Opinie

Kopiejki / autor: Pixabay
Kopiejki / autor: Pixabay

Podwyżka stóp w Rosji ma zahamować odpływ kapitałów

Marek Budzisz

Marek Budzisz

Przedsiębiorca, publicysta ekonomiczny, znawca Rosji

  • 15 grudnia 2018
  • 20:19
  • 3
  • Tagi: bank centralny finanse polityka Rosja stopy procentowe
  • Powiększ tekst

Rosyjski Bank Centralny na wczorajszym posiedzeniu podniósł po raz drugi w ciągu ostatnich tygodni swe podstawowe stawki procentowe. Od poniedziałku 17 grudnia rosną one o 0,25 % i teraz oprocentowanie podstawowej stopy wynosić będzie 7,75 % w skali roku.

Jednocześnie władze banku poinformowały o wznowieniu od 15 stycznia polityki skupu walut z rynku celem odbudowy funduszy rezerwowych. Tylko w grudniu i pierwszych dniach stycznia na zakup „twardej waluty” z rynku rosyjskie Ministerstwo Finansów dysponowało kwotą 366 mld rubli, a licząc od stycznia kupiło już 65 mld dolarów, co stanowi 4 % rosyjskiego PKB. Operacje zatrzymano we wrześniu w związku z przyspieszonym spadkiem kursu rosyjskiej waluty.

W specjalnym komunikacie prasowy władze Banku poinformowały, że decyzja o podniesieniu stóp procentowych „ma charakter wyprzedzający”, bo spodziewany jest wzrost inflacji w Rosji, która według ostatnich danych kształtuje się obecnie na poziomie 3,8 %, czyli niższym niźli założony przez władze tegoroczny cel inflacyjny, ale od początku roku wyraźnie przyspieszyła i dziś narasta 1,5 razy szybciej niźli w pierwszym kwartale. W nadchodzących miesiącach trendy te mogą przyspieszyć z kilku powodów. Od stycznia rośnie w Rosji VAT o 2 %, choć ostatnio poinformowano, że sprzedawcy będą mieli kwartał na przestrojenie kas fiskalnych, co oznacza, że w praktyce obowiązywanie wyższej stawki przesunie się w czasie. Innym istotnym powodem wzrostu presji inflacyjnej jest słaby rok w rolnictwie, co powoduje, że ceny artykułów pierwszej potrzeby, przede wszystkim żywności, rosną szybciej niźli oficjalne wskaźniki inflacji. I wreszcie narasta presja rosyjskich firm naftowych na rzecz podniesienie cen paliw na wewnętrznym rynku. Co prawda największe koncerny podpisały z rządem porozumienie w myśl których nie będą podnosiły cen więcej niźli oficjalne wskaźniki inflacji, ale już zaczynają być widoczne odstępstwa. Niezależnym dystrybutorom koncerny odebrały upusty i bonifikaty, co z kolei postawiło tych ostatnich na skraju niewypłacalności. Aby powstrzymać ten niebezpieczny trend (w niektórych regionach Rosji, jak np. w Dagestanie nie ma innych sprzedawców paliw), zezwolono niezależnym sprzedawcom na wyższe podwyżki. Wszystko to powoduje, że według oficjalnych prognoz przyszłoroczna inflacje będzie w Rosji wyższa niźli 5,5 %, a dopiero w roku 2020, może wrócić do poziomu 4 %. Oczekiwania inflacyjne ludności, według ostatnich ankiet, w listopadzie wzrosły do poziomu 9,8 %, co też stanowiło argument na rzecz zaostrzenia polityki pieniężnej.

Podniesieniu podstawowej stopy procentowej do poziomu 7,75 % towarzyszy znacznie wyższy skok innych stóp Banku Rosji. I tak kredyty „overnight” kosztowały będą rosyjskie banki komercyjne 8,75 % w skali roku, a pożyczki pod zastaw nierynkowych aktywów 9,5 %.

Decyzji Banku Rosji towarzyszą rutynowe już w gruncie rzeczy informacje o odpływie kapitałów z rosyjskiego rynku. W ostatnim tygodniu inwestorzy wycofali 290 mln dolarów, co w porównaniu z początkiem miesiąca świadczy o 6 – krotnym przyspieszeniu. Warto przy tym zwrócić uwagę na to, że z największą intensywnością swe pozycje zamykają fundusze, które specjalizują się w rynku rosyjskim, bo tylko one odpowiadają za 190 mln dolarów tego odpływu. Patrząc na wszystko z szerszej perspektywy trzeba zauważyć, że jest to tygodniowy najszybszy odpływ w tym roku, nie licząc kwietnia, kiedy Waszyngton wprowadził antyrosyjskie sankcje. Dzisiaj świat finansów spodziewa się podobnego ruchu i z odpowiednim wyprzedzeniem reaguje. Koniec roku też nie wpływa korzystnie na nastawienie inwestorów. Podobnie zresztą, jak i co rusz pojawiające się informacje z rosyjskiego rynku finansowego. A to pojawiają się pogłoski, że oligarcha Friedman chce sprzedać państwu swój Alfa Bank, największy z niezależnych prywatnych banków komercyjnych, jakie liczą się jeszcze w rosyjskich finansach. Friedman, odmiennie niźli spora grupa innych rosyjskich oligarchów, wraz ze swym biznesowym partnerem Awenem, od miesięcy przenosi swe aktywa na Zachód i nie ma najwyraźniej zamiaru pozytywnie odpowiadać na wezwania rosyjskich władz, aby oligarchowie powodowani patriotycznym zapałem wracali z kapitałami na łono Matki Rosji. Zapowiedź sprzedaży banku odebrano jako zwiastun nasilenia się tendencji zamykania rosyjskiej gospodarki, ograniczania roli banków prywatnych i konkurencji w sektorze finansowym i generalnie wzrostu roli państwa a zmniejszania znaczenia mechanizmów ekonomicznych. W ostatnich dniach amerykański Morgan Stanley poinformował, że znacząco redukuje swój moskiewski personel. A trzeba pamiętać, że bank ten, który przeżył rosyjskie kryzysy finansowe roku 1998 i 2008 uważany był za przykład największego sukcesu zachodnich finansistów w Rosji. Trzeba przypomnieć, że to właśnie Morgan Stanley organizował w 2002 roku IPO Łukoilu w Londynie, a następnie sześć lat później, również w Londynie IPO Rosnieftu. Decyzja ta nie jest pierwszą z serii likwidacji aktywności bankowości inwestycyjnej w Rosji. Kilka miesięcy temu rosyjski państwowy Sbierbank poinformował, że likwiduje swoją „nogę inwestycyjną” Sbierbakn CIB, za którą sześć lat temu zapłacił miliard dolarów. Powody takie działania są w gruncie rzeczy proste – rosyjski rynek zamyka się, oceniany jest jako niezwykle ryzykowny, rosyjskie firmy nie są w stanie pozyskiwać kapitału poza granicami kraju i na masową skalę zwracają się do rządu o wsparcie swych projektów inwestycyjnych. Ostatnio zrobił to oligarcha Michelson, współwłaściciel gazowego Novateku, który stwierdził, że bez wsparcia państwa – około 15 mld dolarów, harmonogram realizacji projektu polegającego na budowie terminala Murmańsk dla eksportu LNG może się znacznie opóźnić.

Rynki reagują też na niemal codziennie napływające informacje zwiększające poczucie niepewności. Kilka dni temu amerykańska Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję wzywającą władze do obłożenia Nord Stream 2 sankcjami, niedługo potem z podobnie krytycznym stanowiskiem wobec rosyjskiego projektu wystąpił europarlament. We wtorek w dość zagadkowych okolicznościach holender Gottfried Leibbrandt ustąpił ze stanowiska prezesa SWIFT, spółki, zarządzającej międzynarodowym system rozliczeń międzybankowych. Nie podano przyczyn tego kroku, ale rynek spekuluje, że może być to wynik amerykańskiej presji, bo ponoć Waszyngton dość zdecydowanie dąży do usunięcia Rosji z tego systemu. Wprost mówił o tym choćby Kurt Volker, specjalny amerykański wysłannik ds. konfliktu na Ukrainie. I wreszcie, w Kongresie pojawił się projekt rezolucji wzywającej administrację do energicznej walki z nielegalnym w świetle amerykańskiego prawa kartelem OPEC. Funkcjonuje on od lat, ale dopiero w ubiegłym roku Stany Zjednoczone uniezależniły się od dostaw bliskowschodniej ropy i Biały Dom ma teraz wolną rękę. Prezydent Trump, wielokrotnie wypowiadał się na ten temat, mówiąc, że w wyniku tego nielegalnego monopolu amerykańscy konsumenci tracą dziesiątki miliardów dolarów. Projekt rezolucji odczytywany jest przez niektórych obserwatorów jako początek walki o dominację na rynku węglowodorów. Przede wszystkim z tego powodu, że w ostatnim roku w tej branży zainwestowano w USA w uruchomienie nowych mocy wydobywczych 124 mld dolarów, 1/3 tego co na świecie i w najbliższym czasie podaż ropy, ale też i gazu ziemnego, z amerykańskich szybów narastać będzie w postępie geometrycznym. Obniżenie ceny na światowych rynkach będzie średniookresowo na rękę amerykańskim inwestorom, bo są oni w stanie produkować tanio i dużo, a wiele innych państw nie sprosta tej rywalizacji. Obserwatorzy uważają, że dość niespodziewana decyzja Kataru o opuszczeniu kartelu OPEC jest nie tylko efektem konfliktu z Arabią Saudyjska, ale ucieczką Doha do przodu. Analitycy są zdania, że rozpoczęcie walki Stany Zjednoczone – OPEC skończy się dezintegracją tego kartelu i w efekcie ceny ropy na światowych rynkach spaść mogą do poziomu 30 dolarów za baryłkę, a nawet niżej.

Jednym słowem wzrasta liczba zewnętrznych czynników ryzyka, z którymi musi liczyć się rosyjską gospodarka i może właśnie dlatego, ku zaskoczeniu rynku (konsensus analityków opowiadał się raczej za tym, że stawki zostaną na nie zmienionym poziomie) Bank Rosji podniósł swe stopy procentowe.

Komentarze