Opinie
Unia Europejska niszczy dziś fundamenty, na których zbudowała swoją potegę / autor: Pixabay
Unia Europejska niszczy dziś fundamenty, na których zbudowała swoją potegę / autor: Pixabay

RAPORT

Europa sama sobie szkodzi

Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer, ekspert w branży zamówień publicznych, od lat zajmuje się zawodowo sektorem energetycznym; były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika)

  • Opublikowano: 12 września 2026, 10:57

  • Powiększ tekst

Już na I roku studiów prawniczych wbito mi do głowy rzymską formułę: „Volenti non fit iniuria”, czyli chcącemu nie dzieje się krzywda. Mógłbym ironicznie powiedzieć, że pasuje jak ulał do sytuacji w Unii Europejskiej, gdzie decydenci rzeczywiście, wydają się zadowoleni ze swoich kolejnych decyzji, ale społeczeństwa, gospodarka są w coraz gorszej kondycji.

Pominę teraz wszystkie kryzysy niszczące Wspólnotę, by wspomnieć tylko imigracyjny czy demograficzny, a skupię się na gospodarce ze szczególnym uwzględnieniem energetyki.

Dogmat o nienaruszalności polityki klimatycznej

Kilka lat temu Unia Europejska postanowiła po raz kolejny, ale teraz już tak naprawdę zdiagnozować, dlaczego jej gospodarka zaczyna przegrywać z USA i Chinami. Powstał raport sygnowany przez Mario Draghiego. Ekonomista, były premier Włoch, pracował w Banku Światowym, Europejskim Banku Centralnym wydawał się idealną osobą do takiej analizy. I trzeba przyznać, diagnoza była zasadniczo celna. Wśród najważniejszych problemów wymieniono:

► wysokie ceny energii,

► spadającą konkurencyjność europejskiego przemysłu,

► lukę technologiczną,

► rosnącą konkurencję ze strony Chin.

Draghi pisał wprost: europejskie firmy płacą za prąd 2–3 razy więcej niż konkurenci w USA i Chinach.

Tylko, że ta diagnoza też nie była do końca rzetelna. Bo Draghi, choć obdarzony dużymi kompetencjami, to jednak był ze środka establishmentu. A to elity unijne odpowiadają za obecne kłopoty gospodarcze UE. Dlatego gotowość na rzetelną dyskusję kończyła się na stwierdzeniu, że jest źle. Wskazanie prawdziwych przyczyn kryzysu przekraczało tolerancję elit na przyjmowanie prawdy. A w takiej sytuacji, jak można zaproponować skuteczną terapię? Autor raportu nie zakwestionował więc zasadniczego kierunku europejskiej polityki klimatycznej, absolutnie kluczowego źródła kryzysu. Przeciwnie – jednym z trzech filarów jego strategii uczynił „dekarbonizację i konkurencyjność”. Proponował nawet przyspieszenie transformacji energetycznej i jeszcze większe inwestycje w rytm wcześniejszych klimatycznie definiowanych wizji. Owszem, wskazywał na atom, sieci czy potrzebę obniżenia kosztów energii, ale wszystko to wpisane było w dogmat o nienaruszalności polityki klimatycznej. Czyli do leczenia choroby zaproponowano właściwie ten sam specyfik, który ją wywołał, może nieco inaczej opakowany i w innych dawkach.

Mario Draghi to rasowy eurokrata, były premier Włoch, prezes włoskiego banku centralnego i wreszcie wieloletni szef Europejskiego Banku Centralnego / autor: Pixabay
Mario Draghi to rasowy eurokrata, były premier Włoch, prezes włoskiego banku centralnego i wreszcie wieloletni szef Europejskiego Banku Centralnego / autor: Pixabay

Ideologia dyktuje zasady gospodarce

Bo problemem kluczowym Unii jest ideologia, która wpycha się w każdą dziedzinę funkcjonowania Wspólnoty. A wiele z nich zaczyna już porządkować według własnych założeń. Towarzyszy temu uwiąd elit, które nie są zdolne do powiedzenia nam, ale też sobie, prawdy. I produkuje takie na wpół udane raporty. Dziedziną, w której ideologia zaczęła definiować zasady jest gospodarka i energetyka. Bo choć od lat, choć mówimy o konkurencyjności, swobodach gospodarczych, efektywności to i tak na końcu dyskusji jest zamykający dyskusję argument, że musimy ratować planetę, że CO2. My Europa dajemy przykład całemu światu.

Oddaliśmy głos decydujący w gospodarkę i szczególnie energetyce ideologom. Nie jesteśmy więc zdolni skutecznie wdrożyć oczywistej zasady, że energia ma być dostępna, bezpieczna i możliwie tania dla obywateli oraz przemysłu. Unia niszczy własne przewagi konkurencyjne, choć za każdym razem mówi o programach mających tę konkurencyjność budować. Przypominają mi się stworki z filmu „Marsjanie atakują” Tima Burtona, które przyleciały na Ziemię z Marsa strzelały do wszystkich na swojej drodze, wołając równocześnie, że przylecieli w pokoju. Długo by wymieniać wszystkie demolujące energetykę i gospodarkę regulacje, ale wspomnę tylko o ETS, który jak w soczewce skupia opisywane problemy. I tak dobrze, że pozostawiono w spokoju energetykę jądrową. Może to efekt agresji Rosji na Ukrainę, może sprzeciwu Francji, ale przecież jeszcze niedawno atom był na celowniku „modernizatorów”.

