Opinie
Prof. Zbigniew Krysiak: wdrożenie unii rynków kapitałowych i oszczędnościowo-inwestycyjnej prowadzi wprost do  głębokiego kryzysu / autor: Fratria / Andrzej Wiktor
Prof. Zbigniew Krysiak: wdrożenie unii rynków kapitałowych i oszczędnościowo-inwestycyjnej prowadzi wprost do głębokiego kryzysu / autor: Fratria / Andrzej Wiktor

WYWIAD

Bruksela zabierze nam oszczędności, bo buduje superpaństwo

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 29 czerwca 2026, 16:15

    Aktualizacja: 29 czerwca 2026, 16:17

  • Powiększ tekst

Powstaje wrażenie, że przewodnicząca KE Ursula von der Leyen uznaje, iż ona lepiej wie, co obywatele powinni zrobić ze swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi i oszczędnościami niż oni sami, a to już samo w sobie jest rodzajem arogancji - mówi profesor Zbigniew Krysiak, założyciel i Przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana.

Agnieszka Łakoma: Komisja Europejska szykuje ważne zmiany na rynkach finansowych, z jednej strony reformę sektora bankowego z drugiej unię rynków kapitałowych i unię oszczędnościowo-inwestycyjną. Już w połowie lipca opublikuje specjalny raport na ten temat. Dlaczego po latach starań teraz decydenci w  Brukseli uznali, że jest dobry moment na nowe unie w Unii?

Prof. Zbigniew Krysiak: Te działania są dla mnie jednoznaczne i bardzo czytelne, bo mają prowadzić ostatecznie do zbudowania superpaństwa pod nazwą Unia Europejska. Nie chodzi o współpracę gospodarczą i polityczną w ramach federacji, ale o jeden organizm państwowy ze stolicą, władzami i centrum decyzyjnym w Brukseli. Przygotowania do tego obserwujemy już od kilku lat, ale teraz nastąpiło przyśpieszenie. Reforma sektora bankowego i zazębiające się unie: rynków kapitałowych i oszczędnościowo-inwestycyjna, mają ten proces budowy jednego superpaństwa przyśpieszyć. Do tego też ma służyć nowy budżet UE na lata 2028-34, który będzie rekordowy, bo około 2 biliony euro. To w dużej mierze dlatego, że oprócz składek państw członkowskich do Brukseli ma popłynąć bezpośrednio część wpływów z podatków, które normalnie powinny przynależeć do budżetów krajowych. Będziemy więc mieli centralę, która najpierw odbierze pieniądze, a potem będzie je rozdzielać według własnego uznania. My Polacy dobrze wiemy i pamiętamy z czasu PRL-u, jak kończy się centralne zarządzanie – zawsze tak samo czyli katastrofą.

Ale ani szefowa Komisji Europejskiej ani jej urzędnicy najwyraźniej nie dostrzegają żadnego problemu ani w centralizacji rynków kapitałowych ani w unii oszczędnościowo – inwestycyjnej – choć w tym przypadku gra idzie o biliony euro. Po prostu chcą wykorzystać oszczędności obywateli do realizacji celów gospodarczych Unii. Formalnie przez system zachęt do inwestowania w fundusze i na giełdzie. Dlaczego Komisja Europejska tak narzeka, że Europejczycy mają za dużo oszczędności? A może powinna być zadowolona, że ludzie wszystkiego nie przejadają?

Gdy słucham wypowiedzi Pani Ursuli von der Leyen, że na niskooprocentowanych depozytach leżą biliony euro w Europie, to zauważam w tym prawdziwą naganę skierowaną do logicznie myślących obywateli. Powstaje wrażenie, że ona uznaje, iż lepiej wie, co obywatele powinni zrobić ze swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi i oszczędnościami niż oni sami. A to już samo w sobie jest rodzajem arogancji. Lecz jest jeszcze inna kwestia – wydaje mi się, że pani przewodnicząca i jej ekipa nie rozumieją, że z depozytów banki udzielają kredyty. A zatem te oszczędności Europejczyków i tak pracują na rzecz gospodarki i przedsiębiorstw działających w  Unii. Jeżeli ktoś nie pojmuje tej oczywistej prawdy, to znaczy, że cały ten pomysł unii oszczędnościowo-inwestycyjnej ma drugie dno. I nie chodzi tylko o promowanie inwestycji na giełdzie.

Komisja Europejska przekonuje, że dzięki unii oszczędnościowo-inwestycyjnej, Europejczycy - kupując akcje lub obligacje - będą mogli bezpośrednio wesprzeć firmy czystych technologii, które mają napędzać wzrost gospodarczy.

