Chiny pożerają nas żywcem
Tajwański instytut Doublethink Lab co roku publikuje China Index, który pokazuje wpływ Chin na poszczególne kraje świata w dziewięciu obszarach, m.in. na media, uczelnie, gospodarkę, politykę, wojsko i technologię. W Europie najbardziej uzależnione są Niemcy.
W ostatnich dniach na Niemcy spadły dwa dopusty. Jeden urojony, czyli zwycięstwo AfD w wyborach w Saksonii-Anhalt, a drugi realny, czyli zwalnianie 100 tys. pracowników z koncernu Volkswagena. Wróć – dopust to złe określenie, bo oznacza nieszczęście, na które człowiek nie miał wpływu. Tymczasem władcy i właściciele Niemiec pracowali na to od co najmniej dwóch dekad. Dziś oni – tak jak inni czystej krwi unijczycy – mogą jeszcze snuć marzenia czy mieć nadzieję, że wygrana antyestablishmentowej AfD w najmniejszym niemieckim landzie to tylko chwilowa, lokalna anomalia. Co prawda cieszy się z tego co najmniej 30 proc. Niemców, ale to są ludzie nieprawidłowi.
Gorzej jest z Volkswagenem, drugim największym koncernem motoryzacyjnym świata, bo owe zwolnienia to wydarzenie na skalę co najmniej kontynentu, objaw, symbol i efekt ogromnych kłopotów, które przeżywa Unia Europejska. W Polsce dla VW pracuje 22 tys. osób, nijak więc nie bawi zwijanie się ikony niemieckiego przemysłu. Nasi politycy płaczą, że można stracić na kryptowalutach. A ile na akcjach przemysłowego giganta? Ponad 90 proc. Kilkanaście lat temu VW był wyceniany na 360 mld dol., teraz, po uwzględnieniu inflacji, byłoby to 564 mld. Dziś jest warty ok. 45 mld dol.
Smok obgryza i połyka
Ten uwiąd widzimy nie tylko na giełdzie i w komunikatach, lecz także na ulicach. Całe życie potrafiłem rozpoznawać marki samochodów, a dziś rozglądam się bezradnie i nie wiem, co jeździ po Europie. Volkswageny, czyli wedle konceptu Hitlera samochody ludowe – ale nie tylko one – są zastępowane przez auta z Chińskiej Republiki Ludowej. To się dzieje z dnia na dzień. W 2023 r. w Polsce kupiono 370 chińskich pojazdów. W tym roku będzie to ponad 100 tys. W UE w 2020 r. sprzedaż chińszczyzny wyniosła 33 tys., a w 2026 r. będzie to już 1 mln. 30 razy więcej.
Jeśli dynamika sprzedaży się utrzyma, to w 2029 r. chińskie marki zdobędą największy udział w rynku samochodowym w Europie. I ot, jak znalazł: w Westfalii właśnie zbankrutował liczący blisko 130 lat najstarszy niemiecki dealer samochodowy i jednocześnie największy sprzedawca BMW. Podobnie jak wielka sieć z Berlina. Razem blisko 120 salonów samochodowych kaput.
„Kaput”, czyli zepsuty, zniszczony, a nawet martwy, to tytuł znakomitej książki Wolfganga Münchaua opisującej upadek niemieckiego modelu gospodarczego. Autor wskazuje, że to efekt dwóch dekad fatalnej polityki powodującej zniszczenie majątku publicznego, uzależnienie od rosyjskiego gazu i oddanie Chinom pola w nowych technologiach. Jak w Niemczech, tak w całej Unii. Dziś nawet Volvo to chińszczyzna – należy do koncernu Geely z niedużej prowincji Zheijang, jeszcze niedawno znanej tylko z tego, że znaleziono tam skamieliny ptaków z okresu kredy.
Ekspansja się nie zatrzyma, bo Chiny mają w tej branży 60 proc. nadwyżki mocy produkcyjnej, a na dodatek w Szeged na Węgrzech budują fabrykę samochodów elektrycznych za 4 mld euro.
Cały artykuł dostępny jest dla subskrybentów tygodnika „Sieci”: Chiński smok pożera Europę. „Chiny pożerają nas żywcem”
Dariusz Matuszak, tygodnik „Sieci”
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.