Ponure paradoksy polityki energetycznej

Wspomniany kryzys elit był doskonale widoczny w pełnym hipokryzji tańcu wokół gazu ziemnego. Przez lata polityka europejska uderzała w węgiel i górnictwo, jako paliwa kopalne, jednocześnie przedstawiając gaz ziemny jako „paliwo przejściowe”. I tylko nienawistnicy z Polski zwracali uwagę, że dziwnym zbiegiem okoliczności było to zgodne z interesem Niemiec, które korzystały z preferencyjnych zasad importu z Rosji. Gaz ziemny z Rosji był tak bardzo „przejściowym” paliwem, że nawet zdecydowano się kłaść kolejne nitki gazociagu Nord Stream wyznaczając ich trasę w kompletnie nieopłacalnym modelu po dnie Bałtyku. Potrzebna była wojna, żeby ten absurd skutecznie zakwestionować. Dzięki REPowerEU Europa odchodzi od rosyjskiego gazu, choć czy mamy pewność, że do niego nie wróci?

Wysokie ceny energii zabijają konkurencyjność. Przedstawiciele europejskiego przemysłu mówią o tym już otwarcie. Ostatnio coraz częściej szefowie wielkich firm ostrzegali UE, że ceny energii hamują inwestycje i wypychają je poza Europę, przede wszystkim do USA i Chin. Równocześnie Europa uzależnia się od Chin w zakresie technologii, które mają ją od tego uzależnienia uwolnić. Kolejny paradoks unijnej polityki. Panele fotowoltaiczne, część łańcucha dostaw energetyki wiatrowej, baterie, komponenty – coraz więcej pochodzi z Państwa Środka. Teraz dochodzi do tego motoryzacja. Tylko ludzie mało przenikliwi nie dostrzegą, że polityka energetyczno-klimatyczna UE najpierw wepchnęła Europę w sieć zależności od rosyjskiego gazu, a potem zaczęła uzależniać od chińskich technologii służących transformacji energetycznej.

Unia niszczy fundamenty, na których zbudowała swoją potęgę

UE budowała swoją potęgę na konkurencyjności, względnie taniej i dostępnej energii, swobodzie gospodarczej, innowacyjności i ogromnym rynku. Dzisiaj sama podcina te fundamenty. Zamiast pozwalać przedsiębiorcom konkurować, mnoży regulacje. Zamiast zapewnić tanią energię i wykazać, że to nie jest niszczenie klimatu, podnosi się jej koszty i promuje dużo droższe rozwiązania obficie dotując środkami publicznymi. Zamiast budować przewagi technologiczne, coraz częściej importuje technologie potrzebne do własnej transformacji. Zamiast wspierać przemysł wypycha się go na inne kontynenty. Zamiast uchylić ETS mówi się o jego zbawiennych skutkach. Zamiast…

Raport Draghiego powinien być więc dla Brukseli sygnałem alarmowym. Mógłby się też stać podręcznikiem stopniowego wychodzenia z kryzysu. Mógłby, gdyby powstał z intencją powiedzenia całej prawdy o przyczynach. A tak jest wyłącznie alibi i protezą uczciwej debaty. Komisja Europejska lubi się na raport powoływać, a nawet deklaruje, że aż 90 proc. jej sztandarowych inicjatyw w ramach programu konkurencyjności jest bezpośrednio inspirowanych jego rekomendacjami. Czyli robimy z grubsza to samo, ale liczymy na inne efekty. Maksyma Alberta Einsteina wiecznie żywa. A skoro tak, to może za kolejne 10 lat, następny Draghi przygotuje nowy raport i znów elity będą mogły sobie pogratulować, że tak szczerze porozmawiały o problemach. Tylko, że mogą nie doczekać.

Przemysł już nie czeka, inwestycje uciekają, a europejski demos też może stracić cierpliwość. Bo coraz więcej osób żywi przekonanie, że największym problemem dla Unii i jej gospodarki nie są Chiny, Ameryka ani nawet Rosja, tylko obecne elity. Europa sama zafundowała sobie kłopoty i jak na razie, nie ma pomysłu, jak z nich wyjść. Ale cóż, chcącemu nie dziej się krzywda.

Paweł Przychodzeń, ekspert ds. energetyki, były wiceprezes PGNiG Termika

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Ceny gazu nas przygniotą

Koniec gotówki w Niemczech

Chiny drwią z UE i otwierają 85 bloków węglowych

»»Załamanie zdolności kredytowej – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych