Informacje

Odwiert ropy naftowej  / autor: Pixabay
Odwiert ropy naftowej / autor: Pixabay

Czy limit cen ropy uderzy w zyski Rosji?

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 2 września 2022, 15:38

  • Powiększ tekst

By ograniczyć miliardowe dochody Kremla z eksportu, kraje G-7 proponują limit na cenę rosyjskiej ropy. Nie ma jednak pewności, że uda się pomysł skutecznie wprowadzić w życie.

Dzisiaj ministrowie finansów krajów Grupy G –7, którą tworzą Wielka Brytania, Kanada, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia i USA, dyskutują w Waszyngtonie o wprowadzeniu limitu na cenę ropy rosyjskiej.

Rzeczniczka Białego Domu Karine Jean-Pierre cytowana przez Reuters uważa, że limit to „najskuteczniejszy sposób, aby uderzyć w przychody Putina; spowoduje nie tylko spadek rosyjskich przychodów z eksportu, ale także globalnych cen energii”. Wkrótce po tym jak okazało się, że - pomimo embarga i sankcji nałożonych po agresji Rosji na Ukrainę - i tak Moskwa zarabia krocie na naftowym eksporcie, rządy najbardziej uprzemysłowionych państw świata szukają sposobu, by zablokować jej przychody. Szczegóły planu omawiali wczoraj także Sekretarz Skarbu USA Janet Yellen i nowy brytyjski minister finansów Nadhim Zahawi. Zdaniem amerykańskiej minister w związku z wyjątkowo drogą energią z powodu wojny na Ukrainie „ograniczenie cen jest jednym z najpotężniejszych narzędzi”. Szanse na porozumienie w sprawie ustalenia limitu ceny rosyjskiej ropy jutro w Waszyngtonie są duże tym bardziej, że równocześnie przedstawiciele G 7 analizują możliwości ograniczenia transportu rosyjskiego surowca. Jak podał Reuters, na spotkaniu 2 sierpnia ministrowie spraw zagranicznych G7 rozważali „całkowity zakaz wszelkich usług, które umożliwiają transport rosyjskiej ropy i produktów naftowych drogą morską na całym świecie, chyba że ropa będzie kupowana po cenie niższej lub takiej, jaka zostanie uzgodniona w porozumieniu partnerów międzynarodowych.” (W praktyce chodzi więc o limit cenowy.) Reuters podał także, że rozważane są „mechanizmy łagodzące, aby zapewnić, że najbardziej wrażliwe kraje utrzymają dostęp do rynków energii, w tym z Rosji”.

Gdyby krajom G7 udało się osiągnąć porozumienie w sprawie limitu ceny ropy rosyjskiej i warunków jej transportu, to byłoby wyjątkowa sytuacja. Nie wiadomo jednak, czy to rozwiązanie poprą największe kraje obecnie importujące rosyjską ropę – Chiny i Indie. Prezes Instytutu Studiów Energetycznych Andrzej Sikora uważa, że wprowadzenie limitu cen jest dobrym pomysłem, ale powinien obowiązywać również na rosyjskie produkty ropopochodne i rosyjskie paliwo. - Skuteczność rozwiązania proponowanego przez G 7 zależeć będzie od wsparcia Indii i Chin – dodaje. – Jeśli te kraje nie będą limitami zainteresowane, a obecnie kupują rosyjską ropę po i tak korzystnej cenie czyli ze znaczącym dyskontem, to trudno liczyć na sukces działania G7.

Rosja jest drugim na świecie - po będącej w OPEC Arabii Saudyjskiej - eksporterem ropy z produkcją 10 - 11 mln baryłek dziennie. I nawet sankcje ze strony USA i Unii Europejskiej nie zatrzymały rosyjskiego eksportu. Indie i Chiny to olbrzymie rynki - łącznie potrzebują około 33 mln baryłek ropy dziennie. A import ma kolosalne znaczenie - pokrywa 71 procent chińskiego popytu i 85 procent w Indiach. Oba te kraje korzystają na obecnej sytuacji, gdyż Rosjanie oferują znaczące upusty (według nieoficjalnych informacji – nawet 20-30 dolarów na baryłce). Tylko dane za maj b.r. pokazały, że Chiny sprowadziły z Rosji o ponad połowę ropy więcej niż rok wcześniej. Rosjanie stali się więc dostawcą numer jeden, wypierając Arabia Saudyjską.

Rosja korzystając z wysokich notowań giełdowych zarabia więc nadal miliardy dolarów, nawet gdy Unia Europejska ograniczyła import. Międzynarodowa Agencja Energetyczna oszacowała na przykład, że tylko w czerwcu przychody Rosji z eksportu ropy wzrosły o 700 mln dolarów, choć wyeksportowała wówczas najmniej ropy (od 10 miesięcy). Natomiast tegoroczne przychody z eksportu surowców – ropy i gazu ziemnego są w Rosji szacowane na ok. 340 mld dolarów, co jeśli się potwierdzi, oznaczać będzie blisko 40-proc. wzrost w porównaniu z 2021 rokiem.

Od 24 lutego – czyli napaści Rosji na Ukrainę, notowania giełdowe surowca są wysokie i wyjątkowo niestabilne, bo wahają się nawet w granicach 30 dolarów na baryłce. Zaczęły rosnąć już w marcu, by kwietniu b.r. osiągnął poziom ponad 120 dolarów (za baryłkę Brent). Wysokie ceny utrzymywały się jeszcze w czerwcu - na początku miesiąca wyceniano baryłkę na 123 dolary, w lipcu notowania spadły poniżej 100 dolarów. A ostatnie tygodnie odzwierciedlają huśtawkę nastrojów na rynku naftowym. Do połowy sierpnia ceny spadły na londyńskiej giełdzie do 93-94 dolarów. Jednak szybko nastąpiło odbicie - powrót do poziomu ponad 100 dolarów wywołała wypowiedź jednego z najbardziej wpływowych Saudyjczyków o możliwym ograniczeniu wydobycia przez państwa zrzeszone w kartelu OPEC. Obecnie – ze względu na obawy o spadek światowego popytu i spowolnienie gospodarcze w Europie i USA (wywołane przez drogą energię) a także w Chinach (w związku z restrykcjami COVID-owymi) ropa na giełdzie londyńskiej kosztuje poniżej 95 dolarów. To i tak o ponad 20 dolarów więcej niż w zeszłym roku.

Agnieszka Łakoma (Reuters)

Czytaj też: Orlen dostarczy paliwo wodorowe do miejskich autobusów

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych