Informacje
Polskie zboże może zostać w magazynach, jeśli nie będzie wyeksportowane w pierwszej kolejności. / autor: Pixabay
Polskie zboże może zostać w magazynach, jeśli nie będzie wyeksportowane w pierwszej kolejności. / autor: Pixabay

TYLKO U NAS

Alarm! Ukraińskie zboże znów zaleje Polskę i nasze porty?

Grzegorz Szafraniec

Grzegorz Szafraniec

Dziennikarz gospodarczy i publicysta z ponad 20-letnim doświadczeniem. Redaktor naczelny kilku uznanych miesięczników, głównie z sektora handlu i FMCG. Twórca największego portalu internetowego w sektorze retail – wiadomoscihandlowe.pl. Wydawca programów gospodarczych w TVP S.A. oraz Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2023 r.

  • Opublikowano: 13 sierpnia 2026, 22:05

    Aktualizacja: 13 sierpnia 2026, 22:07

  • Powiększ tekst

Ukraina znowu zaczyna topić się we własnym zbożu. To efekt intensywnych rosyjskich ataków na infrastrukturę portową nad Morzem Czarnym, które zmuszają Kijów do zwiększania przepustowości alternatywnych szlaków tranzytowych – przede wszystkim przez Polskę, z wykorzystaniem naszej infrastruktury drogowej, kolejowej czy portowej – oczywiście za darmo. Nasz kraj wprowadził co prawda jednostronne cła na produkty rolne zza wschodniej granicy, ale Bruksela coraz mocniej naciska na ich zniesienie.

Otwarcie granic oznaczałoby dla naszych rolników powtórkę z 2022 roku i wywołanie gigantycznego kryzysu na rynku rolno-spożywczym. Przeciwko takim zakusom rządzących protestowali dziś na przejściu granicznym w Dorohusku sympatycy PiS na czele z kandydatem na premiera, prof. Przemysławem Czarnkiem.

Nie ma zgody na scenariusz sprzed czterech lat

Póki co rozmowy prowadzone przez stronę ukraińską dotyczą przede wszystkim transportu przez Mołdawię i Rumunię oraz wykorzystania portów naddunajskich i infrastruktury kolejowej państw tego regionu. Nawet udrożnienie wspomnianych kanałów tranzytowych nie na wiele się zda, bo nie są one w stanie szybko zastąpić eksportu przez Morze Czarne. Według ukraińskich władz, ich możliwości mogą odpowiadać jedynie 50-55 proc. wolumenu obsługiwanego dotychczas przez główne porty morskie. W efekcie magazyny ze zbożem już zostały w znacznej części zapełnione, a żniwa nie są jeszcze nawet na półmetku.

Zabraknie miejsca dla 11 mln ton ziarna

Według informacji przekazanych przez stronę ukraińską agencji Reuters, łączne możliwości silosów wynoszą około 59 mln ton, a na koniec jesieni niedobór wolnej przestrzeni może sięgnąć około 11 mln ton. Wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Rolnictwa Samoobrona w woj. kujawsko-pomorskim, Marcin Wroński, w rozmowie z portalem agronews.com.pl, ostrzega, że jeżeli ukraińskie zboże zacznie szerokim strumieniem trafiać do Polski (rozsądek karze stwierdzić, że część zostanie dostarczona do krajów trzecich, a cześć „rozpłynie się” po całym kraju), może to ograniczyć możliwości sprzedaży krajowego ziarna i dodatkowo uderzyć w ceny skupu.

Kluczowy bój o przepustowość

Zdaniem związkowców z Samoobrony, jest to bardzo niekorzystna sytuacja dla naszych rolników, ponieważ jeżeli do takich porozumień dojdzie, to porty zamiast rozładowywać krajowy rynek z ubiegłorocznych nadwyżek, będą wysyłać nie polskie, tylko ukraińskie ziarno. I to do naszych naturalnych odbiorców, których zaopatrujemy od lat.

Problem nie musi polegać wyłącznie na fizycznym pozostaniu ukraińskiego ziarna nad Wisłą. Kluczowy może okazać się bój o przepustowość terminali, kolei, magazynów i portów. Jeżeli przegramy tą rywalizację, polskie zboże może zostać w magazynach. Taki scenariusz byłby szczególnie niebezpieczny bezpośrednio po żniwach, gdy większość rolników chce bez zbędnej zwłoki sprzedać części produkcji, żeby pozyskać środki na bieżącą działalność.

Cisza nad tą trumną?

Fachowców niepokoi przede wszystkim brak jasnej informacji dotyczącej wykorzystania przez Ukraińców polskiej infrastruktury. Czy polski rząd i ministerstwo rolnictwa przygotowują się na taką ewentualność, nie informując o niczym producentów rolnych?

Zastanawiające jest to, że strona ukraińska donosi o trwających intensywnych rozmowach z Polską o wykorzystaniu naszej infrastruktury kolejowej i portowej do tranzytu ich zboża, a u nas na ten temat cicho sza. Dlatego kwestia ewentualnego zwiększenia transportu przez Polskę wymaga przede wszystkim jasnego stanowiska polskich władz i określenia zasad, na jakich taki tranzyt miałby się odbywać.

W tle spór o embargo

Drugim problemem jest przyszłość polskiego zakazu importu części produktów rolnych z Ukrainy. Polska utrzymuje jednostronne ograniczenia obejmujące m.in. pszenicę, kukurydzę, rzepak i słonecznik. Komisja Europejska oczekuje wycofania krajowych ograniczeń stosowanych przez Polskę, Węgry i Słowację. W lipcu pojawiły się również sygnały, że przy braku porozumienia Komisja może rozważyć dalsze działania wobec państw utrzymujących jednostronne zakazy. W efekcie na rynku nakładają się dwa niezależne zagrożenia: presja na zwiększenie tranzytu ukraińskiego ziarna przez państwa UE oraz spór dotyczący możliwości jego bezpośredniego importu.

Pytanie o zasady

Dla polskich rolników kluczowe będzie więc nie samo pytanie, czy Polska pomoże Ukrainie w tranzycie, lecz na jakich zasadach miałoby się to odbywać i czy pierwszeństwo w wykorzystaniu krajowych portów oraz infrastruktury eksportowej będzie miało polskie zboże. Jeżeli tych zasad zabraknie, to konkurencja o porty i odbiorców może stać się kolejnym czynnikiem radykalnie pogarszającym sytuację na krajowym rynku zbóż.

Kijów chce od UE 220 mln euro wsparcia

Ukraiński rząd w przeciwieństwie do gabinetu Donalda Tuska, wie jak zatroszczyć się o własnych rolników. Właśnie zwrócił się do Komisji Europejskiej o 220 mln euro bezzwrotnego wsparcia dla małych i średnich gospodarstw. Pieniądze nie miałyby trafić bezpośrednio na rekompensaty za straty poniesione w wyniku zablokowania portów czarnomorskich, lecz na dopłaty do oprocentowania kredytów. Kijów argumentuje, że coraz poważniejsze problemy z eksportem pozbawiają rolników gotówki potrzebnej do prowadzenia bieżącej działalności i rozpoczęcia kolejnych zasiewów. Skala problemu jest duża. Ukraiński resort rolnictwa szacuje, że przy utrzymujących się ograniczeniach w funkcjonowaniu portów eksport produktów rolnych w roku marketingowym 2026/2027 może spaść z zakładanych 64,4 do około 29,6 mln ton. Szczególnie duże ryzyko dotyczy pszenicy, której sprzedaż za granicę mogłoby obniżyć się z blisko 17,6 do 8,3 mln ton.

Pieniądze muszą wracać do gospodarstw

Według ukraińskiego Ministerstwa Polityki Agrarnej i Żywności, sektor rolno-spożywczy może w ciągu roku uzyskać około 6,4 mld euro wpływów gotówkowych, podczas gdy koszty operacyjne mają sięgać około 11,2 mld euro. To pokazuje skalę potencjalnej luki finansowej. Do listopada wartość niesprzedanej produkcji może wzrosnąć do prawie 10,8 mld euro, a minimalne zapotrzebowanie ukraińskiego rolnictwa na kapitał obrotowy oszacowano na około 4 mld euro. I właśnie w uruchomieniu kredytów opiewających łącznie na tę ostatnią kwotę miałaby pomóc wspomniana bezzwrotna unijna pożyczka w wysokości 220 mln euro. Pozyskane finansowanie mogłoby zostać przeznaczone m.in. na wynagrodzenia, dzierżawę ziemi, magazynowanie i przygotowanie zbiorów oraz na kolejne prace polowe. Końcowe oprocentowanie dla gospodarstw nie powinno przekraczać 10 proc. rocznie.

Grzegorz Szafraniec

Źródła: agronews.com.pl, PAP, wPolsce24, reuters, gov.pl, gov.ua

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Ruszyła już „kula śnieżna długu”

Drogo, drożej, przejazd autostradą A2

Cyberskandal! Przestępcy mają połowę Polaków „na widelcu”

»»Drożeją napoje i pieczywo – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych