Bez rozgłosu powstaje nowe ciało składające się także z polityków – Rada ds. Ryzyka Systemowego. Ma mieć olbrzymią władzę nie tylko nad poszczególnymi instytucjami finansowymi, ale także nad urzędami powołanymi już wcześniej do sprawowania nadzoru i monitorowania sytuacji na rynku.

Po co tworzyć w Polsce nowe ciało? Istnieje wiele innych, bezpośrednio lub pośrednio utrzymywanych z naszych podatków, których rolą i zadaniem jest dbanie o rynki finansowe: Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, Bankowy Fundusz Gwarancyjny, NBP, WGPW, Komitet Stabilności Finansowej. To one powinny prawidłowo wywiązywać się ze swoich obowiązków. Andrzej Raczko z Rady Polityki Pieniężnej tłumaczy to jednak tak: „KSF to „straż pożarna”, która działa w chwilach realnego zagrożenia stabilności sektora finansowego. Z kolei Rada ds. Ryzyka Systemowego ma systematycznie gromadzić dane i analizować potencjalne czynniki ryzyka, w szczególności identyfikować źródła nierównowagi, która może się pojawić w gospodarce. To będzie element tzw. polityki makroostrożnościowej”.

Już jesienią ubiegłego roku rząd zapowiadał, że do 1 lipca br. zostanie uchwalona ustawa o Radzie ds. Ryzyka Systemowego. Te zapowiedzi zaczynają się właśnie materializować. Oficjalnie ma być tak jak na Zachodzie – nowa rada wzorowana jest na Europejskiej Radzie ds. Ryzyka Systemowego (ESRB) gdzie przerażeni. kryzysem politycy europejscy chcą zyskać pewność, że wszystko prawidłowo „gra” na rynkach finansowych. W skład Rady weszliby: prezes NBP, minister finansów, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, prezes BFG, przedstawiciel premiera oraz dodatkowo po jednym reprezentancie z Ministerstwa Finansów i NBP. Już sam proponowany skład jest absurdalny, bo wymienione instytucje monitorowałaby i nadzorowały… same siebie. Jakoś trudno wyobrazić sobie formułowanie przez Radę rekomendacji np. dla nadzoru finansowego, by przeciwdziałał narastaniu bańki na rynku kredytowym w okresie boomu gospodarczego, gdy w składzie Rady zasiada szef KNF - tym samym czarno na białym wyszłoby, że KNF swojej roli prawidłowo nie wypełnia. Czy prezes NBP, pomysłodawcy nowego ciała, będzie opiniować własne i Rady Polityki Pieniężnej działania? Może zaleci jej prawidłowe prowadzenie polityki pieniężnej? Czy minister finansów wyda zalecenia samemu sobie w kwestii likwidowania deficytu budżetowego itd. itp.?

Rada ma nie tylko pouczać inne urzędy. Ma też zbierać dane z rynku o poszczególnych instytucjach finansowych. Mało tego! Będzie im wydawać „ostrzeżenia” i „zalecenia”. Na przykład nakazać bankowi, SKOK czy innej instytucji finansowej ogłaszając to publicznie, aby przedstawiła program naprawczy. Nietrudno sobie wyobrazić, jakby to wpłynęło na klientów tej instytucji, którzy jej zaufali…

Taka Rada ds. Ryzyka Systemowego, biorąc dodatkowo po uwagę polskie realia, byłaby i może w swojej karykaturalności zabawna, gdyby nie niosła w sobie złowieszczych możliwości. Mogłaby stać się znakomitym narzędziem do spacyfikowania niezależnie działających instytucji finansowych, przede wszystkim banków spółdzielczych i SKOK-ów. J.V.Rostowski czy kolejny polityk nie musiałby się już gimnastykować, jak np. objąć nadzorem i „uregulować” organizacje VISA i Mastercard.

Wreszcie antydemokratyczny w swej istocie układ rządowy mógłby skutecznie ścisnąć wszystkich w swym opiekuńczym uścisku.