KOMENTARZ
Gorączka budżetowa – w Brukseli już się pali!
Na pierwszej z dwóch październikowych sesji Parlamentu Europejskiego w stolicy Alzacji sporo - ale czy nie za mało? - debatowano o gospodarce, budżecie i finansach. To wyjątkowy miesiąc w kalendarzu w PE, bo tylko w nim odbywają się dwie sesje europarlamentu. Wynika to z konieczności respektowania traktatowego zobowiązania o dwunastu sesjach w roku - zatem nadrabia się zaległości z sierpniowej kanikuły ,gdy nie odbywa się żadne posiedzenie PE.
Półtorej godziny poświęcono na debatę o „Perspektywach finansowych UE”, czyli rezygnując z unijnej nowomowy siedmioletniego, bo na lata 2028-2034 budżetowi Unii Europejskiej. Dziewięćdziesiąt minut na 84 miesiące budżetowe to chyba dość mało? Zwłaszcza, że budżet ów wywołuje olbrzymie emocje i to nie tylko, a może nawet nie głównie na linii eurosceptycy/euroreliści - euroentuzjaści, a wewnątrz tego drugiego obozu bezrefleksyjnych piewców eurofederalizmu. Skoro szef rządu największego państwa UE, czyli Niemiec publicznie żąda rewolucji w budżecie Unii, bo tak należy nazwać zmniejszenie go aż o 10 proc. - już to samo pokazuje, że „idzie na ostro„.
„Klub skąpców” i ambicje Ukrainy
Spektakularny konflikt między niemieckim kanclerzem, a niemiecką przewodniczącą Komisji Europejskiej angażuje też inne kraje członkowskie UE. Szefa rządu w Berlinie poparł nieformalny „klub skąpców” czyli bogatych krajów, które nie chcą oddawać pieniędzy własnego podatnika nie tylko na potrzeby krajów mniej zamożnych, ale zwłaszcza potencjalnie nowych państw członkowskich. W tym kontekście wymienia się olbrzymią demograficznie, jak na warunki Unii Ukrainę, której akces na pełnoprawnych warunkach oznaczałby zdemolowanie unijnych finansów. Finansów i tak przecież znajdujących się w najbardziej opłakanym stanie w historii Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali / Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej / Unii Europejskiej. Tak przynajmniej uważa „euro-NIK” czyli Europejski Trybunał Obrachunkowy z siedzibą w Luksemburgu, który już od trzech lat bije na alarm. Podnosi on też, że UE ma największe zadłużenie w historii.
Gorączka budżetowa w Strasburgu i w Brukseli rośnie. Ktoś naiwny mógłby się zdziwić, że przecież nowy budżet UE wystartuje dopiero za blisko piętnaście miesięcy, a w historii Unii zdarzało się nieraz, że był on uchwalany nawet już po rozpoczęciu „siedmiolatki”, a przez pierwsze tygodnie czy nawet miesiące „nowej perspektywy finansowej” funkcjonował na zasadzie prowizorium budżetowego.
Tym razem jednak do gry wchodzi twarda polityka: jeśli wybory prezydenckie we Francji wygra w połowie 2027 roku Marine Le Pen - a to prawdopodobne - to Paryż zablokuje projekt budżetu UE 2028-2034. Stad establishment spieszy się tak, jakby w Brukseli i Strasburgu się paliło. A w zasadzie już się pali…
Ryszard Czarnecki
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Nowe ceny paliw na stacjach. Mocno w górę
Polityczny zamach na polski bank centralny. Co oznacza decyzja sejmowej komisji wobec prezesa NBP?
Jakie ogrzewanie będzie zakazane po 2030 roku?
»»Ratunek za „Czyste Powietrze” – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.