W procesie afery "Pro Civili" było już wszystko: nagłe choroby, zaniki pamięci, złe adresy i tajemnicze samobójstwa. Teraz sędzia nie może się doszukać... aktów zgonów. Tak zamiatana jest pod dywan matka wszystkich afer z Platformą Obywatelską w tle...

Przesłuchiwanie świadków w procesie afery, która została zamieciona pod dywan ponad 15 lat temu nie należy do zadań łatwych. Przekonać o tym można się podczas każdej rozprawy związanej z aferą „Pro Civili” (Sygn. akt nr XVIII K 180/14). Rzecz rozbija się nie tylko o trudności z przypomnieniem sobie wszystkich szczegółów (wielu świadków niewiele już dziś pamięta z tamtych czasów), chorób (jak nagłe ataki serca) ale także o sprawy nazwijmy to techniczne. Podczas wczorajszej (tj. 16 października 2015 roku) rozprawy okazało się, że jeden ze świadków pod adresem, na który wysłano mu wezwanie do sądu, nie mieszka od 8 lat.

"Seryjny samobójca" sprząta

Dość kuriozalny problem w prowadzeniu procesu stanowi też brak w aktach sprawy aktów zgonu kilkunastu świadków, którzy niestety nie doczekali swojej kolejki do ponownego przesłuchania procesie afery "Pro Civili". Według Wojciecha Sumlińskiego, autora książki pt. „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” to właśnie w tej sprawie grasuje od lat tzw. „seryjny samobójca”, który ma już na sumieniu 17 osób... (na ostatniej rozprawie "Pro Civili" sędzia wyczytał pełną listę nazwisk).

Z kolei w sieci krąży niepotwierdzona, imienna "lista śmierci" 44 ofiar "seryjnego samobójcy" z WSI. Wśród nich postacie z pierwszych stron gazet, których nikomu nie trzeba przedstawiać jak Andrzej Lepper czy gen. Sławomir Petelicki. Ale też ludzie spoza sfery publicznej jak Grzegorz Michniewicz – niegdyś dyrektor generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, członek rady nadzorczej PKN Orlen. (jego ciało znaleziono wiszące 23 grudnia 2009 roku a więc w dniu, w którym do Polski wrócił remontowany w Rosji TU – 154, który później rozbił się w Smoleńsku. Michniewicz miał dostęp do najbardziej poufnych informacji i dokumentów w tej sprawie). Albo Michał Falzmann – kontroler NIK-u, badający sprawę FOZZ, który nagle umarł „na serce” 18 lipca 1991 r.

Do grona ofiar "seryjnego samobójcy" należy też min. Jerzy Sutor, dyrektor IV Oddziału PKO BP (oskarżyciel posiłkowy w prowadzonym postępowaniu), który na owo stanowisko został powołany prosto z pozycji wartownika jednego z grójeckich banków. Sutor według prokuratury popełnił samobójstwo strzelając do siebie 3 razy z czego raz z odległości 3 metrów.

Różne rzeczy

Mimo trudności z przesłuchaniem martwych świadków, sędziemu udało się jednak przesłuchać księgową fundacji „Pro Civili”, Dorotę Sankowską. Świadek pracowała tam w latach 1997-2001, a więc do momentu kiedy prezesem zarządu fundacji został Wiesław Bruździak. Sankowska trafiła tam poprzez swoją koleżankę, która poinformowała ją o brakach kadrowych w „Pro Civili” i poleciła wybrać się na spotkanie. Od tego czasu Sankowska zajmowała się rejestrem i sporządzaniem faktur, a także wykonywała przelewy oraz inne polecenia swojego bezpośredniego przełożonego – Jacka Kozikowskiego.

Zdaniem Sankowskiej fundacja „Pro Civili” w ramach działalności gospodarczej zajmowała się leasingowaniem różnych rzeczy – nieruchomości, samochody, urządzenia min. słynne AXIS. Świadek zeznała, że podmioty, które zawiązywały z „Pro Civili” umowę leasingową wpłacały na konto fundacji 10 proc. wartości przedmiotu kontraktu, a po upływie okresu trwania umowy, leasingobiorca mógł ów przedmiot kontraktu wykupić.

Urządzenia AXIS, według Sankowskiej po okresie leasingu nie zostały od „Pro Civili” wykupione. Była księgowa słynnej fundacji twierdzi, że zgodnie z procedurami urządzenia powinny znajdować się na stanie „Pro Civili”, ta jednak nie widziała żadnego z tym związanego protokołu. Według Sankowskiej fundacja nie miała też żadnego magazynu, gdzie mogłaby cokolwiek przechowywać. Na pytanie sędziego, czy widziała kiedykolwiek te urządzenia, świadek odpowiedziała, że nie, bo nie widziała żadnych z leasingowanych od fundacji przedmiotów.

Pod specjalnym nadzorem „Bentleya”

Świadek zeznała również, że zasiadający na ławie oskarżonych ówczesny prezes fundacji Piotr P., ochrzczony przez kolegów „Bentley”, pewnego dnia polecił, aby wszystkie faktury wystawiane dla CUP WAT były przekazywane jemu, zamiast klasycznej wysyłki pocztowej. Pod specjalnym nadzorem „Bentleya” były także faktury dla firm Adar i Kiumar. Z innych poleceń Piotra P. świadek pamiętała jeszcze prośbę z lutego 1999 roku, aby wszystkie faktury do tej pory wystawiane na Wojskową Akademię Techniczną wystawiać na firmę Kiumar. Kiumar, zdaniem świadka nie płacił swoich zobowiązań względem „Pro Civili”.

Według Doroty Sankowskiej fundacja dostawała na zakup przedmiotów leasingu dostawała bardzo korzystne kredyty nawet do 80 proc. wartości. Wszystkie udzielane były przez oddziały IV i VIII PKO BP.

Następne spotkanie na sali rozpraw planowane jest na poniedziałek, 19 października.

Więcej o WSI, "Bentleyu" i Bronisławie Komorowskim z Platformy Obywatelskiej, który przez uwikłanie w "Pro Civili" przegrał niedawno wybory CZYTAJ TUTAJ:

„Pro Civili” jak „Moda na sukces” – końca nie widać...

Afera „Pro Civili” znowu na wokandzie czyli sądowej farsy ciąg dalszy

Bronisław Komorowski odchodzi ale zostaje „Pro Civili”...

"Bentley" będzie miał w celi własną czytelnię akt

Stan przedzawałowy i brak oznak życia w aferze Pro Civili

Dyskretny urok „Bentleya”