WYWIAD
Ukraina gra tylko o dostęp do unijnego rynku
Nie możemy przymykać oczu i ignorować faktu, że na Ukrainie dominują latyfundia i wielkie holdingi, które przy produkcji nie spełniają norm unijnych, zaś otwarcie dla nich unijnego rynku powoduje oczywiste zagrożenia dla rolnictwa w Polsce i innych krajach– mówi poseł PiS, były minister rolnictwa i rozwoju wsi Robert Telus.
Agnieszka Łakoma: Mamy zaskakującą sytuację – władze Ukrainy stawiają bowiem warunki Komisji Europejskiej w kwestii członkostwa tego kraju w Unii. A chodzi konkretnie o otwarcie rynku dla ukraińskich produktów rolnych i zbóż. Jak Pan to ocenia?
Robert Telus: Postawa władz ukraińskich mnie nie zaskakuje, pozostaje tylko mieć nadzieję, że władze unijne będą bardziej brały pod uwagę interesy rolników w Unii niż żądania Ukrainy. Nie dziwi mnie to, że ukraińscy producenci oczekują otwarcia rynku, skoro od wybuchu wojny - z powodu zakłóceń w żegludze przez Morze Czarne - zaczęli słać zboże i produkty na o wiele lepszych warunkach i po bardziej korzystnych cenach do Europy zamiast na tradycyjne rynki w Azji, Afryce czy na Bliskim Wschodzie. To uderzyło w europejskich rolników, szczególnie w Polsce i innych krajach przyfrontowych - i doprowadziło do protestów. Eksport ukraiński do Unii został ograniczony, ale teraz nie można pozwolić na to, by zboże i żywność z tego kraju w efekcie członkostwa zalała nasz rynek, bo to zachwieje całą gospodarką i doprowadzi do bankructwa nie tylko polskie gospodarstwa.
»» O unijnej debacie nad warunkami akcesji Ukrainy czytaj tutaj:
Kijów eskaluje żądania wobec Brukseli w sprawie rolnictwa
Ukraina próbuje dyktować warunki całej Unii
Z informacji, jakie przedstawiła komisarz Marta Kos, wynika, że możliwe jest częściowe otwarcie unijnego rynku i ograniczenia dla tzw. produktów wrażliwych, na przykład pszenicy. Z drugiej strony sugeruje, że to poszczególne rządy powinny uzgadniać z Kijowem sporne kwestie w ramach dwustronnych negocjacji. Ale czy to można traktować jako wystarczającą gwarancję dla polskich rolników?
To absolutnie nie wystarczy. Potrzebna jest współpraca co najmniej kilku państw przyfrontowych w tych negocjacjach dotyczących rolnictwa. Pojedyncze państwo nie podoła temu zadaniu. Przypominam, że nasz rząd w porozumieniu z władzami Bułgarii, Rumunii, Słowacji i Węgier zorganizował skutecznie koalicję państw przyfrontowych i udało się nam wspólnie ograniczyć import z Ukrainy. Jako koalicja mieliśmy dużo do powiedzenia, ale teraz niestety polski rząd zarzucił współpracę. I obawiam się, że niewiele zdziała, by ochronić naszych rolników.
Jeżeli faktycznie Komisja Europejska przerzuci część kwestii spornych bezpośrednio na rządy, w tym i nasz, to może okazać się, że negocjacje z Ukrainą będą bardzo trudne. Władze w Kijowie słyną z asertywnej postawy, o czym przekonało się wielu polskich polityków. Teraz odpowiedzialny za rolnictwo minister Taras Wysocki zasugerował nawet, że może zgodzić się tylko na jakiś okres przejściowy dla producentów rolnych, ale nie przyjmie trwałych ograniczeń eksportu.
Taras Wysocki to trudny partner do rozmów, sam słyszałem ostrzeżenia z jego strony. Ale ta jego wypowiedź, o której informują media, wręcz pokazuje butę Ukrainy. Bo to nie jest kraj-potentat, ale kandydat do członkostwa w Unii Europejskiej i już na wstępie stawia, a nawet próbuje dyktować całej Unii warunki. To jest postawa nie do zaakceptowania. Każde państwo zabiegające o członkostwo musi spełnić warunki i wymogi unijne, zanim wejdzie do Wspólnoty. Tak samo musi zrobić Ukraina – czyli przystąpić na zasadach unijnych. I to nie my mamy się do niej dostosować. Nie możemy przymykać oczu i ignorować faktu, że na Ukrainie dominują latyfundia i wielkie holdingi, które przy produkcji nie spełniają norm unijnych, zaś otwarcie dla nich unijnego rynku powoduje oczywiste zagrożenia dla rolnictwa w Polsce i innych krajach. Tę kwestię powinien twardo postawić polski rząd. Oczekuję mocnej i stanowczej odpowiedzi ze strony ministra Stefana Krajewskiego i samego premiera. Jeśli dziś pozwolimy Ukrainie dyktować warunki, jutro pojawią się kolejne żądania. Polski rząd ma przede wszystkim bronić interesów Polski i polskich rolników. Warszawa musi jasno powiedzieć: polskie rolnictwo nie może być zakładnikiem żadnych negocjacji.