Inwestorzy giełdowi, także indywidualni, z reguły nie kupują akcji tak po prostu, tylko starają się działać racjonalnie i wcześniej oceniają spółkę, jej rentowność i możliwości zysku czyli wzrostu kursu. Zatem jeżeli na przykład nie byliby lub nie są zainteresowani zakupem akcji spółek produkujących wiatraki albo panele słoneczne, to oznacza, że nie uznali ich za atrakcyjne z punktu widzenia zysków. Jednocześnie jeśli obywatele wybierają niskooprocentowane depozyty w bankach, to nie znaczy, że są głupsi od tych, którzy grają na giełdzie. Po prostu tak skalkulowali poziom opłacalności i nikt – nawet Komisja Europejska - nie powinien i nie ma prawa próbować wpływać na ich ocenę sytuacji. Bo byłoby to odbieraniem ludziom wolności i swobody gospodarowania ich kapitałami.

Jednak Komisja Europejska będzie próbowała wpływać na zmianę zachowań obywateli posiadających oszczędności w bankach. Już pojawiają się informacje o systemie zachęt podatkowych, o promowaniu funduszy inwestujących w czyste i cyfrowe technologie. Zatem część obywateli może ulec tej „delikatnej perswazji”.

Każdy ma prawo decydować o tym, co robi ze swoimi oszczędnościami i nie wolno mu tego prawa odbierać. Kwestia elementarnej wolności wyboru stanowi największą wartość w gospodarce. Dziesiątki milionów ludzi podejmują indywidualne decyzje, ani nie przez zachęty tego czy innego rządu ani przez perswazje Brukseli. Rozproszony system podejmowania decyzji wobec własnego kapitału tworzy największą efektywność i to jest podstawa ekonomii. Być może tego w Brukseli też nie wiedzą lub nie rozumieją.

Coraz wyraźniejsze są naciski Berlina i Brukseli na wdrożenie nie tylko unii oszczędnościowo-inwestycyjnej ale także unii rynków kapitałowych – która ma przynieść same korzyści przedsiębiorstwom, ułatwić przepływ kapitału i jego transfer w ramach Unii Europejskiej. Czy faktycznie tak będzie?

Niestety nie. Przede wszystkim warto przypomnieć, że system bankowy był już wielokrotnie modyfikowany, by rzeczywiście relacje inwestorów i firm potrzebujących kapitału były jak najbardziej efektywne. Poza tym nie ma potrzeby sztucznego powoływania unii rynków kapitałowych z nadzorem sprawowanym przez Niemców w Brukseli, bo giełdy w Europie i bez niej bardzo dobrze współpracują. Zaś polskie spółki nie mają problemów ulokowaniem akcji na giełdzie we Frankfurcie czy Londynie na różnych parkietach, o ile ich oferta zostanie przez inwestorów uznana za atrakcyjną. I nie ma barier, które powodowałyby, żeby obywatele państw unijnych nie mogli kupić akcji wybranej spółki na zagranicznej giełdzie. Dlatego też tu nie chodzi o ułatwienie, ale raczej odwrotnie – o wręcz krępowanie rynków. Co zawsze prowadzi do utraty efektywności. Teraz przy unii rynków kapitałowych będzie gorzej, działać będą bowiem pod dyktando superpaństwa z centralą w Brukseli, co spowoduje ograniczenie możliwości inwestycyjnych. Raz jeszcze powtórzę: inwestorzy z różnych części świata naprawdę nie mają obecnie problemu z lokowaniem swoich kapitałów na giełdach.

Unia rynków kapitałowych wiąże się z oddaniem części i to znaczącej nadzoru nad instytucjami finansowymi w tym Komisji Nadzoru Finansowego czy GPW do organu wyznaczonego przez Brukselę. Jakie będą tego skutki?

