Informacje
Paweł Sałek: powinniśmy maksymalnie wykorzystywać własne zasoby węgla / autor: materiały prasowe / Pixabay
Paweł Sałek: powinniśmy maksymalnie wykorzystywać własne zasoby węgla / autor: materiały prasowe / Pixabay

WYWIAD

Nie można ciągle walczyć z węglem

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 27 września 2026, 11:00

  • Powiększ tekst

Wszyscy nagle nie wyrzucą pieców węglowych, bo wymiana systemu ogrzewania jest niezwykle kosztowna; nie będzie też powszechnego przejścia na pompy ciepła – mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Sałek.

Agnieszka Łakoma: Polaków czeka droga zima,. Nie tylko paliwo do samochodów będzie bardzo drogie. Wzrosną rachunki za ogrzewanie, bo coraz więcej kosztuje węgiel, pelet podobnie i go brakuje, a ceny oleju opałowego wzrosły od lutego aż o 80 procent. Czy to już najwyższa pora na programy osłonowe i interwencję rządu?

Paweł Sałek: Oczywiście nie chodzi o interwencję rządu w znaczeniu regulacji i wpływu na rynek, ale o programy osłonowe dla osób najmniej zarabiających i zagrożonych ubóstwem energetycznym. Powinniśmy też lepiej panować nad wykorzystaniem własnych zasobów, zamiast bazować tylko na klimatycznych wytycznych Brukseli, które sprowadzają się do walki z paliwami kopalnymi. Mamy możliwości wydobycia węgla kamiennego i zadbać o nie, podobnie gdy chodzi o produkcję biomasy. Tymczasem jest harmonogram zamykania kopalń, a plan gospodarki drewnem, który umożliwiał racjonalne wykorzystanie go przez wiele dekad odrzucono i w efekcie nie ma zakładów, które dawały wsad do produkcji peletu, bo się zamykają, a branża drzewna i tartaczna przechodzi bardzo poważne kłopoty. Mamy więc błędne koło i wysokie ceny, ale to wynik ostatnich trzech lat rządów.

A może to jest tak, że rząd dba głównie o swój w dużej mierze bardziej zasobny elektorat w wielkich miastach, a ten nie narzeka na wysokie ceny paliwa i nie ma ogrzewania węglowego. Więc władza nie musi się starać?

Niestety, jest w tym część prawdy. Ale każda władza powinna myśleć nie tylko o własnym elektoracie ale o wszystkich obywatelach i działać na ich rzecz. A szczególnie w takiej sytuacji, w jakiej jesteśmy obecnie, gdy ceny surowców są wyjątkowo wysokie. Cała polityka bezpieczeństwa energetycznego powinna być ponownie przemyślana. I to zarówno gdy chodzi o wielką energetykę, jak ciepłownictwo i tzw. sektor komunalno-bytowy, zwłaszcza jeśli narażony jest na drastyczny wzrost opłat. Nie można walczyć ciągle z węglem w ramach programów Czyste Powietrze, nakazywać wyrzucenie kominków, pieców czy miejscowych ogrzewaczy pomieszczeń. I do tego wszystkiego jeszcze udawać, że to pompy ciepła i fotowoltaika nam wszystko załatwią, bo wiadomo, że nie załatwią.

W ostatnim czasie nowo mianowany wiceminister klimatu i środowiska Sławomir Ćwik z Polska2050 wręcz sugerował, że jak ktoś wybiera ogrzewanie na węgiel czy pellet to jego problem. Co więcej, w wywiadzie dla „Portalu Samorządowego” wskazywał, że to „konsumenci powinni podejmować świadome i racjonalne decyzje dotyczące wyboru źródła ciepła”. O czym świadczy takie podejście przedstawiciela rządu?

Pan Ćwik jest od dwóch tygodniu wiceministrem w resorcie klimatu od jednego departamentu. A jego sugestie, że to ludzie sami są sobie winni, skoro płacą wysokie rachunki za ogrzewanie, albo że mają za duże domy i za wysoką temperaturę, są co najmniej nie na miejscu. To państwo musi zapewnić obywatelom pełen zakres możliwości wykorzystania technologii do ogrzewania, zamiast wprowadzać zakazy i ograniczenia. Jeśli ktoś zasobniejszy uzna, że wybiera gaz, skoro go na to stać, to powinien móc to zrobić. Ale jeśli ktoś inny chce wykorzystywać węgiel, to nie można mu tego zabraniać, podobnie z ogrzewaniem kominkowym. Powtarzam raz jeszcze - wszyscy nagle nie wyrzucą kotłów węglowych, bo wymiana systemu ogrzewania jest niezwykle kosztowna, a potem jeszcze trzeba mieć pieniądze na ten gaz. Nie będzie też powszechnego przejścia na pompy ciepła, choć władze unijne mocno to promują. Trzeba zejść na ziemię i realnie ocenić, co jest możliwe.

Ale walka z paliwami kopalnymi trwa w Unii Europejskiej w najlepsze i nawet w ostatnim orędziu o stanie Unii szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówiła o utrzymaniu zielonej polityki. Transformacja ciepłownictwa ma być obowiązkowa. W Polsce ze względu na skalę, będzie ogromnie kosztowna. Zaś ostatnio rząd ma plan przejścia z węgla na gaz i mówi się wielkich inwestycjach w małych miejscowościach, co ma wzmocnić PSL. Jak Pan to ocenia?