Powstaje wrażenie, jakby Komisja Europejska, która zamierza w najbliższych tygodniach otworzyć kolejny klaster negocjacyjny, obejmujący właśnie rolnictwo, chciała „umyć ręce” od najtrudniejszych negocjacji.
Tak, bo to bardzo wygodne będzie dla Komisji Europejskiej. Wystarczy że ustali ogólne ramy, a potem będzie mogła powiedzieć, że reszta zależy od rządów. Dlatego mam pretensje do rządu, że zarzucił współpracę z tą koalicją krajów przyfrontowych. Obawiam się, że gdyby nawet udało się nam samodzielnie wynegocjować lepsze i bardziej restrykcyjne warunki dotyczące importu z Ukrainy, to ostatecznie i tak nie uda się skutecznie go ograniczyć. Bo do nas zboże ukraińskie będzie mogło trafiać przez inne kraje UE. A skoro raz wjedzie do jakieś państwa unijnego, to staje się z automatu „unijne” i „europejskie”. Choć to może kogoś zaskakiwać, ale taka jest praktyka. A na dodatek obecny rząd wycofał system kontroli i monitoringu transportów – SENT, który pokazywał, co dzieje się z ładunkiem zboża - skąd i dokąd trafia, i czy zgodnie z przeznaczeniem. Ekipa Donalda Tuska uznała, że nie jest potrzebny, więc już nie działa.
Ukrainie w praktyce nie zależy na integracji z UE
Minister Taras Wysocki zapewnił w oświadczeniu, które trafiło do mediów, że Unia może zyskać na otwarciu rynku na produkty ukraińskie i zboże, a w zamian Kijów może udostępnić czarnomorskie szlaki eksportowe i porty. Czy to sensowna propozycja?
Niestety trudno doszukać się w tym sensu ekonomicznego. Jak można zarobić na wysyłce zboża przez Morze Czarne i kto się z Polski czy Francji na to zdecyduje, skoro oznacza dodatkowe, olbrzymie koszty transportu. To co najmniej mało poważna propozycja. Z tego oświadczenia ministra Wysockiego płynie tak naprawdę jeden konkretny wniosek – Ukrainie w praktyce nie zależy na integracji z Unią Europejską i spełnieniu wszystkich wymogów, ale tylko na otwarciu rynku i dostępie do niego. Bo integracja to wymagania, a otwarcie rynku to same korzyści. Chciałbym wierzyć, że to widzi i rozumie polski rząd, ale obawiam się, że nic nie zrobi, by wyegzekwować w Brukseli przestrzeganie przez Kijów wszystkich unijnych wymogów.
Skoro Ukraina otwiera kolejne klastry negocjacyjne, a Bruksela i kilka wpływowych rządów wspiera jej członkostwo, to też musi zostać przynajmniej częściowo uwzględniona w nowej perspektywie budżetowej w latach 2028-34 i Wspólnej Polityce Rolnej. Czy będzie to miało wpływ na wypłaty dla rolników w Europie?
Niestety z nieoficjalnych informacji wynika, że ukraińskie rolnictwo już otrzymuje pewne dopłaty, co jest nie do pomyślenia. Bo wygląda na to, że dopłacamy do produkcji stanowiącej zagrożenie dla naszej produkcji rolnej i dla kraju, który nie jest członkiem Unii. Pieniądze trafiają do wielkich koncernów, głównie zachodnich, zarejestrowanych na Cyprze czy w Luksemburgu. Ale to dowodzi, że są bardzo skuteczne, mają siłę przebicia i możliwości lobbystyczne. Warto pamiętać, że gdy Polska wchodziła do Unii, nie dostaliśmy ekstra pieniędzy, a dopłaty dla rolników były przez kilkanaście lat niższe niż w krajach tzw. starej Unii. I nikt w Brukseli nie przejmował się tym, czy nam się to podoba czy też nie. Przypominam, że polscy rolnicy muszą skrupulatnie wypełniać wszystkie normy unijne tak jakościowe jak środowiskowe. Tym bardziej więc nie ma powodu, by stosować jakąkolwiek taryfę ulgową dla producentów ukraińskich, którzy tych norm nie spełniają i nie należy się zgadzać się na dostawy produktów niższej jakości. To powinno być główne zadanie naszego ministra rolnictwa. Ale co do jego skuteczności złudzeń nie mam.
Rozmawiała Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Bruksela: Tusk przeholował! Spór o ceny paliw
Tanie zamienniki pelletu stają się hitem sprzedaży
Wbrew polskim interesom Tusk chce się zgodzić na unijny budżet
»»Węgiel wrócił do łask – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.