Informacje

Skażone jaja wykryto w 15 krajach UE oraz w Szwajcarii i ... Hongkongu

B R

  • 11 sierpnia 2017
  • 17:06
  • 4
  • Tagi: biznes jaja Komisja Europejska rolnictwo żywność
  • Powiększ tekst

Komisja Europejska poinformowała, że przedstawiciele krajów, których dotyczy skandal ze skażonymi jajami, spotkają się 26 września, a do tego czasu ma trwać „ustalanie faktów”. Miliony takich jaj z Holandii, Belgii, Niemiec i Francji trafiło do 15 krajów UE, w tym do Polski i dwóch spoza Unii.

Afera jajeczna zaczęła się, a przynajmniej była to pierwsza publiczna informacja, która dotarła do Polski, od wycofania przez sieć sklepów Aldi milionów jajek, dokładnie wszystkich jajek importowanych z Holandii, które okazały się skażone. I był to „wyłącznie krok zapobiegawczy”.

Skandal rozpoczął się w momencie ujawnienia, że holenderscy hodowcy drobiu użyli w walce z roztoczem nazywanym „ptaszyniec kurzy” - zakazanej w hodowli w celach spożywczych - substancji owadobójczej „fipronil”. W śledztwie okazało się, że środek zawierający tę substancję trafił także do niemieckich hodowców drobiu. Z dnia na dzień rosła liczba potencjalnie skażonych jajek.

Służby nie spieszyły się z ostrzeżeniem

Potem ruszyła lawina oskarżeń i kontroli. Niemcy zarzucili Belgii, że zwlekała z przekazaniem informacji o skażonych jajach ponad miesiąc. Minister rolnictwa Niemiec Christian Schmidt powiedział w telewizji ARD, że skażenie milionów jaj zakazanym środkiem owadobójczym to skutek działalności przestępczej, a sprawców należy ukarać. Z Holandii i Belgii trafiło do Niemiec łącznie ponad 10 mln skażonych jaj. Zostały one w Niemczech wycofane ze sprzedaży i zniszczone. Belgię oskarżyła także Komisja Europejska. Na konferencji rzeczniczka Komisji - Mina Andreewa - powiedziała, że nie ma informacji, by Belgia powiadamiała o problemie wcześniej.

„Komisja prowadzi postępowanie, które ma wyjaśnić, czy władze Belgii przekazywały informacje na bieżąco” - powiedziała Andreewa.

Kathy Brison z belgijskiej agencji ds. bezpieczeństwa żywności mówiła, że „fipronil” znaleziono w jajkach z jednej belgijskiej fermy już na początku czerwca. Przyznała przy tym, że belgijskie władze uznały to zgłoszenie za odizolowany przypadek i nie zdawały sobie sprawy ze skali problemu aż do końca lipca.

Niemiecka prokuratura wszczęła postępowanie wyjaśniające wobec kilku producentów w Dolnej Saksonii w związku z podejrzeniem o złamanie prawa. Jak twierdził dziennik "Bild", chodzi o kilka zakładów produkujących jaja w powiatach przy holenderskiej granicy. Najprawdopodobniej ich właściciele zastosowali preparat z niedozwolonym „fipronilem” do dezynfekcji pomieszczeń produkcyjnych. Kontrole kilku ferm, produkujących zarówno jaja, jak i mięso drobiowe, zarządził Holenderski urząd ds. bezpieczeństwa żywności NVWA ferm.

W belgijskim parlamencie odbyła się debata na temat skandalu związanego ze skażeniem jaj. Minister rolnictwa Belgii Denis Ducarme grzmiał w tamtejszym parlamencie, że "mamy do czynienia z oszustwem. Winni tego oszustwa powinni zostać ukarani przez wymiar sprawiedliwości".

Podczas przesłuchań w nadzwyczajnej komisji przedstawiciel AFSCA (federalnej agencji ochrony żywności) podkreślił, że ponieważ stosowanie „fipronilu” na terenie Belgii jest zakazane, agencja nie prowadziła systematycznych badań na obecność tego środka w produktach pochodzących z Belgii.

Ten owadobójczy środek mógł jednak trafić do Belgii z zagranicy. Mógłby na to wskazywać przedstawiony podczas przesłuchań dokument, z którego wynika, że 8 maja 2016 r. jedna z firm w Belgii zamówiła w rumuńskim przedsiębiorstwie 3 tys. litrów "fipronilu". Taka dostawa to zdaniem przewodniczącego parlamentarnego klubu Zielonych Jean-Marca Nolleta "jedynie wierzchołek góry lodowej", a ilość „fipronilu”, dostarczonego do Belgii z zagranicy, jest prawdopodobnie o wiele większa.

Ducarme przerzucał winę na Holandię, zwracając uwagę, że agencja bezpieczeństwa żywności ma oficjalne dokumenty, "które wskazują na obecność fipronilu w holenderskich jajach jeszcze pod koniec listopada 2016 roku". Minister powiedział belgijskim parlamentarzystom, że zwrócił się na piśmie o wyjaśnienia do holenderskiego resortu rolnictwa, oraz że rozmawiał w tej sprawie z komisarzem UE ds. rolnictwa Philem Hoganem, "który - jak się wydaje - miał już te informacje". Jednak dokumenty, o których mówi Ducarme, mogą nie mieć związku z ostatnim skandalem.

Skażone jaja trafiły do Polski

W całej Europie zamknięto setki farm a sprzedaż dziesiątków milionów jaj została wstrzymana. W rezultacie miliony jajek wycofano z półek głównie w Niemczech, Belgii i Holandii, a wykryto je także we Francji, Szwajcarii, Szwecji, Luksemburgu, Wielkiej Brytanii i na Słowacji i także …. Polski, choć nie wszędzie trafiły do sprzedaży w sklepach. We Francji skażone jaja pochodziły zarówno z własnej produkcji, jak i z importu. Według Komisji Europejskiej na skażone jaja natrafiono również poza UE - w Szwajcarii i Hongkongu.

Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) w Polsce uspokaja, że wykryto jajka potencjalnie zanieczyszczone „fipronilem”, ale nie trafiły one do konsumentów. Ok. 40 tys. sztuk takich jaj ma zostać zutylizowanych lub zwróconych do niemieckiego dostawcy.

Z informacji otrzymanych poprzez System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach (RASFF) wynika, że partia potencjalnie zanieczyszczonych „fipronilem” obranych ze skorupki jaj ugotowanych na twardo została dostarczona do odbiorców na terenie 3 województw: kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego, wielkopolskiego - napisał rzecznik GIS.

Na aferze korzystają polscy hodowcy

Na aferze ze skażonymi jajami korzysta Polska - przyznał dyrektor Krajowej Izby Izby Producentów Drobiu i Pasz Mariusz Szymaślik.

Początkowo ocenialiśmy, że ceny jaj poszły w górę o 20 proc., teraz wygląda na to, że jest to 25 proc. Obecnie cena zbytu najbardziej popularnych jaj klasy M to ok. 25-26 groszy (było 18-19 gr) - mówił. Wynika to stąd, że producenci podpisują z sieciami handlowymi długoterminowe umowy i tam ceny są stałe.

Dodał, że jeśli chodzi o wolny rynek, to ceny są o 20-25 proc. wyższe niż były 2-2,5 tygodnia temu, zanim wybuchła afera w Holandii. GUS informuje, że w 2015 r. w Polsce wyprodukowano 10,47 mld jajek.

Skandal nie pierwszy i pewnie nie ostatni

Światowa Organizacja Zdrowia uważa „fipronil” za umiarkowanie toksyczny i podaje, że w przypadku spożycia przez człowieka dużych ilości tej substancji, może zaszkodzić nerkom, wątrobie i tarczycy. Może być szczególnie niebezpieczny dla dzieci. Jego stosowanie jest zakazane w hodowli zwierząt w celach spożywczych.

Na razie zatrzymano dwóch mężczyzn z kierownictwa firmy, która prawdopodobnie użyła do dezynsekcji ferm środek zawierający finprofil. Jak donosiły media, może chodzić o holenderską firmę Chickfriend, specjalizującą się w dezynsekcji hodowli drobiu. Drugą firmą - wymienioną w kontekście skandalu - jest jej belgijski dostawca Poultry-Vision.

Odpowiednie służby przeprowadziły rewizje, skonfiskowano samochody, zajęto konta bankowe i jedną nieruchomość – informował Reuters. Zarówno w Belgii jak i Holandii śledztwo objęło kilkadziesiąt hodowli kur.

Afera ze skażonymi jajami, to kolejny skandal związany z produkcją żywności. Media piszą, że kryzys przypominają, że w 1999 roku w belgijskich produktach żywnościowych znaleziono trujące dioksyny, które dostały się do pokarmu dla zwierząt przez zaniedbania belgijskiej firmy zajmującej się recyklingiem odpadów spożywczych. Doprowadziło to do upadku rządu, paniki wśród klientów, spadku popytu na nabiał i wybijania zwierząt w gospodarstwach. Kilka lat temu do ponad 3 tys. gospodarstw Dolnej Saksonii trafiła skażona pasza z Serbii. Tamtejszy resort rolnictwa informował, że zawierała ona silnie trującą aflatoksynę.

Komentarze