Oddanie kontroli nad tak ważnymi instytucjami i nadzoru pod skrzydła Brukseli jest bardzo niebezpieczne, bo pozbawia Polskę wpływu na ważną część funkcjonowania naszego kraju, jaką jest sektor finansowy - ściśle powiązany z całą gospodarką. Już samo w sobie oznaczać będzie to utratę suwerenności państwa w tym zakresie. Tzw. działaczom w Brukseli nie o to chodzi, by dzięki unii rynków kapitałowych stworzyć propozycje uregulowań wspierających funkcjonowanie systemów, ale o przejęcie kontroli i  przeniesienie decyzji z państw członkowskich UE do instytucji, którą powoła Komisja Europejska, działająca w dużej mierze pod dyktando Niemiec. Poza tym, oczywiście będzie stosowany jednakowy schemat do wszystkich państw i to wbrew logice i zasadom ekonomii. Bo przecież każdy kraj unijny ma swoją specyfikę gospodarczą i rynkową. Inne są realia w Niemczech, inne we Francji a jeszcze inne w Polsce, zaś system bankowy każdego państwa wchodzi w kontekst gospodarki narodowej. Na przykład nasz Narodowy Bank Polski oddziałuje na gospodarkę zależnie od sytuacji rynkowej, aby sprzyjać maksymalizacji efektywności ekonomicznej. Może warto w tym kontekście przypomnieć, jakie były skutki utworzenia strefy euro, gdyż z oficjalnych raportów wynika, że tylko zyskały na tym Niemcy, a Francja, Włochy, Hiszpania i inne państwa straciły i to znacząco, bo szacuje się, że nawet trzykrotność swojego PKB.

Do czego doprowadzi wdrożenie unii rynków kapitałowych i oszczędnościowo-inwestycyjnej?

Do kryzysu – to najprostsza odpowiedź. Rynki kapitałowe i finansowe są systemem naczyń połączonych na świecie i one muszą funkcjonować na podobnych zasadach, by być konkurencyjne. Zatem próba zmiany zasad poprzez centralizację, jak tego chce Bruksela, może spowodować przenoszenie akcji przez firmy na inne rynki i wyjście z giełd Unii. Bo na giełdach w UE są nie tylko notowane akcje europejskich firm, ale też spółek z innych kontynentów i one mogą zdecydować, że wybiorą jednak Nowy Jork lub Tokio. Może zacząć się masowa ucieczka kapitału z Europy. A to byłoby groźne i mogłoby zachwiać gospodarką. Z kolei gdyby realizował się plan przerzucenia znacznej części oszczędności z banków na giełdy – w co wątpię, to zawsze można zadać pytanie: co stanie się z sektorem bankowym i kredytami, bo w takiej sytuacji zabraknie bankowych źródeł kredytowania przedsiębiorstw. Rysuje się nam więc scenariusz potężnej destrukcji. A przy centralizacji działań w Brukseli gaszenie kryzysu trwałoby kilka dekad.

To wyjątkowo czarna wizja i niebezpieczna szczególnie dla obywateli Unii. Czy można ten proces zatrzymać?

Niestety nie tylko Komisja Europejska zachwala i promuje obie unie i przejęcie części kompetencji od państw członkowskich, ale także Niemcy. Sytuacja jest więc trudna. Ryzyko wynikające z realizacji tego planu jest ogromne. Jeśli ktoś nie chce tego dostrzec, to niech tylko przypomni sobie, co stało się pieniędzmi osób, które uwierzyły w Getin Bank i Amber Gold. Komisja Europejska nikomu z nas nie zagwarantuje zysków z akcji czyli gry na giełdzie ani z zakupu obligacji czy innych świadectw udziałowych w funduszach. I nawet gdyby – zakładając czysto hipotetycznie – KE sama wyemitowała pięcioletnie obligacje, by wesprzeć branżę solarną lub wiatrową, to także nie ma pewności, że w pewnym momencie nie zamieni ich na wieczyste. I co wtedy? Właściciele obligacji nie będą mogli ich sprzedać, by odzyskać zainwestowane pieniądze, a jedynie liczyć na odsetki, o ile oczywiście nie spadną do zera lub staną się ujemne. Ktoś może powiedzieć, że to niemożliwy scenariusz, a jednak. Dlatego te pomysły kolejnych unii w Unii są  groźne nie tylko dla interesu inwestorów. Przedmiotowy mechanizm prowadzi do realnej groźby przejęcia własności obywateli. Ktoś mniej zorientowany w sytuacji może stracić wszystko. I niestety choć te działania władz Unii mogą wyrządzić straszliwe szkody, to one same odpowiedzialności nie poniosą, bo ta jest zwyczajnie rozmyta. Prawnie nikt praktycznie w KE za nic nie odpowiada, a najlepszym dowodem na to są osobiste negocjacje Ursuli von der Leyen w sprawie zakupu szczepionek na COVID.

Rozmawiała Agnieszka Łakoma

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Cała prawda o zarobkach premiera. „Łyso wam?”

Równość w Brukseli, czyli Ursula von der Leyen ma chłodniej

Rzeź w Volkswagenie: 100 tysięcy pracowników na bruk!?

»»Picie wody podczas upałów to konieczność. dr hab. Tomasz Hryniewiecki  ę – oglądaj „Strefę zdrowia” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych