulacje mają chronić klientów, ale będą oznaczały też większe potrzeby kredytowe firm deweloperskich. A kredyty w Rosji są drogie i najważniejsi gracze na rynku już poinformowali o podniesieniu cen, nawet, o 5 proc., co w oczywisty sposób nie spowoduje zwiększenia popytu.

3 lipca Bank of America opublikował raport, w świetle, którego wysoce prawdopodobnym jest powtórzenie na świecie kryzysu końca lat 90-tych, który wówczas spowodował czasową niewypłacalność Rosji. Zasadniczym powodem, jak argumentują analitycy banku, jest silny dolar oraz wzrost wartości notowanych na amerykańskich rynkach akcji spółek technologicznych. Jest to efekt sukcesu polityki ekonomicznej administracji Donalda Trumpa, oraz przekonania rynków, że trend wzrostowy amerykańskiej gospodarki nie jest zagrożony. Jednak efekt takiego zjawiska dla rynków rozwijających się pod koniec lat 90-tych był katastrofalny, bo skokowe osłabienie lokalnych walut i taki sam wzrost kosztów obsługi rządowych papierów skarbowych, doprowadził wiele krajów, w tym i Rosję na skraj czasowej niewypłacalności. Obecnie na zjawisko to nakładają się problemy związane ze sprzedażą rosyjskiego długu na międzynarodowych rynkach. Rosyjskie Ministerstwo Finansów właśnie poinformowało, że w ostatnim kwartale nie było w stanie uplasować na rynkach nawet połowy rządowych papierów dłużnych.

Trzeba przypomnieć, że ostatnio o nadciągającym światowym kryzysie ekonomicznym i tym, że najbardziej nań narażone są gospodarki takich krajów jak Rosja mówiono m.in. w trakcie Petersburskiego Forum Ekonomicznego. Podobne wątki przewijają się również w licznych ostrzegawczych wystąpieniach Georga Sorosa. Niezależnie jednak od tego czy zagrożenie uznajemy za poważne, bo np. pytany o to przez dziennikarzy rzecznik Kremla Pieskow powiedział, że takowego nie dostrzega, to wszystko wskazuje na to, że rosyjski rząd poważnie się z nim liczy. Inaczej nie sposób wytłumaczyć racjonalnie, dlaczego mimo spadającego tempa wzrostu gospodarczego i nadwyżki w budżecie wszystkie wolne środki przeznacza na zakup aktywów rezerwowych. Towarzyszy temu bardzo restrykcyjna polityka kredytowa rosyjskiego Banku Centralnego, który zresztą zamierza metodami administracyjnymi, jeszcze ją zaostrzyć. Rosyjskie banki otrzymały właśnie możliwość blokowania transakcji posiadaczy kart kredytowych, o ile uznają, że budzą one podejrzenia, a sam Bank Centralny zaproponował nową regulację. Przewidywać ma ona delegowanie do organów nadzorczych prywatnych i państwowych banków komercyjnych przedstawicieli „centrali” po to, aby ci mieli baczenie jak rozwija się ich akcja kredytowa i pilnowali, żeby nie było żadnych ekscesów.

Jest tylko jedno racjonalne wyjaśnienie takiej polityki. Otóż rosyjskie władze poważnie liczą się z krachem finansowym i gromadzą niezbędne dla stabilizowania systemu rezerwy. Dlatego bardziej niż na pobudzaniu wzrostu dziś zależy im na skupowaniu z rynku walut wymienialnych.

Komentarze