Opinie

www.sxc.hu

Hipokryzja pseudoekologów

dr Marian Szołucha

dr Marian Szołucha

Wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, członek Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i New York Academy of Sciences.

  • 18 kwietnia 2017
  • 08:47
  • 11
  • Tagi: ekolog ekologia gospodarka prawo

Media donoszą, że parlamentarny zespół przyjaciół zwierząt szykuje projekt całkowicie zakazujący m.in. hodowli zwierząt futerkowych. Pretekstem jest jak zwykle dobro norek, lisów, jenotów i tchórzofretek.

Abstrahując od prawdziwych inspiracji inicjatorów zmian (to temat co najmniej dla dziennikarzy śledczych) oraz od roli, jaką w polskiej gospodarce, a zwłaszcza w eksporcie odgrywa produkcja skór zwierzęcych, skupmy się na tym, czy rzeczywiście branża futerkowa szkodzi i zagraża środowisku naturalnemu.

Hodowle podlegają nadzorowi m.in. Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Ochrony Środowiska czy Inspekcji Budowlanej. Kontrola pierwszej z wymienionych przeprowadzana jest w każdej z ferm co najmniej raz w roku. Polskie przepisy dotyczące tej gałęzi rolnictwa są bardziej restrykcyjne nawet od wytycznych unijnych. Co więcej, nikt nie protestuje przeciwko dalszemu ich zaostrzaniu. Leży to bowiem w interesie samych hodowców. Primo, wysokie wymogi techniczno-sanitarne eliminują z legalnego obiegu patologię, która, choć marginalna, rzuca złe światło na całą branżę. Secundo, im lepsze warunki mają zwierzęta, tym wyższej jakości jest ich futro. Nic więc dziwnego, że wszystkie obiektywne badania, analizy i kontrole - w tym raport Najwyższej Izby Kontroli z 2014 r. - wskazują na dobrą i wciąż poprawiającą się sytuację na fermach zwierząt futerkowych, a także w ich okolicy, gdzie nie stwierdzono zanieczyszczeń wód czy gruntów.

Gdyby „zielonym” rzeczywiście zależało na środowisku naturalnym, powinni już dawno zauważyć, że hodowla norek czy jenotów nie tylko mu nie zagraża, ale ma swój istotny udział w jego ochronie. Po pierwsze, zwierzęta futerkowe, żywiąc się produktami ubocznymi pochodzenia zwierzęcego (ok. 400 tys. ton rocznie), utylizują je w sposób najbardziej ekologiczny i ekonomiczny z możliwych. Po drugie, im więcej wysokiej jakości futer pozyskuje się ze zwierząt fermowych, tym mniejsze jest zainteresowanie skórami dzikich zwierząt. Po trzecie, hodowle są źródłem cenionego nawozu naturalnego, stosowanego do użyźniania gleby, będącego zamiennikiem nawozów przemysłowych. Po czwarte wreszcie, futra naturalne łatwo poddają się naturalnemu procesowi rozkładu, podczas gdy ich syntetyczne odpowiedniki są wytwarzane przy użyciu pochodnych ropy naftowej.

Zwierzęta futerkowe w Europie bez przeszkód hodują bogatsi od nas Hiszpanie, Szwajcarzy, Belgowie, Francuzi czy Włosi. W innych innych częściach świata Amerykanie, Kanadyjczycy czy Nowozelandczycy. Nie mają z tym problemu nawet tak wrażliwi na prawa zwierząt przedstawiciele nacji skandynawskich. Ba, Duńczycy, produkują ponad dwa więcej skór norek od nas, choć są krajem 7-krotnie mniejszym od Polski (tak pod względem powierzchni, jak i liczby ludności). Nie dajmy się zwariować!

Komentarze