Czy polskie i amerykańskie think tanki brały udział w ostrym lobbowaniu podczas rozstrzygania tzw. przetargu stulecia, czyli zakupu na potrzeby polskiej armii tarczy antyrakietowej? W tle miliardy złotych, najważniejsze osoby w państwie i co najmniej dziwne sekwencje wydarzeń.

Wielkie poruszenie, wyrazy uznania ale też stek obelg i inwektyw pod adresem redakcji wgospodarce.pl, wywołał artykuł „BEZBRONNA POLSKA: komu się opłaca wciskanie złomu Siłom Zbrojnym RP?”. Przypomnijmy, że dotyczył tragicznej sytuacji w polskiej armii i korupcji w strukturach MON.

Więcej na ten temat tutaj: BEZBRONNA POLSKA: komu się opłaca wciskanie złomu Siłom Zbrojnym RP?

Wesoła gromadka MON

Najbardziej radykalni w swoich ocenach byli Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej i Marcin Zaborowskim, do niedawna szef PISM podlegającego MSZ, aktualnie jeden z szefów CEPA (think tanku lobbującego m.in. na rzecz amerykańskiego koncernu zbrojeniowego Raytheon). Obaj zgodnym chórem usiłowali zdeprecjonować treść publikacji na Twitterze.

„Głównie bzdury. Nawet wybór polskiego samolotu LOT z Nowego Jorku (nie latają z Waszyngtonu) może być podejrzany – komentował minister Siemoniak, odnosząc się do fragmentu o części nieoficjalnej jego wizyty w USA w sprawie zakupu tarczy antyrakietowej.

Szkoda, że pan minister nie odniósł się tak konkretnie do clou artykułu, czyli korupcji przy zamówieniach dla armii. Tak na marginesie i a'propos „wyboru polskiego samolotu LOT z Nowego Jorku” (chodzi o drugi dzień polskiej delegacji z Tomaszem Siemoniakiem na czele, który negocjował w Waszyngtonie zakup patriotów dla Polski – przyp. red.). Otóż, panie ministrze, warto by wszyscy wiedzieli, że drugi dzień rządowej delegacji to nie był to typowy lot Waszyngton - Warszawa z transferem w Nowym Jorku. Z naszych ustaleń wynika, że przyjechaliście panowie pociągiem do Nowego Jorku ok. 12:00, a wylecieliście o 22:30.

W tym czasie z wojskowej delegacji przeobraziliście się w wesołą gromadkę turystów. Świetnie się bawiliście zwiedzając Manhattan i pożerając ok. 16:00 pyszny lunch (przypomnieć menu?) na koszt polskiego podatnika. Potem były zakupy, przy okazji których płk Lech Drab, dyrektor Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych MON wcielił się w rolę „zakupowego frontmana” Ewy Kopacz i usiłował zrealizować listę życzeń pani premier, przekazaną wojskowej delegacji pod pana dowództwem, panie ministrze. W tym przypadku nie chodzi o „podejrzany” wybór samolotu lecz o żenujący poziom reprezentacji naszego kraju za granicą przez najwyższych rangą urzędników państwowych, do których pan – jeszcze - się zalicza.

Mistrzowie walki o nieswoje cz. 2.

Tyle tytułem wstępu, a teraz do rzeczy, czyli do zakupu tzw. tarczy rakietowej na potrzeby polskiej armii.

Na początek warto sobie przypomnieć, że jeszcze w 2008 roku tarcza antyrakietowa miała być rozmieszczona przez Amerykanów na terenie Polski w ramach sojuszu NATO. Zabiegały o to rządy kolejno Leszka Millera, Marka Belki, Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Polska podpisała nawet z USA porozumienie o rozmieszczeniu elementów tarczy antyrakietowej w naszym kraju (20 sierpnia 2008 roku). Nad Wisłą miała powstać baza Naziemnego Systemu Obrony Antybalistycznej (10 antyrakiet umieszczonych w silosach) z personelem, liczącym 1200 osób (w tym 400 amerykańskich operatorów i członków personelu technicznego oraz 200 żołnierzy sił zbrojnych USA). Co się stało, że nagle rządy Donalda Tuska i Ewy Kopacz postanowiły wyciągnąć pieniądze z naszych kieszeni i zapłacić za tarczę, która już raczej nie jest antyrakietowa?

Już w poprzedni artykule pisaliśmy, że być może odpowiedź zawiera się w stwierdzeniu Radosława Sikorskiego z nagranej i ujawnionej przez TV Republika rozmowy z Janem Kulczykiem: „Jesteśmy mistrzami w walczeniu o nieswoje interesy”. Sikorski bowiem, bez względu na to kim był (ministrem obrony, spraw zagranicznych czy marszałkiem Sejmu), zawsze krygował się za granicą (a szczególnie w USA) na osobę, która posiada przemożny wpływ na bezpieczeństwo Polski i uzbrojenie polskiej armii. Tylko czy rzeczywiście zawsze działał w naszym interesie?

- Gdy Sikorski przyszedł do MSZ, to najpierw otoczył się grupą oficerów WSI, a potem stworzył coś w rodzaju pomostu z amerykańskim przemysłem zbrojeniowym. Chodzi o sieć zależności pomiędzy Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych (PISM) w Warszawie i Center for European Policy Analysis (CEPA) w Waszyngtonie, dla którego pracuje jego żona – Anne Appelbaum. Na poziomie tych think-tanków mogło dochodzić do ostrego lobbowania na rzecz takich graczy, jak: Boeing, Raytheon, Lockheed Martin i Northrop Grumman Corporation. Problem polega na tym, że Polska jest traktowana przez te koncerny jak kraj trzeciego świata. Wciskają nam stary sprzęt za bajońskie sumy – bez offsetu, bez żadnych korzyści dla naszego przemysłu – relacjonował w poprzednim artykule nasz informator z Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Czy to możliwe? Sprawdziliśmy. Okazało się, że dziś jednym z szefów Center for European Policy Analysis w Polsce jest Marcin Zaborowski, wieloletni dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Udało nam się ustalić (dysonujemy oficjalnym potwierdzeniem PISM), że jako szef PISM Zaborowski organizował konferencje, na które zapraszał i pokrywał koszty wystąpień m.in. Radosława Sikorskiego (jako szefa MSZ), jego żony Anne Applebaum (jako przedstawicielki CEPA) i Jana Krzysztofa Bieleckiego (jako szefa Rady PISM). W międzyczasie PISM przyjął 20,3 tys. dolarów od amerykańskiego koncernu Raytheon zainteresowanego budową tarczy antyrakietowej w Polsce.

– Środki te zostały wykorzystane na realizację otwartego dla publiczności oraz mediów seminarium, a także przygotowanie publikacji poseminaryjnej – tłumaczyła portalowi kulisy24.pl rzeczniczka PISM.

W tym miejscu warto dodać, że - jak donosiły kilka miesięcy temu amerykańskie media (m.in. „USA Today”) - CEPA ma podpisaną umowę z Pentagonem na „deweloperkę” amerykańskiego sprzętu wojskowego (m.in. produktów Raytheona) blisko granic Rosji (czyli również w Polsce). Czy tak wyglądają zdrowe relacje pomiędzy sojusznikami NATO? Czy to po prostu grupa chciwych biznesmenów i zdegenerowanych polityków, która działając pod płaszczykiem szczytnych idei bezpieczeństwa narodowego, postanowiła zrealizować swoje prywatne interesy na koszt polskiego podatnika?

Dziwne ruchy

By dokonać próby udzielenia odpowiedzi na te pytania trzeba się cofnąć do początków urzędowania Radosława Sikorskiego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Jedną z jego obsesji był Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, resortowy think-tank z budżetem 5-6 mln PLN rocznie, 50 etatami, zapleczem eksperckie i „przechowalnią” emerytów-ambasadorów.

- Za czasów Anny Fotygi w PISM zmieniło się wiele – instytut odmłodniał, było profesjonalnie, powstawału dobre i trafne analizy dla obydwu Kaczyńskich. Duża w tym zasługa ówczesnego szefa PISM Sławka Dębskiego. Sikorski od razu jak nastał przywiązywał do PISM niespotykaną uwagę, bez przerwy ględził o tym, że instytut wymaga atlantyckiego rozmachu i takie tam. Zapowiadał zmiany – opowiada pracownik PISM.

Z jego relacji wynika, że pierwszy dziwny ruch wykonany został przez Sikorskiego przy okazji powołania nowej rady PISM w 2009 r. Otóż nieoczekiwanie okazało się, że szefem rady PISM został Jan Krzysztof Bielecki, pełniąc jednocześnie funkcję szefa ekonomicznych doradców Donalda Tuska. W MSZ odebrano to jako wyraz mocnej pozycji Radosława Sikorskiego w strukturach rządowych.

Mniej więcej w tym samym czasie, jak grom z jasnego nieba, spadła na Polskę wiadomość, że Amerykanie zmienili plany ws. tarczy antyrakietowej. "Wall Street Journal" napisał, że Barack Obama albo odłoży plany budowy tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej ad calendas graecas, albo w ogóle z niej w ogóle rezygnuje.

Drugi dziwny ruch w PISM nastąpił tuż po katastrofie smoleńskiej, kiedy to Donald Tusk odwołał nagle Sławomira Dębskiego z funkcji dyrektora PISM (z naszych ustaleń wynika, że Bielecki osobiście zaniósł premierowi papiery do odwołania).

- Dopóki żył Prezydent Lech Kaczyński nie robili tego, bo spodziewali się, że ceną za taki ruch będzie przytrzymanie paru ambasadorów (PISM ciągle robił analizy dla Prezydenta). Zastanawiające, że odwołanie dyrektora jakiegoś resortowego „instytuciku” zostało załatwione gdzieś pomiędzy 11 a 12 kwietnia 2010, w samym szczycie szoku po katastrofie, jakby nie mieli w tym czasie innych problemów. Fakt ten przeszedł niezauważony w chaosie smoleńskim i o to chyba chodziło. Dla Sikorskiego i Bieleckiego było to widać bardzo ważne, skoro załatwili podpis Tuska właśnie w tym czasie – relacjonuje urzędnik MSZ.

Co ciekawe, całkiem niedawno po przejęciu sterów w MSZ przez Grzegorza Schetynę, Sławomir Dębski miał realne szanse na powrót do PISM. Miał to być ukłon Schetyny w stronę nowej władzy. Konkurs na dyrektora tej instytucji - w dziwnych okolicznościach – pozostał jednak do dziś nierozstrzygnięty...

Odznaczony Larry

Po usunięciu Sławomira Dębskiego, nowym dyrektorem PISM został Marcin Zaborowski (jedyny kandydat), który od razu rozpoczął urzędowanie od nawiązania stosunków z ekipą Larrego Hirsha znaną szerzej jako Center for European Policy Analysis (CEPA) z Waszyngtonu.

Larry Hirsh to przedsiębiorczy Teksańczyk, który swego czasu dotował, jak na porządnego obywatela USA przystało, Partię Republikańską. Dotował mądrze i z umiarem, ciężko pracując m.in. jako szef funduszu private equity Highlander Partners i notowanej na nowojorskiej giełdzie spółki budowlanej Eagle Materials, której kapitalizacja przekracza 1 mld dolarów. Pewnego razu dobrze sytuowany Larry spotkał na swojej drodze bardzo bogatych ludzi z Center for Strategic and International Studies (CSIS) - wpływowego amerykańskiego think tanku z siedzibą w Waszyngtonie (nr 1 na świecie w dziedzinie bezpieczeństwa i gospodarki międzynarodowej). Larry wtedy podobno zrozumiał na czym polega robienie biznesu w przemyśle zbrojeniowym...

Wtedy też założył własny think tank – CEPA, specjalizujący się w tematach, które żywo interesowały dobroczyńców z takich firm, jak Boeing, Rayethon, Lockheed Martin czy Northrop Grumman Corporation.

Z niepotwierdzonych informacji, do których udało nam się dotrzeć wynika, że łącznikiem który poznał Sikorskiego z Larrym Hirshem był (kojarzony z demokratami, nie żyjący już) Ron Asmus - amerykański dyplomata, który specjalizował się w zagadnieniach współpracy transatlantyckiej, były dyrektor Centrum Transatlantyckiego przy amerykańskiej fundacji German Marshall Fund of the United States w Brukseli.

W 2010 roku Larry Hirsh otrzymuje z rąk Sikorskiego odznakę honorową „Bene Merito”, nadawaną przez MSZ za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Hirsch zostaje za taką działalność wyróżniony pomimo tego, że wcześniej nikt o nim w MSZ nie słyszał. Równocześnie Teksańczyk otwiera w Polsce swoje przedstawicielstwo handlowe i jeszcze w 2010 roku inwestuje w Polsce, przejmując pakiet kontrolny spółki Akomex, specjalizującej się w produkcji opakowań z tektury dla przemysłu spożywczego, farmaceutycznego, kosmetycznego i chemicznego.

Okrągły stół rakietowy

Równolegle do biznesu Hirsh rozwija działalność CEPA w Warszawie. Pomiędzy PISM a CEPA zostaje nawiązane partnerstwo strategiczne. PISM razem z CEPA organizują w październiku 2012 roku polski okrągły stół ds. rakiet przeciwlotniczych. Na tapetę oficjalnie trafia kwestia zakupu patriotów lub ich zamienników.

- Ludzie trą oczy ze zdumienia, bo takiego wkręcania prywatnego biznesu w sprawy polityki obronnej jeszcze nie widzieli. Żeby przykrywka do amerykańskiego biznesu robiła w Polsce za arbitra w najbardziej kontrowersyjnej sprawie polsko-amerykańskiej, czyli tarczy antyrakietowej? I to wszystko pod patronatem MSZ i osobiście Radka? - relacjonuje bliski współpracownik Radosława Sikorskiego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Kilka miesięcy po tym wydarzeniu, Ministerstwo Obrony Narodowej upublicznia „Plan modernizacji technicznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2013-2022”, w którym wydatki obronne Polski w latach 2013 – 2016 zaplanowano na poziomie ok. 135,5 mld zł. W tej kwocie zawierały się także koszty rozstrzygnięcia tzw. przeciwlotniczego przetargu stulecia (do 2023 roku na obronę nieba polska armia planuje wydać nawet 26,5 mld zł!) – kluczowego elementu przeciwlotniczego polskiej tarczy, okrzykniętej przez polskie media największym przedsięwzięciem zbrojeniowym Rzeczypospolitej.

Przetarg stulecia nabiera impetu w 2014 roku (szczegóły opisaliśmy w artykule „BEZBRONNA POLSKA: komu się opłaca wciskanie złomu Siłom Zbrojnym RP?”)

Więcej na ten temat tutaj: BEZBRONNA POLSKA: komu się opłaca wciskanie złomu Siłom Zbrojnym RP?

W międzyczasie dochodzi do organizacji szeregu wydarzeń w Polsce i za granicą (konferencji, paneli dyskusyjnych, debat), podczas których dochodzi do mniej lub bardziej oficjalnych spotkań przedstawicieli PISM, CEPA, MSZ, MON i firmy Raytheon. Przykładem pierwszym z brzegu może być międzynarodowa konferencja „Defence Matters – nowe wyzwania polityki bezpieczeństwa NATO i UE”, która odbyła się 4 kwietnia 2014 w Krakowie. Spotkali się tam wówczas Marcin Zaborowski - dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), Tomasz Siemoniak – minister obrony narodowej, Andrew A. Michta - senior fellow w Center for European Policy Analysis (CEPA) oraz Douglas Stevenson, dyrektor Poland IAMD Raytheon Integrated.

W kwietniu 2015 roku, gdy okazuje się, że przetarg stulecia wygrywa amerykański Raytheon, płomienną przemowę w Sejmie wygłasza Czesław Mroczek, sekretarz stanu odpowiedzialny w MON za zakupy. Robi to na posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej...

- Proszę państwa, gdybyście się teraz zastanowili i mieli wymienić w 100% polskie produkty polskiego przemysłu, o których chcielibyście powiedzieć, że są to produkty zauważalne na świecie, albo przynajmniej takie produkty, które budują zdolności polskich sił zbrojnych, to wymieńcie mi 2 takie produkty. „Rosomak” jest na licencji fińskiej. To polski produkt, tak? To jest produkt i myśl fińska – ironizował Mroczek, potwierdzając w ten sposób tezy o totalnej destrukcji polskiego przemysłu zbrojeniowego, dokonanej przez zagraniczne koncerny.

Po czym przeszedł do zreferowania rozstrzygnięcia przetargu stulecia...

- Wczoraj minister obrony narodowej sformułował wniosek do Rady Ministrów, żeby wskazać firmę Raytheon, a właściwie rząd Stanów Zjednoczonych, jako dostawcę systemu. To jest system firmowany przez firmę Raytheon. Były 4 kryteria, które doprowadziły nas do tej rekomendacji. Było to przemyślane działanie. Kryteria były sparametryzowane. Pierwsze, to była ocena warunków technicznych. Drugie kryterium, to wielkość polskiego udziału przemysłowego. Trzecie, korzyści płynące z wojskowej współpracy między państwami. Czwarte, inne korzyści polityczne płynące ze współpracy między Polską, a państwem-dostarczycielem systemu – tłumaczył sekretarz Mroczek.

Witajcie w CEPA

W tle ogłoszenia zwycięstwa Raytheona dochodzi do cichej i dość symptomatycznej migracji w struktury CEPA osób pośrednio lub bezpośrednio związanych z PISM. Najpierw do Rady CEPA w Waszyngtonie oficjalnie wchodzi Jan Krzysztof Bielecki, a w ślad za nim żona Radosława Sikorskiego - Anne Applebaum. W lipcu 2015 roku ze swoim stanowiskiem żegna się Marcin Zaborowski, który w mailu do swoich podwładnych pisze wprost:

„Po zakończeniu mojej kadencji obejmę stanowisko wiceprezesa i dyrektora warszawskiego biura amerykańskiego think-tanku Center for European Policy Analysis. Jest to dla mnie nowe i ekscytujące wyzwanie, które będzie służyć zacieśnianiu relacji transatlantyckich.

Liczę na kontynuację współpracy z Państwem w mojej przyszłej roli.

Z poważaniem

Marcin Zaborowski”

Za Zaborowskim poszła też Joanna Kędzierska, rzeczniczka prasowa PISM, która o swojej „nowej” przygodzie nie omieszkała poinformować mediów pisząc do wszystkich redakcji w Polsce:

„Informuję, że dziś kończę swoją pracę w PISM, a od 1 sierpnia będę dyrektorem ds.komunikacji w amerykańskim think-tanku Center For European Policy Analysis (CEPA). Serdecznie dziękuję wszystkim za wpółpracę i jednocześnie zachęcam do kontaktu w nowym miejscu pracy."

Reszta – póki co - jest milczeniem...

Te z gruntu chore relacje mówią same za siebie, niech każdy czytelnik interpretuje przytoczone fakty według własnego uznania. Czy zrobi to nowy, formujący się właśnie rząd Prawa i Sprawiedliwości? Powinien jak najszybciej, bo jak tak dalej pójdzie to polska armia będzie jednym wielkim złomowiskiem wartym z grubsza 130 mld zł. Ale to oczywiście tylko moja, subiektywna opinia.