Analizy

To nie koniec umocnienia się amerykanskiej waluty

źródło: Marcin Kiepas główny analityk easyMarkets

  • Opublikowano: 24 listopada 2016, 11:24

  • 0
  • Powiększ tekst

Rano dolar podrożał do 4,21 zł, tym samym wyznaczając nowe 14-letnie maksimum. Teraz jest o prawie 4 gr tańszy. Do końca dnia sytuacja prawdopodobnie już się nie zmieni. Ale to jeszcze nie kres umocnienia amerykańskiej waluty.

O godzinie 11:04 za dolara trzeba było zapłacić 4,1815 zł, euro kosztowało 4,4180 zł, szwajcarski frank 4,1160 zł, a brytyjski funt 5,21 zł. Po porannych wahaniach sytuacja na krajowym rynku walutowym, tak samo jak na większości innych rynków, powinna się ustabilizować. Przemawia za tym specyfika dzisiejszego dnia. Czwartek jest dniem wolnym w USA, gdzie celebrowane jest Święto Dziękczynienia. Brak amerykańskich inwestorów tradycyjnie przekłada się na mniejsze obroty i mniejszą zmienność na rynkach. Nie inaczej będzie też dziś. Dlatego można oczekiwać, że po porannych nieco większych wahaniach, w kolejnych godzinach notowania polskich par powinny zachowywać się dużo spokojniej.

Tezę o systematycznym wygasaniu wahań potwierdza też brak bezpośredniej reakcji rynku walutowego na publikację indeksu monachijskiego instytutu Ifo dla Niemiec, czyli najważniejszej w dniu dzisiejszym publikacji makroekonomicznej. W listopadzie indeks ten cofnął się do 110,4 pkt. z poziomu 110,5 pkt. we wrześniu, podczas gdy oczekiwano jego niewielkiego wzrostu do 110,6 pkt.

Podobnego wpływu nie będą miały, mające już znacznie mniejsze znaczenie, publikowane po południu polskie raporty nt. koniunktury konsumenckiej w Polsce, a także protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP).

Pomimo obserwowanej teraz korekty na złotym nie można zapominać, że perspektyw dla niego wciąż są złe. I to zarówno te oceniane przez pryzmat czynników globalnych (oczekiwania co do polityki Trumpa, podwyżki stóp przez Fed, mocny dolar, wyprzedaż obligacji, odpływ inwestorów z rynków wschodzących), jak i lokalnych (zwalniające tempo wzrostu gospodarczego w Polsce, możliwe pojawienie się spekulacji nt. cięcia stóp przez RPP, obawy przed cięciem ratingu). Dlatego trzeba nauczyć się żyć ze słabym złotym. Zwłaszcza w relacji do dolara, za którego przy prawdopodobnym spadku kursu EUR/USD w perspektywie pół roku do parytetu (EUR/USD po 1,00), być może trzeba będzie zapłacić nawet 4,40 zł.

W krótkim terminie teraz tylko jeden czynnik przemawia za korektą na złotym. Szczególnie w relacji do "zielonego". Mianowicie, wciąż utrzymujące się bardzo duże wykupienie na parze USD/PLN. Tu mamy do czynienia z sytuacja analogiczną jak na EUR/USD. W obu przypadkach jednak, z uwagi na utrzymujące się silnie prodolarowe nastawienie inwestorów, to wykupienie nie jest wystarczającą przesłanką do realizacji dolarowych zysków. Szczególnie, że na horyzoncie są takie wydarzenia jak referendum we Włoszech i wybory prezydenckie w Austrii (4 grudnia), czy też rozprawa przed brytyjskim Sądem Najwyższym ws. BREXIT-u (5-8 grudnia), które mogą wpłynąć na umocnienie dolara w relacji do euro i brytyjskiego funta, a pośrednio również do wielu innych walut.

Nie jest wykluczone, że dolar pozostanie silny aż do 14 grudnia, czyli do najbliższego posiedzenia Fed. Posiedzenia, podczas którego powszechnie jest oczekiwana podwyżka stóp procentowych w USA o 25 punktów bazowych. Szczególnie, że opublikowany wczoraj protokół z listopadowego posiedzenia wyraźnie sugeruje, że w grudniu wzrosną stopy procentowe, a Janet Yellen ostatnio potwierdziła, że wybór Donalda Trumpa na prezydenta w żaden sposób nie wpłynął na zmianę planów Fed. W takim scenariuszu sama podwyżka, jako że byłaby już zdyskontowana, mogłaby stać się impulsem do dłuższej niż 2-3 dniowej realizacji zysków na dolarze.

Powiązane tematy

Komentarze