Analizy
Choć ropa tanieje, polscy kierowcy nie muszą odczuć ulgi przy tankowaniu / autor: Pixabay
Choć ropa tanieje, polscy kierowcy nie muszą odczuć ulgi przy tankowaniu / autor: Pixabay

Słabszy złoty będzie kasować korzyść ze spadku cen ropy

Paweł Majtkowski, analityk eToro

Paweł Majtkowski, analityk eToro

  • Opublikowano: 17 września 2026, 13:25

  • Powiększ tekst

Amerykański Fed podniósł wczoraj stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Wcześniej taki sam ruch wykonał Europejski Bank Centralny, podczas gdy Rada Polityki Pieniężnej w zeszłym tygodniu pozostawiła stopy bez zmian. Wyższe oprocentowanie w USA i niepewność na Bliskim Wschodzie sprzyjają przepływowi kapitału do dolara, a złoty traci na wartości. To oznacza, że choć ropa tanieje, polscy kierowcy nie muszą odczuć ulgi przy tankowaniu.

Dolar przekroczył barierę 3,80 zł, podczas gdy jeszcze tydzień temu kosztował około 3,72 zł. Za euro płacimy około 4,36 zł. Wyższe stopy w USA zwiększają atrakcyjność lokowania pieniędzy w dolarowych aktywach, a konflikt na Bliskim Wschodzie dodatkowo wzmacnia popyt na amerykańską walutę, traktowaną jako schronienie w czasie niepewności. Co prawda po decyzji Fed ropa Brent staniała o około 2 proc. i znalazła się poniżej 105 dolarów za baryłkę. Jednak dla polskiego odbiorcy liczy się cena surowca przeliczona na złote. Sam wzrost kursu dolara z 3,72 do 3,80 zł oznacza, że przy niezmienionej cenie ropy jej zakup kosztuje ponad 2 proc. więcej. Dlatego w najbliższym czasie nie można wykluczyć dalszego wzrostu cen oleju napędowego do około 9,30 zł za litr, a benzyny Pb95 do 8,20 zł. Taki scenariusz pozostaje możliwy, jeśli utrzymają się problemy z dostawami i presja na złotego.  

Reakcja giełd pokazuje z kolei, że jedna podwyżka nie przesądza jeszcze o tym czy mamy do czynienia z początkiem całego cyklu podwyżek stóp. Po decyzji i konferencji Kevina Warsha na Wall Street przeważyły spadki, ale w czwartek europejskim akcjom pomagała tańsza ropa. Niższe koszty energii dają nadzieję na ograniczenie inflacji i poprawę marż przedsiębiorstw. Mogą też hamować wzrost rentowności obligacji, choć amerykańskie papiery dziesięcioletnie mimo spadków oferują prawie 5 proc. rocznie. Dla akcji oznacza to silną konkurencję o pieniądze inwestorów.  

Amerykańska gospodarka i giełda powinny być w stanie znieść pojedynczą podwyżkę o 25 punktów bazowych. Znacznie trudniejszy byłby cały cykl podwyżek, zwłaszcza gdyby towarzyszyło mu osłabienie wzrostu gospodarczego. Najnowsze prognozy członków Fed wskazują na jeszcze jedną podwyżkę w tym roku, dlatego inwestorzy nie mogą traktować wrześniowej decyzji jako zamkniętego epizodu. Dopóki firmy zwiększają zyski, a konsumenci utrzymują wydatki, wyższe stopy pozostają obciążeniem, z którym rynek może sobie poradzić. Problem zaczyna się wtedy, gdy droższe finansowanie spotyka się ze słabszym popytem i obniżaniem prognoz wyników. Wówczas walka z inflacją zaczyna oznaczać także wyraźnie większe ryzyko dla wzrostu gospodarczego.  

Wyższe stopy w USA nie muszą zatem oznaczać tańszego paliwa w Polsce, bowiem słabszy złoty może pochłaniać korzyści ze spadku cen ropy. Dla globalnych inwestorów giełdowych najważniejsze będzie natomiast to, ile kolejnych podwyżek okaże się potrzebnych do opanowania inflacji. Jedna czy dwie podwyżki nie powinny mocno zaszkodzić, ale jeśli przemienią się w dłuższy cykl, to będzie to już znacznie poważniejsze obciążenie dla giełdowych wzrostów. 

Paweł Majtkowski, analityk eToro

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych