Opinie

Welleman/Wikipedia
Welleman/Wikipedia

Głos na poniedziałek - subiektywne podsumowanie weekendu

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 28 stycznia 2013, 11:35

  • Powiększ tekst

Warto wejść w poniedziałek w dobrym nastroju. Na początek proponuję subiektywnie podsumować weekend. Tym razem zobaczymy, co (złego) słychać u naszych bogatszych sąsiadów.

 

U Szwedów kiepsko z parytetem i nie tylko

Szwedzi w ten weekend zainteresowali media jak nigdy. Zaczęli od zeszłotygodniowej debaty na temat kobiet w biznesie. Otóż według szwedzkiej minister ds. równości Nyamko Sabuni biznes zawiódł. Miał szanse na poprawienie się, ale jej nie wykorzystał. Chodzi oczywiście o parytety w radach nadzorczych i ilość kobiet na stanowiskach prezesów - przewaga mężczyzn. Pani minister mówi, że nie ma konkretnego pomysłu, co z tym począć, ale pod nosem "przebąkuje" o "wsadzeniu" kobiet na stołki prezesów w prywatnych firmach! Jak każdy głupi pomysł podoba się to partii zielonych. Inne instytucje zaangażowane w walkę z nieistniejącymi problemami też są zachwycone. Tylko stowarzyszenie przedsiębiorców jest przeciw i podkreśla, że firma jest własnością prywatną. Ktoś mógłby w końcu usunąć tę "własność prywatną" ze słowników, bo doprawdy tylko psuje statystykę równości płci.

Szwedzi jednak wiedzą, jaka jest recepta na "dziki kapitalizm"- podatek. Najnowszym dzieckiem szwedzkiej myśli "jak zapobiec ocieplaniu klimatu”, (którego nikt poza beneficjentami dotacji unijnych na "zieloną energię" nie zauważył) jest podatek od mięsa. Co ma mięso do klimatu? Otóż ma! Powszechnie wiadomo bowiem, że zwierzęta do ekologicznych nie należą- wydalają dużo CO2 do atmosfery. Dlatego należy opodatkować mięso, ponieważ wtedy zmniejszy się na nie popyt i będzie mniej nieekologicznych zwierząt. Podatek dotyczyłby również produktów odzwierzęcych mi.n. jajek, serów, masła itp. To naprawdę fantastyczny pomysł! Zakażmy ludziom jeść, wtedy wymrą i już nikt nie powie, że globalne ocieplenie jest winą człowieka...

Szwedzi odczuwają zagrożenie w regionie morza bałtyckiego. Proponują stworzenie bałtyckiego NATO. Argumentują to faktem, że Bałtyk jest bardzo znaczącym szlakiem handlowym, a poza tym, gdyby znalazł się taki, co na Szwecję napaść by chciał, sama zdołałaby się bronić tylko przez 7 dni. Do NATO nie chcą przystąpić, ale "gacie się telepią", toteż wymyślili substytut. Jedno jest zastanawiające - czy nie mogliby potencjalnemu najeźdźcy powiedzieć "ej, kolego przykro nam, my jesteśmy neutralni, u nas nie ma wojny, ale możesz napaść na jakiś inny nadbałtycki kraj, a my zaopatrzymy cię w broń po promocyjnej cenie"?

 

Nieszczęść hiszpańskich ciąg dalszy, a i Niemcom się nie przelewa

Najnowsze badania wskazują, że w Hiszpanii bezrobocie wśród ludzi młodych (14-26 lat) skoczyło w przeciągu trzech miesięcy z poziomu 50% do 55%. Tym samym pobili swój własny rekord. Wśród wszystkich jeszcze nadających się do pracy Hiszpanów ten wskaźnik podskoczył z 25% do 26%. My, w Polsce przeżywamy nasze 13%, a Hiszpanom nawet jedna czwarta plus nie przeszkadza. Inna sprawa, że znając espanioles zapewne uważają, że już więcej, niż co czwarty mieszkaniec ich kraju, to szczęśliwy człowiek.

Jeśli wierzyć Anglikom, niemiecki Commerzbank planuje zwolnić 6 tysięcy pracowników (ponad 10% wszystkich zatrudnionych w nim) do końca 2016. Kryzys popatrzył w oczy, trzeba restrukturyzować.  Ale kiedy zatrudnia się 46 tysięcy ludzi z pewnością 10% jest zbędnych, (jeśli nie więcej). Komentatorzy podsumowują, że "zwalnianie ludzi nie jest zbyt ambitne". Bankructwo jeszcze mniej...

Na domiar złego u naszych zachodnich sąsiadów, konkretnie w Berlinie urzędnicy są nieobecni w pracy średnio dwa miesiące w roku. Wynika to z tego, że ponad 37 dni każdy z nich (średnio) przebywa na "chorobowym", do tego dochodzą urlopy i 2 miesiące absencji gotowe. To spowalnia całą gospodarkę, bo "w sumie to ja pozwalam panu pracować" cytując panią Jakubiak. Aż chce się powiedzieć Pani Jakubiak Jest Najważniejsza (PJJN). Niemcom, jednak teraz nie takie głupoty w głowie! W Monachium odnaleziono platynowy zegarek Evy Braun, z dedykacją od Adolfa H. i tym teraz zajmują się media.

 

W Polsce trawa zawsze bardziej zielona

Prezydent miasta Płock postanowił przedłużyć otwarcie dworca PKP o godziny nocne. Teraz przybytek jest czynny przez całą dobę, pomimo, że w nocy nie jeżdżą pociągi. Chodzi o to, aby bezdomni mogli się tam schronić przed zimnem. W mieście jest noclegownia, ale żeby tam nocować trzeba być trzeźwym, a prezydent nie chce, aby nietrzeźwi bezdomni zamarzali. Zdawałoby się, że pomysł dobry - mieszkańcy Płocka zapłacą trochę więcej za nadzór nad całodobowo otwartym dworcem, ale zaoszczędzą na pogrzebach i nikomu nie będzie smutno, że z powodu zimy umarło kilkoro ludzi. Okazało sie jednak, że w zasadzie większość osób korzystających z usług PKP, a więc stałych bywalców dworca jest przeciw. Twierdzą, że bezdomni praktykują czynności powszechnie uznane za obrzydliwe oraz że zapach w budynku i na peronach jest odrzucający. A to przecież oni są klientami PKP oraz to z ich pieniędzy działa dworzec. Prezydent odpowiada na te zarzuty, że przecież budynek jest otwarty tylko w nocy na potrzeby bezdomnych, i kiedy oni tam nocują i tak nie kursuje żaden pociąg, a więc nie ma klientów. Argumentacja zdaje się być sensowną, jednak nie bierzemy pod uwagę, iż bezdomni wiedząc, że dworzec służy im jako schronienie, zaczynają czuć się tam "jak w domu", a przecież miejsca publiczne nie służą do mieszkania oraz czynności domowych.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych