Analizy

Czy przecena obligacji osłabi złotego?

Przemysław Kwiecień główny ekonomista XTB

  • 30 stycznia 2018
  • 09:32
  • 0
  • Tagi: EUR Fed finanse obligacje PLN USD waluty
  • Powiększ tekst

Styczeń na amerykańskich parkietach przyniósł szaleńcze wzrosty po i tak bardzo mocnym 2017 roku. Wczoraj jednak nastroje nieco się popsuły, a wszystko za sprawą rynku obligacji, gdzie przecena przybiera tempa. Rosną obawy, że coraz wyższy koszt pieniądza zakończy 9 letni okres byka na Wall Street. Czy jest to zarazem zagrożenie dla złotego?

Gdy Donald Trump obejmował urząd prezydenta amerykańskie obligacje taniały. Spodziewano się, że szybkie zmiany w polityce gospodarczej przełożą się na przyspieszenie wzrostu i zaostrzenie kursu przez Fed. Jak wiadomo, z tych planów niewiele wyszło, Fed podnosił stopy, ale nie tak gwałtownie jak spekulowano rok temu. Co istotne, dochodowość amerykańskich obligacji mocno spadła w trakcie roku, zbliżając się nawet do 2 proc. Dla inwestorów było to bardzo sprzyjające otoczenie – wysoki wzrost gospodarczy i tani pieniądza napędzały wzrosty na giełdach i służyły takim walutom jak złoty. Teraz jednak rentowności rosną. Wynika to nie tyle ze zmiany w samym Fed, choć ten też w coraz większym stopniu zabiera pieniądze z rynku, ale z przekonania, że banki centralne na całym świecie wykorzystają dobrą koniunkturę do przygotowania sobie „poduszki bezpieczeństwa” na wypadek przyszłego kryzysu. Innymi słowy, podniosą stopy procentowe teraz aby mieć z czego je obniżać w przyszłości. Na początku roku wiele instytucji finansowych wskazywało na poziom rentowności obligacji 10-letnich w USA, który byłby groźny dla koniunktury na rynku akcji. Poziom ten wahał się pomiędzy 2,6 proc. (Societe Generale) a 2,75 proc. (JPM i Goldman Sachs). Obecnie rentowność przekroczyła poziom 2,7 proc. - czy zatem czeka nas pogorszenie nastrojów i przecena złotego?

W ostatnich komentarzach wskazywaliśmy na fakt, że umocnienie złotego wobec euro wyhamowało i ewentualna głębsza korekta na rynkach akcji będzie oznaczała wzrost kursu EUR/PLN, zapewne w okolice 4,25. Taki scenariusz jest zatem możliwy. Na ten moment wydaje się jednak, że to, co dzieje się na światowym rynku obligacji nie jest (jeszcze) powodem do paniki. Warto przypomnieć, że w latach 2009-2010, kiedy gospodarka USA dopiero wychodziła z recesji, rentowność dochodziła do 4 proc., a w 2013 roku, kiedy Fed zaczynał myśleć o zwrocie w polityce pieniężnej, było to maksymalnie 3 proc. Zatem retrospektywnie nie obserwujemy drakońsko wysokich poziomów, jednak dla rynków przyzwyczajonych do okresu super taniego pieniądza obecna tendencja może być wystarczającym powodem do korekty.

Bieżący tydzień jest bardzo intensywny dla rynków pod względem wydarzeń, szczególnie w USA. Dziś oczy inwestorów zwrócone będą na Donalda Trumpa, który wygłosi przemówienie w Kongresie (o 21 czasu nowojorskiego), następnie czeka nas posiedzenie Fed (środa) i kluczowy raport z rynku pracy (piątek). Dziś w kalendarzu mamy także sporo wydarzeń w Europie – dane o PKB dla strefy euro (godzina 11:00) oraz wstępne dane o inflacji za styczeń w Niemczech (14:00), a także wystąpienie szefa Banku Anglii (16:30).  O godzinie 9:15 euro kosztuje 4,1497 złotego, dolar 3,3620 złotego, frank 3,5858 złotego, zaś funt 4,7046 złotego.

Komentarze