Powinniśmy tak konstruować miks energetyczny, aby opierać na własnych zasobach surowcowych. W nowoczesnych wysokosprawnych kotłach przydomowych 4. i 5. klasy można spalać miał węglowy i ten kierunek oraz technologie powinny być także dopuszczone. Zbliżają się wybory, stąd pomysły by coś na szybko pokazać. Ale powstaje też pytanie, czy będzie to mieć sens ekonomiczny i czy wyliczono, jak wpłynie na rachunki odbiorców ciepła.

Czy biorąc pod uwagę zależność Polski od importu gazu nie powinniśmy raczej ostrożnie niż radykalnie przechodzić na to paliwo? Zwłaszcza że są plany inwestycji nie tylko w ciepłowniach ale też w energetyce konwencjonalnej.

Zależność od importu surowca zawsze jest ryzykowna. Dlatego tym bardziej powinniśmy maksymalnie wykorzystywać własne zasoby węgla, by nie martwić się o skoki cen na rynku gazu. Ale niestety ten rząd choć werbalnie zapewnia, że trzeba złagodzić politykę klimatyczną w Unii, to jednak też stawia na likwidację górnictwa. A Zielony Ład jest dla nas kosztownym obciążeniem i będzie jeszcze większym z racji kolejnej odsłony systemu handlu emisjami – EU ETS, który teraz obejmuje wiele sektorów z energetyką na czele, a od 2028 roku objąć ma ciepło w sektorze bytowo-komunalnym i transport jako ETS2. Powinniśmy dążyć do zablokowania tego sytemu, a nie do reformy, bo ta będzie kosmetyczna i nic nie da. Koszty energii i opłaty ponoszone przez obywateli będą dalej rosnąć.

Na razie to rząd Włoch po raz kolejny zaapelował o zamrożenie systemu handlu emisjami, nazywając go wręcz diabelskim. We Francji polityka klimatyczna jest pod ostrzałem przez Marine LePen. W Polsce NSZZ „Solidarność” ze wparciem prezydenta Karola Nawrockiego apeluje o referendum w tej sprawie. Jednak Bruksela liczy na to, że jeszcze przed końcem roku kraje członkowskie zaakceptują reformę EU ETS. I będzie wszystko „po staremu”. Czy faktycznie tak się stanie?

Ta reforma EU ETS przypomina bardziej „pudrowanie trupa” niż realny plan, by ten system przestał powodować wzrost kosztów energii. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło - opublikowany 17 lipca 2026 r. - wniosek Komisji Europejskiej dotyczący zmiany dyrektywy EU ETS jako „milowy krok”, który po raz pierwszy ma łagodzić, a nie zaostrzać wpływ systemu na gospodarkę i obywateli. Komunikat resortu przedstawia jedynie wybrane, korzystne elementy projektu, pomijając rozwiązania, które mogą oznaczać poważne dodatkowe koszty dla polskiego przemysłu, ciepłownictwa systemowego, gospodarki odpadami, samorządów i odbiorców końcowych. Wystarczy wspomnieć, że proponowane spowolnienie zmniejszania puli uprawnień nie oznacza rezygnacji z dalszego zaostrzania polityki klimatycznej. Projekt nadal podporządkowuje EU ETS osiągnięciu unijnego celu redukcji emisji o 90 procent do 2040 r. dalszego ograniczania podaży uprawnień i kosztów emisji. Od okresu bezpłatnego przydziału rozpoczynającego się 1 stycznia 2031 r. bezpłatne uprawnienia mają być co do zasady uzależnione od przedstawienia i realizacji planu inwestycji dekarbonizacyjnych w okresach pięcioletnich, czyli co pięć lat).

Biorąc pod uwagę stanowisko polskiego rządu, który nie sprzeciwia się systemowi ETS i nie żąda jego zawieszenia, opinia resortu klimatu nie jest zaskoczeniem. Szczególnie że i sama Komisja Europejska przedstawia reformę systemu jako niezwykle korzystną propozycję. Jakie są główne zagrożenia?

Szczególne znaczenie ma sytuacja ciepłownictwa systemowego. Komisja proponuje stopniowe zmniejszanie bezpłatnego przydziału dla ciepła sieciowego po 2030 r., aż do całkowitego wyeliminowania tego przydziału w 2040 r. Nie jest więc prawdą, co opowiada nasz rząd że nowe rozwiązania wyłącznie chronią polskie ciepłownictwo. Ponadto od 2031 r. systemem EU ETS mają zostać objęte spalarnie i współspalarnie odpadów innych niż niebezpieczne. Dla polskich samorządów oznacza to ryzyko wzrostu kosztów zagospodarowania odpadów oraz wytwarzania ciepła w instalacjach termicznego przekształcania odpadów. Koszt zakupu uprawnień może zostać przeniesiony na opłaty za gospodarowanie odpadami albo taryfy ciepłownicze, co uderzy w obywateli. Jakby tego było mało, to reforma ETS ogranicza możliwość finansowania instalacji wykorzystujących paliwa kopalne i uzależnia dostęp do środków od spełnienia określonych wymagań unijnych. Wsparcie ma być powiązane z rzeczywiście potwierdzonymi redukcjami emisji i kierowane przede wszystkim do projektów gotowych do szybkiego wdrożenia. Bez odpowiedniego krajowego systemu przygotowania i finansowania projektów preferencja dla słabszych gospodarczo państw może pozostać niewykorzystana.

Rozmawiała Agnieszka Łakoma

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Nowe zasady remontu balkonów. Sprawdź, co się zmieni

Prawnik władzy ostro o ustawie Tuska

UE proponuje nowy podatek od „e-odpadów”

»»Spór o nowy budżet Unii Europejskiej – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych