TYLKO U NAS
Albo unijne fundusze, albo energia z węgla
Rumunia pod ścianą – z jednej strony z powodu niskiego stanu wody w Dunaju musi odłączyć kolejny reaktor, który odpowiada za ponad 10 procent dostaw energii. A z drugiej – musi zamknąć elektrownie węglowe, jeśli chce dostać unijne miliardy w ramach KPO.
Rumunia ma problemy (tak jak Austria i Węgry) z powodu spadku poziomu wody w Dunaju. Najpierw pod koniec lipca zamknięto pierwszy z bloków elektrowni jądrowej CEN Cernavoda, a teraz trwają przygotowania do wyłączenia drugiego z nich. I może to nastąpić już jutro, a oznaczać będzie dla Rumunii ponad 10-procentowy spadek produkcji energii.
Koniec z węglem to kamień milowy układu z Brukselą
Ale równie problematyczne jest przedłużenie działalności istniejących elektrowni węglowych, choć wydaje się naturalnym rozwiązaniem. Jednak zamknięcie to jeden z tzw. kamieni milowych w ramach krajowego planu (odpowiednik polskiego KPO), który był objęty dofinansowaniem unijnym z funduszy na rzecz odbudowy gospodarki UE po pandemii COVID 19. Władze obawiają się więc utraty unijnych pieniędzy, ale operator rumuńskiej sieci energetycznej Transelectrica uważa odroczenie zamknięcia kilku elektrowni węglowych za uzasadnione. Zaś analizy pokazały, że trzy bloki w elektrowni Rovinari oraz dwa w Turceni - powinny nadal pracować.
Bruksela jest nieugięta
Kwestia bezpieczeństwa dostaw i utrzymania elektrowni węglowych stała się kluczowa nie tylko w rządzie lecz i przeniosła się na forum rumuńskiego parlamentu. Tydzień temu przyjął głosami opozycji przepisy, mające na celu opóźnienie zamknięcia elektrowni węglowych i uzależniające ich wyłączenie od uruchomienia zastępczych mocy wytwórczych. Tymczasem minister odpowiedzialny za unijne projekty i fundusze Dragos Pislaru ostro je skrytykował. Obawia się, że kraj straci nie tylko miliony euro przyznane za zamknięcie elektrowni, ale w ogóle wypłatę pozostałych unijnych pieniędzy. Szczególnie że Bruksela jest nieugięta. Według portalu Profit.ro, Komisja Europejska odrzuciła argumenty operatora rumuńskiego, uznając, że dekarbonizacja czyli wygaszenie elektrowni nie zagraża bezpieczeństwu energetycznemu tego kraju. Na dodatek termin na realizację tego „kamienia milowego” nie podlega dyskusji, bo upływa z końcem miesiąca. A poza tym Bruksela bazuje na analizach z Agencji UE ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER), zaś te pokazują, że zamknięcie rumuńskich elektrowni węglowych nie zagrozi bezpieczeństwu dostaw energii.
Problemy w Rumunii pokazują z jednej strony, jak różne może być podejście do tej samej kwestii – bezpieczeństwa energetycznego kraju w Brukseli i w Bukareszcie. A z drugiej – jak duża jest zależność rządów od unijnych wypłat i jak stolice niewielki mają wpływ na decyzje Brukseli o przelewach. Choć – przypomnijmy – cały plan UE odbudowy gospodarki po pandemii opiera się na wspólnotowym długu, który solidarne będą spłacały wszystkie państwa Wspólnoty. A koszty z tym związane szacuje się na 25–30 mld euro rocznie, zaś spłatę zaplanowano na 30 lat od 2028 roku począwszy.
Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Absurd w ustawie! Własny las, cudze drewno?!
Popyt na złoto się utrzymuje. NBP liderem zakupów kruszcu
Stare ubrania oddamy w sklepach lub naprawimy je w każdej gminie
»»Jawność umów w spółdzielniach – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.