Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

"Marsz szmat", marsz mobbingu

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl

  • 23 maja 2013
  • 11:50
  • 8
  • Tagi: badania bezdomność bezpieczeństwo bezpłatna pomoc prawna bezrobocie bezrobocie rejestrowane bieda biznes dane gospodarka handel kobieta kryzys ludzie mobbing nauka policja praca pracodawca pracownik prawo prokuratura przedsiębiorca sąd sex transparentność Unia Europejska
  • Powiększ tekst

Profesor Pawłowicz swoją wypowiedzią narzuciła dziś chcąc nie chcąc temat dnia – tym samym nikt nie zajmuje się danymi GUS, tajnym planem karbówki by blokować konta „podejrzanych” osób (czyli de facto każdego) czy gejo-zniżkami z Łodzi. Od samego rana wszędzie jest tylko o „Marszu Szmat”. Dobrze – przyjmę dziś te reguły medialnej gry, bo ów marsz i uwaga na nim skupiona pozwala na zwrócenie uwagi naprawdę poważnego.

 

Na początek jednak, bo to trochę zaginęło w dyskusji – jaka idea stała za „Marszem Szmat”? Następująca, tłumacząc najbardziej łopatologicznie jak tylko się da, chodziło o to by uczulić społeczeństwo na poważny problem jakim są w Polsce gwałty. Otóż, mówią nam organizatorzy, jeśli chłopczyku widzisz dziewczynę w mini to nie możesz jej zgwałcić. bo to, że owa niewiasta ubrała mini nie jest dla Ciebie zaproszeniem. Proste? Proste jak logika lewaka.

Problem w tym, że gdyby organizatorom naprawdę chodziło o coś więcej poza szokowaniem, to faktycznie zaczęliby od wystosowania kilku-kilkunastu projektów ustaw zaostrzających kary za przestępstwa na tle seksualnym do premiera. Umówmy się – marszu nie organizowały znowu jakieś środowiska pisowskie, i gdyby tylko chciały to Donald Tusk z pewnością znalazłby dla nich czas. To jednak nie nastąpiło, mogę więc podejrzewać, iż chodziło tylko o to by szokować, robić szoł i przebieranki. Szczególnie, że tegoroczny marsz to nihil novi – podobny odbył się w zeszłym roku także i w Gdyni, i poza lokalnymi mediami była o nim cisza.

Ale gdyby jednak organizatorom naprawdę, tak naprawdę chodziło o dobro molestowanych kobiet to być może zorganizowaliby inny marsz – przeciwko seksualnemu mobbingowi w pracy. Tak się bowiem składa, że jest to w Polsce problem o wiele poważniejszy i z niego także wynika pokaźny odsetek gwałtów – niestety wielokrotnie nigdy nie zgłaszanych na policję.

Nie tak dawno Internet przeżywał reportaż z Białegostoku na temat całkiem jawnego zamieszczania ogłoszeń z „podtekstem seksualnym”. Chodziło o to, iż pojawiały się ogłoszenia kierowane dla młodych, atrakcyjnych dziewczyn mających pracować jako „sekretarki”, „asystentki” z dodatkową funkcją świadczenia na rzecz pracodawców usług seksualnych. Niby przebiegł (chwilowy) wielki szok i spazm oburzenia, a potem sprawa ucichła.

Niestety – problem nie jest nowy i nie dotyczy tylko Białegostoku. Na popularnym Trójmiejskim portalu lokalnym w dziale ogłoszeń obok zakładki z „ogłoszeniami towarzyskimi” znajduje się zakładka „sponsoring”, a wśród wielu ogłoszeń o pracę znaleźć można też więcej lub mniej podobnych do tych z Białegostoku. Dużo więcej jest tzw. ogłoszeń „szeptanych”. To znaczy – oferta pracy niby normalna, ale na rozmowie kwalifikacyjnej „z szefem” padają pewne propozycje wprost, albo w sposób zawoalowany. Wiele dziewcząt mówi natychmiast „nie”, wiele nawet nie domyśla się o co może chodzić pracodawcy i dopiero po podjęciu zatrudnienia dochodzi do przypadków drastycznego, seksualnego mobbingu. I doprawdy rozbrajająca jest wypowiedź jednego z Białostockich przedsiębiorców, stwierdzającego, iż tu nie musi chodzić o molestowanie bo niektóre kobiety po prostu „lubią sex i przelotne romanse w pracy”. Bez komentarza.

Zapytają Państwo – skoroś taki mądry Saulski to przedstaw dowody, zgłaszaj do prokuratury, na policję! Bardzo chętnie, jest tylko pewien problem.

Bardzo ciężko jest namówić ofiarę molestowania do składania zeznań, dlaczego – o tym opowie każdy psycholog. Druga sprawa to rynek pracy – młodzi ludzie panicznie boją się utraty zatrudnienia, zgadzają się więc na poniżający wyzysk, nagminne łamanie prawa pracy, wreszcie brutalny mobbing – często seksualny. Bądźmy przy tym szczerzy – znam wielu przedsiębiorców, cenię ich pracę. Ale i oni sami przyznają, że po pierwsze – nie każdy z nich jest aniołem i zdarzają się czarne owce, a poza tym jak to powiedział mi jeden (bardzo uczciwy akurat) przedsiębiorca – „tam gdzie jest podaż, pojawia się i popyt”. I wyjaśnia, że w sytuacji ogromnej grupy ludzi bezrobotnych gotowych podjąć zatrudnienie za wszelką cenę, zdarzają się pracodawcy wykorzystujący okazję – jak wiele młodych kobiet w milczeniu godzi się na poniżenie i seksualny mobbing byleby tylko zachować zatrudnienie?

Znam wiele takich przypadków, osobiście rozmawiałem też z wieloma młodymi kobietami które były molestowane (fizycznie bądź werbalnie) w pracy przez przełożonego, lub nawet już podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Zawsze w takich sytuacjach przekonuję: idź na policję, zgłaszaj, niech tam nawet – napisz anonimowo opinię na jakimś forum. Nie chcą. Boją się. Boją się utraty obecnej pracy, wilczego biletu, bądź łatki „nielojalnego pracownika”. Oto wielki dramat naszych czasów. wielki i z jakichś powodów – przemilczany dramat.

Więc być może zamiast emocjonować się wypowiedzią jednej czy drugiej pani poseł i reakcją słabo intelektualnie rozwiniętych dziennikarzy, wreszcie coś z tym realnym, dziejącym się tu i teraz dramatem zrobimy? Co wy na to? Może w tym pomożecie, szanowne „szmaty”?

 

Komentarze