Opinie

Internet / autor: Pixaby
Internet / autor: Pixaby

Ucywilizować skok cywilizacyjny

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego

  • 2 października 2019
  • 21:54
  • 1
  • Tagi: biznes cyfryzacja cywilizacja dane dane osobowe digitalizacja Facebook fake news Google hejt Internet Ministerstwo Cyfryzacji nowy przemysł patostream Polska postęp prawo rewolucja 4.0 rewolucja przemysłowa transformacja cyfrowa trolle YouTube
  • Powiększ tekst

Głównym lub jednym z głównych zadań dla Ministerstwa Cyfryzacji powinno być ucywilizowaniem obecnego skoku cywilizacyjnego. Zwłaszcza, że to bardzo długi skok, który nie jest zmianą z dnia na dzień, przez co pewne rzeczy umykają naszej uwadze. 5G odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki, tymczasem zagrożenia jakie niesie nie są ułamkiem największych i najpilniejszych niebezpieczeństw, jakie niesie za sobą obecny skok rozwojowy. Trzeba działać już teraz, zanim rozsypią się społeczeństwa

„Obyś żył w ciekawych czasach” – ma głosić stare chińskie porzekadło - przekleństwo… I samo to już jest kłamstwem. W chińskim języku nigdy nie odnotowano takiego porzekadła, a nawet takiej frazy. Fake news, można rzec. Jednak czasy są bardzo ciekawe. Ciekawsze niż wielu myśli. Żyjemy w czasach przełomu, kolejnej technologicznej rewolucji. Nie chodzi jednak tylko o samą technologię 5G, która jest tylko i aż płótnem dla malowania dalszej historii Człowieka. To zastosowania biznesowe nowych technologii są czymś znacznie ciekawszym. Obecna rewolucja jest nieco… pełzająca. Ludzie, jak to ludzie, rzadko zdolni są osadzić wydarzenia w odpowiedniej perspektywie, jeśli zawiera się ona w dłuższym niż jeden rok czasie.

W przypadku pełzających rewolucji trudno jest dostrzec ich prawdziwy wpływ na zmianę naszego życia. Jeśli jednak zauważyć jak zmieniają się nasze zwyczaje i jak bardzo uzależniamy się od technologii w skali jedynie dziesięciu lat, czy dwudziestu lat. Dla przypomnienia: Facebook nie ma jeszcze skończonych 18 lat (15 L), nie mówiąc już o Instagramie (9 L). Pokolenie obecnych dwudziestolatków nie pamięta już rzeczywistości bez komputerów, ale i bez mediów społecznościowych. O ile trzydziestoparolatki pamiętają jeszcze czasy bez Internetu, jak i bez wszechobecnych bankomatów, dwudziestolatkom z dużych miast bankomaty wydają się czymś zbytecznym.

Rodzą się nowe wyzwania technologiczne i kulturowe. Sondowani na koniec 2018 Amerykanie byli zgodni co do trzech głównych zagrożeń technologicznych: tego, że automatyzacja i roboty odbiorą ludziom pracę, narastającej izolacji ludzi – gdzie relacje międzyludzkie zanikają na rzecz relacji człowieka z komputerem, oraz obawy przed utratą kontroli nad swoimi danymi i danymi o sobie (źródło: Statista 2019), przy czym z dwóch sondowanych grup, konsumenci bali się najbardziej utraty pracy, a technologiczne elity kwestii dotyczących danych osobowych (znaczna polaryzacja w rankingu top 3).

Ale są inne zagrożenia, znacznie poważniejsze, których Amerykanie zdają się nie dostrzegać. Po pierwsze wiara w Internet, tak silna jeszcze kilkanaście lat temu, w jego emancypacyjny dla jednostek charakter i korzyści dla użytkowników Internetu, okazała się naiwna. Nie nastąpił gwałtowny rozkwit kultury. Blogosfera zwinęła się równie szybko, jak się rozwinęła, pozostawiając przy życiu jedynie najsilniejszych i całą masę internetowych celebrytów, fame’ów, których wkład w kulturę obok kultury nawet nie stał. Nawet mówiąc dziś „5G”, większość widzi w nim li tylko Neteflixa bez „lagów” (opóźnień). Jak w popularnym memie, dwadzieścia lat temu ludzie wierzyli, że w 2019 roku dominującym środkiem transportu będą latające samochody, tymczasem coraz częściej ludziom trzeba tłumaczyć, by nie połykali saszetki z detergentem do zmywarki do naczyń. To niestety nie jedyne problemy.

Kiedy media oddały głos społeczeństwu (w zasadzie zmuszone zostały, by go oddać), początkowo bano się jedynie kwestii związanych z prawami autorskimi i podziału zysków z tych działań. Niewiele osób spodziewało się tak daleko idących zmian, w świetle których skończyła się dawna rola mediów. Nie tylko siła głosu mediów z czasem zmalała, lecz ich skończyła się ich fundamentalna rola jako weryfikatora wiarygodności treści (tzw. gatekeeper – stróż bramy - w dawnym systemie medialnym). By informacja przebiła się dziś i poszła w świat, ani gazeta, ani radio, ani telewizja, ani dziennikarz nie są już potrzebni. Obieg informacji jest dziś niekontrolowany, często manipulowany, lecz niekontrolowany, co skrzętnie wykorzystują dziś lobbyści, zawodowi hejterzy i trolle, a nawet rządy (Trump powiedział Putinowi pół żartem, pół serio, że nie ma im, Rosji, za złe próby ingerowania w wybory w USA, bo oni robią to samo w innych krajach) oraz ich tajne służby do działań na rzecz dezinformacji i manipulacji opinii publicznej w krajach, w których chcą coś zmienić i coś ugrać w celu realizowania swojej politycznej agendy - tu szczególnie aktywna jest Rosja z jej farmami trolli oraz jednostkami do prowadzenia hybrydowej cyber wojny. Do tego kompetencje cyfrowe obywateli pozostają w wielu krajach na bardzo niskim poziomie - według NASK PIB, około 20 proc. Polaków nawet nie zastanawia się, nie mówiąc o sprawdzaniu, czy przeczytana informacja była prawdziwa. Internet miał wyzwolić ludzką kreatywność, tymczasem - przynajmniej ten polski - zapchany jest przez oglądanie filmików z YouTube’a. Wbrew początkowym nadziejom, w ten sposób, Internet stał się dawną telewizją, tylko że z kilkoma bajerami dla reakcji zwrotnych.

Dlaczego ten sen o oświeconym Internecie upadł? Z jednej strony była w tym pewna naiwność odnośnie ludzkich pragnień i możliwości. „Kreatywnosć”, jako cecha i dobro, nie jest równie dystrybuowana. Poza wszystkim wymaga wolnego czasu, a ten może dopiero przynieść automatyzacja i robotyzacja – o ile nie przyniesie tylko niepokojów społecznych, czy zamieszek. Kreatywność nie jest też na szczycie potrzeb człowieka w Piramidzie Maslowa – jako potrzeba występuje dopiero po zaspokojeniu bardziej bazowych potrzeb, które z definicji są niemożliwe do zaspokojenia dla wszystkich, ani nawet dla większości obywateli, zarówno w warunkach gospodarki wolnorynkowej, jak i w warunkach nieefektywnego, sprawiedliwego zawsze tylko z teorii socjalizmu. W końcu „Sprawiedliwie nie znaczy po równo”. Po drugie kwestia biznesu, zmieniających się modeli biznesowych i systemów. Dziesięć lat temu głównym hasłem Internetu było UGC (User Generated Content – treści tworzone przez użytkowników). Wierzono wtedy, że „Treści są nową ropą”, dziś wierzymy, że „Dane są nową ropą”. Model UGC dość szybko i niepostrzeżenie przemienił się w UGD (User Generated Data – dane tworzone przez użytkowników). Gospodarka przyszłości, ale i w coraz większym stopniu gospodarka dnia dzisiejszego opiera się na danych. Problem w tym, że w kwestii danych jesteśmy zarówno konsumentem, jak i ich producentem. Do tworzenia danych nie trzeba dziś ludzi przekonywać. Wystarczy, że włączą telefon i odpowiednią aplikację. Być może nie żyjemy już dziś w społeczeństwie informacyjnym, bo mamy nadmiar informacji, z którym sobie nie radzimy. Problemem zaczyna być filtrowanie informacji, w czym mają być pomocne algorytmy. Algorytmy już dziś rządzą naszym postrzeganiem rzeczywistości w stopniu, z jakiego nie do końca zdają sobie sprawę nawet eksperci.

To nasze dane, nie dane firm, będą motorem rozwoju. Nie posiadamy dziś ani efektywnych systemów ich kontroli, ani kontroli transparencyjności ich wykorzystywania, handlu naszymi danymi. Nie ma dziś silnego na Facebooka, Google, ani Apple, ni Amazon (tzw. GAFA). Firmy te korzystają ze swojej pozycji planując jej dalsze umocnienie – jeszcze nieśmiało, lecz powoli coraz śmielej, wchodzą w świat finansów, bankowości oraz mediów. Dla kolejnych grup wiekowych na całym świecie, choć w różnym tempie, stają się pierwszym źródłem informacji. Jednak stosowane przez nie mechanizmy do maksymalizacji zadowolenia użytkowników i do wydłużania czasu spędzanego w nich przez użytkowników, a więc do maksymalizacji profitów, powodują powstawanie i umacnianie się baniek informacyjnych – do różnych grup użytkowników docierają jedynie informacje takie, które mogą się im spodobać. W konsekwencji następuje utwardzanie się w swoich przekonaniach i radykalizacja zarówno użytkowników o poglądach konserwatywnych jak i lewicowych.

Myli się jednak ten, kto myśli, że taki stan rzeczy bez dalszej kontroli doprowadzi do międzynarodowych konfliktów. Nie, jego bezpośrednim efektem jest polaryzacja i rozpad wspólnot narodowych, jak również wspólnot państw narodowych, czego wyrazem i pewnym kamieniem milowym w najnowszej historii jest Brexit. Mniej rzucającym się w oczy w skali międzynarodowej, czy globalnej, efektem jest choćby narastająca frustracja w polskim Internecie - ale nie tylko - i powszednienie coraz bardziej agresywnego, czasem plugawego języka publicznego dyskursu w mediach społecznościowych.

Paradoksalnie więc to firmy z najbardziej lewicowego miejsca na świecie, jakim jest Dolina Krzemowa, odpowiadają dziś za radykalizowanie się społeczeństw, a nawet za obecny globalny „skręt w prawo”. Część z nich próbuje walczyć z efektem dezinformacji, za który sami, pośrednio lub – ze względu na algorytmy – bezpośrednio odpowiadają. W walce z dezinformacją Facebook inicjuje i wspiera ruch fact-checkingowy, oddając weryfikację potencjalnych fake-newsów podmiotom zewnętrznych, jednak tych z kolei oraz jakości ich weryfikacji nie kontroluje nikt.

Giganci technologiczni powinni jednak brać większą odpowiedzialność za to, co na ich platformach, czy w ich usługach się dzieje. To wymagałoby po ich stronie krociowych nakładów na całym świecie, jednak nieopłacalność nie może tu być tłumaczeniem, ponieważ - pożądane, czy nie - wskazane wyżej skutki są daleko idące i zbyt poważne. Dzisiejsza postawa technologicznych gigantów za bardzo przypomina umywanie rąk przez Poncjusza Piłata, a ich działania są tylko namiastką działań, jakie powinny podejmować. Jeśli giganci biznesu nie będą chcieli nic zmienić, tym bardziej oczywista i nieunikniona wydaje się większa rola państwa w tych kwestiach, mimo że będzie budzić opór tej głośniejszej części Internautów.

Jak widać, jeszcze daleka droga przed nami oraz wiele organicznej i systemowej pracy po stronie Ministerstwa Cyfryzacji, by ucywilizować ten skok cywilizacyjny.

Maksymilian Wysocki

Komentarze