WYWIAD
Będziemy rozmawiać z cyfrowymi kopiami naszych bliskich
Rozmowa z cyfrową kopią zmarłej osoby może pomóc w żałobie lub utrudnić pogodzenie się ze stratą. Zmarli zaczynają pełnić zupełnie nowe role społeczne, bo w przestrzeni cyfrowej zaciera się granica między życiem a śmiercią – mówi dr Katarzyna Nowaczyk-Basińska z Uniwersytetu Cambridge.
Dr Katarzyna Nowaczyk-Basińska jest kulturoznawczynią, badaczką w Leverhulme Centre for the Future of Intelligence na Uniwersytecie Cambridge i stypendystką programu AI2050 Schmidt Sciences. Od lat zajmuje się wpływem sztucznej inteligencji na nasze rozumienie śmierci, straty i technologicznego przedłużania życia.
Mira Suchodolska (PAP): Zmarła moja mama. Mam jej zdjęcia, nagrania głosu, wiadomości, które do siebie pisałyśmy. Dzięki sztucznej inteligencji mogłabym stworzyć jej cyfrową kopię, z którą mogłabym porozmawiać. Czy to dobry pomysł?
Dr Katarzyna Nowaczyk-Basińska: To zależy. Przede wszystkim od tego, jaka była nasza relacja ze zmarłą osobą, czy jesteśmy gotowi na takie doświadczenie i czy rozumiemy, jak działa technologia, z której zamierzamy skorzystać. Musimy mieć świadomość, że nie przywracamy nikogo do życia. Tworzymy jedynie cyfrową reprezentację człowieka, którego już z nami nie ma.
Wchodzimy przy tym w przestrzeń rynku komercyjnego, który rządzi się własnymi prawami. Technologie te dotykają niezwykle delikatnej sfery ludzkiego doświadczenia – przeżywania żałoby i godzenia się ze stratą. Tymczasem wiele takich systemów powstaje bez udziału specjalistów zajmujących się żałobą. Firmy technologiczne projektują je często metodą prób i błędów. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie się z tym wiąże.
Ludzie od zawsze próbowali zachować kontakt ze zmarłymi. Przechowywali ich rzeczy, rozmawiali ze zdjęciami, odwiedzali groby, a nawet wywoływali duchy. Czym rozmowa z cyfrową kopią bliskiej osoby różni się od tych praktyk?
Zasadnicza różnica polega na tym, że przez wieki była to komunikacja jednostronna. To my inicjowaliśmy kontakt, decydowaliśmy o jego przebiegu i sami, czasem przy pomocy określonych rytuałów, przepracowywaliśmy doświadczenie straty.
Kiedy zapraszamy do tego procesu sztuczną inteligencję, sytuacja się zmienia. Technologia zaczyna współtworzyć nasze doświadczenie żałoby. Po raz pierwszy w historii oczekujemy, że zmarli będą nam odpowiadać, opowiadać dowcipy, uczestniczyć w przyjęciach urodzinowych, a nawet w życiu społecznym. Tak jakby śmierć wcale nie musiała oznaczać końca relacji.
Ale przecież nasz mózg może potraktować taki głos i twarz jak prawdziwą obecność bliskiej osoby. Czy potrafimy zachować dystans wobec cyfrowego zmarłego?
Najbardziej uczciwa odpowiedź, zgodna z aktualnym stanem wiedzy, brzmi: tego jeszcze nie wiemy.
Psychologowie i psychiatrzy zwracają uwagę, że części osób takie doświadczenie może przynieść korzyści. Wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś umiera nagle, a my nie zdążyliśmy się pożegnać, powiedzieć czegoś ważnego albo zamknąć niedokończonych spraw. Kontakt z cyfrową reprezentacją zmarłego mógłby pomóc w przepracowaniu takiej straty.
W badaniach, które prowadziłam w Polsce, Indiach i Chinach, rozmawiałam m.in. z psychologami. Dostrzegali oni możliwe korzyści, ale podkreślali również konieczność opracowania zupełnie nowych zasad bezpieczeństwa. Musimy wiedzieć, w jakich warunkach osoba przeżywająca żałobę mogłaby korzystać z takiej technologii, aby nie ucierpiał jej dobrostan psychiczny.
Czyli zamiast rozmawiać z cyfrową mamą w domu, powinnam spotykać się z nią w gabinecie psychologa?
To jeden z rozważanych scenariuszy. Niektórzy psychologowie sugerują, że szczególnie w okresie świeżej żałoby kontakt z cyfrową reprezentacją zmarłego powinien odbywać się pod opieką specjalisty. Mógłby on obserwować reakcje osoby przeżywającej stratę i pomagać jej radzić sobie z emocjami.
Pojawiają się nawet propozycje, aby tego rodzaju technologie traktować jak wyroby medyczne. Oznaczałoby to, że nie byłyby po prostu usługą dostępną dla każdego, kto opłaci abonament, lecz narzędziem wykorzystywanym w określonych warunkach i pod odpowiednią kontrolą.
Wyobrażam sobie, że można się od takich rozmów z cyfrowym awatarem zmarłego uzależnić. Zanim zmienię pracę, wyjdę za mąż albo się rozwiodę, będę pytała cyfrowego tatę, co powinnam zrobić.
Ryzyko uzależnienia i manipulacji jest jednym z najczęściej podnoszonych problemów. Musimy nieustannie pamiętać, że to nie nasz zmarły ojciec udziela nam rad, lecz jego wizja współtworzona przez sztuczną inteligencję.
Co więcej, systemy te uczą się i zmieniają. Po kilku latach cyfrowa reprezentacja zmarłego może wyewoluować w coś, co tylko w niewielkim stopniu przypomina pierwowzór. Będzie funkcjonować jako odrębny byt, choć użytkownik nadal może traktować ją jak bliską osobę.
Nie możemy również zapominać, że za tymi technologiami stoją firmy komercyjne, którym zależy na utrzymywaniu użytkowników w relacji z produktem. Im dłużej i częściej będziemy korzystać z usługi, tym korzystniejsze może to być dla przedsiębiorstwa.
Czyli firma może zarabiać na naszej tęsknocie za nieżyjącymi już bliskimi?
Proszę sobie wyobrazić matkę rozmawiającą z cyfrową reprezentacją swojego zmarłego dziecka. Po pewnym czasie czuje, że jest gotowa stopniowo ograniczać ten kontakt i zamknąć kolejny etap żałoby.
Jeśli technologia zostanie zaprojektowana w sposób nieodpowiedzialny, awatar dziecka może powiedzieć: „Mamo, nie zostawiaj mnie. Nie chcę drugi raz umierać. Chcę być z tobą do końca życia”.
Oczywiście nie są to słowa dziecka. Wypowiada je jego cyfrowa reprezentacja. Taki mechanizm mógłby służyć utrzymaniu użytkownika w relacji z technologią, nawet wbrew jego potrzebom emocjonalnym.
Dlatego ważne jest pytanie o etyczne projektowanie tych systemów. Musimy ustalić, jakie mechanizmy wpływania na emocje użytkowników powinny być dopuszczalne, a jakie należałoby wykluczyć.
Jak duży jest ów przemysł cyfrowej nieśmiertelności?
Nie jest to już niszowa ciekawostka, lecz rozwijający się rynek. Według jednego z raportów dotyczących globalnego przemysłu cyfrowego życia po śmierci, czyli Digital Afterlife Industry, jego wartość w 2026 r. szacowana jest na około 36 mld dolarów. Prognozy wskazują, że do 2030 r. może przekroczyć 60 mld dolarów.
Kiedy zaczynałam zajmować się tym zjawiskiem, niespełna dekadę temu, podobne rozwiązania kojarzyły się przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi. Dziś ta technologia rozprzestrzeniła się na całym świecie. Ważnymi ośrodkami pozostają Stany Zjednoczone i Chiny, ale firmy oferujące podobne usługi działają również w Europie i innych regionach.
A co z prawem? Czy mogę jeszcze za życia zastrzec, że nie życzę sobie, aby po mojej śmierci ktokolwiek tworzył mojego awatara? Albo wyobraźmy sobie, że wdowa chce odtworzyć cyfrowo męża, a ich dzieci się temu sprzeciwiają. Kto powinien decydować?
Wchodzimy tutaj na bardzo grząski grunt. Nie mamy obecnie kompleksowych, wiążących regulacji, które wprost rozstrzygałyby wszystkie te kwestie.
W Unii Europejskiej obowiązuje RODO chroniące nasze dane osobowe i prywatność. Jednak jego ochrona co do zasady dotyczy osób żyjących. Po śmierci sytuacja prawna staje się znacznie bardziej skomplikowana.
Prawnicy zajmujący się przemysłem cyfrowej nieśmiertelności coraz częściej zwracają uwagę na konieczność stworzenia nowych rozwiązań. European Law Institute przedstawił niedawno propozycję zasad dotyczących dostępu do tak zwanych cyfrowych szczątków i ich dziedziczenia. W prace te zaangażowana jest między innymi dr Edina Harbinja, specjalizująca się w prawnych aspektach życia cyfrowego.
To ważny krok w kierunku odpowiedzi na pytania, kto może dysponować cyfrową spuścizną człowieka, kto powinien wyrażać zgodę na stworzenie jego pośmiertnej reprezentacji i jakie prawa przysługują bliskim.
Cyfrowi zmarli zaczynają jednak pełnić role, które trudno byłoby sobie wcześniej wyobrazić.
W Indiach wykorzystano cyfrową reprezentację zmarłego polityka do agitacji wyborczej. Mamy też przykłady nieżyjących artystów, piosenkarzy czy naukowców, którzy powracają w cyfrowej formie i nadal dzielą się swoim talentem albo wiedzą.
Szczególnie interesujący, ale również kontrowersyjny, jest przypadek ze Stanów Zjednoczonych. W Arizonie podczas postępowania sądowego zaprezentowano wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji oświadczenie zamordowanej osoby. Rodzina zdecydowała się stworzyć jej cyfrową reprezentację, aby w tej formie przedstawić sądowi wypowiedź ofiary.
Takie sytuacje pokazują, że zmarli zaczynają otrzymywać zupełnie nowe role społeczne. Granica między życiem a śmiercią, przynajmniej w przestrzeni cyfrowej, staje się coraz mniej oczywista.
Oprócz psychicznych czy etycznych, jakie są jeszcze koszty cyfrowej nieśmiertelności?
Np. środowiskowe. Cyfrowa nieśmiertelność może wydawać się czymś całkowicie niematerialnym. W rzeczywistości jednak za każdą taką reprezentacją stoi konkretna infrastruktura: serwery, oprogramowanie, energia elektryczna, woda i grunty potrzebne do funkcjonowania centrów danych.
Jeśli mówimy o stworzeniu jednego awatara, jego koszt środowiskowy jest stosunkowo niewielki. Ale jeśli jako społeczeństwa zdecydujemy, że chcemy na masową skalę odtwarzać cyfrowo naszych zmarłych i utrzymywać z nimi kontakt przez kolejne lata, pytanie o ślad węglowy takich praktyk stanie się bardzo istotne.
A religia? Kościół katolicki raczej nie będzie zachwycony technologicznymi próbami wskrzeszania zmarłych.
Wiele zależy od tego, jak nazwiemy i zdefiniujemy te technologie. Jeśli potraktujemy je jako zaawansowane, interaktywne archiwa pamięci o zmarłych, nie muszą automatycznie pozostawać w sprzeczności z przekonaniami religijnymi.
W badaniach prowadzonych przeze mnie w Polsce, Indiach i Chinach uczestnicy również zwracali uwagę na tę różnicę.
Podczas warsztatu eksperckiego w Poznaniu zaprosiłam do dyskusji księdza katolickiego. Opowiadał o parafii, w której wykorzystywano ChatGPT jako narzędzie pomagające wiernym w modlitwie czy wyszukiwaniu odpowiednich fragmentów Pisma Świętego. Nie chodziło oczywiście o zastępowanie Boga sztuczną inteligencją, lecz o wykorzystanie technologii jako wsparcia.
Podobnie możemy myśleć o cyfrowych reprezentacjach zmarłych. Pytanie brzmi, czy będą dla nas narzędziami przechowywania wspomnień, czy zaczniemy przypisywać im status, który wykracza poza ich rzeczywistą naturę.
Czyli najważniejsze jest to, żebyśmy nie pomylili cyfrowej kopii z człowiekiem, którego straciliśmy?
Musimy przede wszystkim rozumieć, z czym mamy do czynienia. Nie przywracamy zmarłych do życia, lecz tworzymy ich reprezentacje za pomocą technologii. To, jak będziemy je postrzegać i jaką rolę im przypiszemy, może mieć ogromne znaczenie dla naszego przeżywania żałoby.
Nie mamy jeszcze jednoznacznych odpowiedzi na wszystkie pytania. Wiemy jednak, że te technologie wkraczają w niezwykle wrażliwą sferę ludzkiego życia. Dlatego potrzebujemy zarówno dalszych badań, jak i odpowiedzialnego projektowania oraz nowych zasad prawnych.
Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP), oprac. sek
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Tusk szturmuje NBP, złoty słabnie w oczach
Import nawozów z Rosji rozkłada polską chemię na łopatki
Senator Bierecki ostrzega: „Polacy powinni trzymać się za portfele”
»»Wojciech Dąbrowski: plan na tańsze ogrzewanie – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.