Informacje

Fot. Fratria

Na G-20 m.in. o polityce handlowej USA

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 17 marca 2017
  • 14:40
  • 0
  • Tagi: biznes Chiny Donald Trump finanse G20 polityka UE USA
  • Powiększ tekst

Po nastaniu ery Trumpa część ekspertów spodziewa się całkowitej zmiany polityki handlowej USA - odejścia od "wolnego" na rzecz "sprawiedliwego" handlu. Nowa administracja w Waszyngtonie uważa cła za skuteczne narzędzia jej prowadzenia, a nie umowy o wolnym handlu.

Donald Trump, który został 45. prezydentem USA, zeszłoroczne wybory wygrał m.in. dzięki hasłom wzywającym do odejścia od liberalizacji zasad handlu. Twierdził, że są krzywdzące dla amerykańskiej gospodarki i podkreślał, że Ameryka potrzebuje "sprawiedliwego", a nie "wolnego" handlu.

Szanse na wyjaśnienie, czym będzie "trumponomika" (potoczne określenie polityki gospodarczej Trumpa używane przez amerykańskie media) w handlu międzynarodowym będzie miał w ten weekend amerykański sekretarz skarbu Steven Mnuchin, który reprezentuje USA w spotkaniu przywódców grupy G-20 w niemieckim Baden-Baden.

Od blisko 30 lat wszystkie amerykańskie rządy opowiadały się za liberalizacją handlu. Układ o wolnym handlu na obszarze Ameryki Północnej (NAFTA), wiążący USA, Kanadę oraz Meksyk, podpisał w 1992 roku republikański prezydent George Bush senior. Umowa weszła w życie w 1994 r. za kadencji jego następcy - demokraty Billa Clintona.

Później George Bush młodszy, 43. prezydent Stanów Zjednoczonych z nominacji Partii Republikańskiej, promował układy wielostronne, m.in. CAFTA na obszarze Ameryki Środkowej.

Demokrata Barack Obama, który objął urząd po nim, zawarł porozumienie o wolnym handlu z 11 państwami w obszarze Pacyfiku (TPP), mające m.in. na celu zrównoważenie coraz bardziej ekspansywnych Chin. Jego administracja rozpoczęła też negocjacje z Unią Europejską ws. umowy handlowo-inwestycyjnej TTIP. W nawiązaniu do TPP i TTIP urzędnicy Obamy podkreślali, że globalizacja jest faktem - nie da się z nią walczyć, więc należy ją ucywilizować.

Wycofanie się z TPP było jedną z pierwszych decyzji administracji Trumpa. Ostrą krytykę dotyczącą euro, UE i TTIP słychać z ust Teda Mallocha, wskazywanego jako przyszły amerykański ambasador w Brukseli.

Trump zapowiada również renegocjację układu NAFTA, który określa mianem "najgorszego porozumienia handlowego w historii".

To cła zdaniem Trumpa mają być sposobem na walkę z nieuczciwą konkurencją na globalnym rynku i przyciągnięcie inwestorów do USA. Nawołuje do wprowadzenia 45-proc. taryf celnych na produkty z Chin, 35-proc. na towary z Meksyku. Według jego administracji z jednej strony pomoże to zwiększyć zatrudnienie w przemyśle krajowym, z drugiej - pozwoli na obniżkę podatków.

Ekonomiści zwracają uwagę, że przeszkodą w realizacji założeń nowej polityki handlowej będzie globalny łańcuch dostaw; wysokie cła tylko podwyższą ceny amerykańskich towarów - zwłaszcza w obliczu nałożenia barier celnych na produkty i surowce z Meksyku - przez co staną się mniej atrakcyjne na rynku światowym. Przypominają również, że bezrobocie w USA i tak jest niskie, więc nie wymaga interwencji państwa.

W całych Stanach Zjednoczonych od około roku średnia stopa bezrobocia nie przekracza 5 proc.

Liberalny kalifornijski dziennik "Sacramento Bee" komentuje, że nawet jeśli Trumpowi uda się zwiększyć zatrudnienie w tzw. Pasie rdzy (dawnym regionie przemysłu ciężkiego i przetwórczego na północnym wschodzie kraju), lecz kosztem miejsc pracy w przemyśle nowoczesnym m.in. Kalifornii, nie będzie to sukces.

Kalifornia to najbogatszy stan USA. Wartość kalifornijskiego PKB porównywalna jest do gospodarki Francji - szóstej gospodarki świata.

Nominacje na szefów kluczowych instytucji dla handlu zagranicznego i amerykańskich inwestycji otrzymali: w Departamencie Handlu Wilbur Ross i w przedstawicielstwie ds. handlu (USTR) Robert Lighthizer. Dyrektorem nowo powołanej Narodowej Rady ds. Handlu (National Trade Council, NTC) został Peter Navarro.

79-letni Ross to miliarder z dużym doświadczeniem w handlu międzynarodowym. Cła uważa za element negocjacji, opowiada się też za karaniem krajów, które nie grają fair.

O 10 lat młodszy Lighthizer też ma wieloletnie doświadczenie w handlu zagranicznym; był już wiceszefem USTR oraz adwokatem wyspecjalizowanym w branży stalowej. Wielokrotnie uczestniczył w sporach antydumpingowych i przyczynił się do ograniczenia importu do USA chińskiej stali wartej miliardy dolarów.

Prezydenckim doradcą ds. umów handlowych i Bliskiego Wschodu został 35-letni Jared Kushner, prywatnie mąż córki Trumpa - Ivanki.

Navarro, który stanie na czele NTC, to wykładowca ekonomii na Uniwersytecie kalifornijskim. Zasłynął jako autor książek krytykujących globalizację i Chiny, a wzywających do protekcjonizmu. Teraz będzie odpowiadał za koordynowanie strategii państwa dotyczącej m.in. handlu zagranicznego, ochrony rynku pracy czy przemysłu.

Zdaniem ekspertów powołanie NTC może istotnie ograniczyć funkcje przedstawiciela ds. handlu (USTR), do którego zadań dotychczas należało prowadzenie negocjacji umów o wolnym handlu.

Wpływowy publicysta dziennika "Washington Post", laureat nagrody Pulitzera Charles Krauthammer zwraca uwagę, że do tej pory Stany Zjednoczone wyróżniała i czyniła wyjątkowymi umiejętność określania swych interesów ponad wąskimi potrzebami gospodarki i bezpieczeństwa.

Wolny świat, którego symbolem był wolny handel i wzajemna obrona, stanowiły wizję prezydenta Trumana, podzielaną później przez wszystkich przywódców - napisał konserwatywnym magazynie "National Review".

Podkreślił, że Londyn i wszystkie stolice świata są świadome groźby izolacji Ameryki; „Trump dał im dobre powody, by tak myśleć, stwierdzając +że prawem każdego narodu jest stawianie na pierwszym miejscu własnych interesów+ - zauważył Krauthammer.

Harry Truman pełnił urząd prezydenta USA w latach 1945-1953.

Natomiast według niezależnego brytyjskiego tygodnika "Economist" NAFTA nie ponosi winy za to, co układowi zarzuca Trump (prezydent oskarża ją m.in. o odpływ miejsc pracy i nieuczciwą konkurencję). Magazyn przypomina, że od 1994 roku wymiana handlowa między Meksykiem, USA a Kanadą potroiła się, a zapisom układu podlega 14 proc. światowego handlu. Jednocześnie wskazuje, że transgraniczne łańcuchy dostaw zwiększyły konkurencyjność firm amerykańskich, a nowe miejsca pracy w Meksyku ograniczyły migrację w kierunku USA.

Zwraca też uwagę, że wycofanie się USA z układu TPP tworzy w Azji próżnię.

Rola Ameryki, jako potęgi gospodarczej w regionie została podważona przez izolacjonistyczne posunięcie Trumpa - komentuje "Economist".

Chile oraz Australia już sondują, czy Pekin w miejsce Waszyngtonu mógłby włączyć się do układu TPP. Japonia twierdzi zaś, że bez USA umowa traci sens.

Prasa w Kalifornii wyraża obawę, że jeśli polityka handlowa Trumpa doprowadzi do chińskiej dominacji w Azji i destabilizacji Meksyku, nie pomoże Ameryce znów stać się wielką.

Na podst. PAP

Komentarze