Informacje
Zamrożone inwestycje. Partacze, poślizg za poślizgiem, kolejne długi, wielkie kasowanie, pozostaną po nich ruiny / autor: Fratria
Zamrożone inwestycje. Partacze, poślizg za poślizgiem, kolejne długi, wielkie kasowanie, pozostaną po nich ruiny / autor: Fratria

Zamrożone inwestycje. "Nie trzeba rozkazów z Berlina"

Konrad Kołodziejski

Konrad Kołodziejski

publicysta tygodnika "Sieci" i portalu wPolityce.pl, redaktor telewizji wPolsce.pl

  • Opublikowano: 18 sierpnia 2026, 18:30

  • Powiększ tekst

Rząd Tuska nie ma żadnej strategii działania, a podejmowane decyzje – w tak ważnych sprawach jak CPK czy budowa elektrowni jądrowych – są najczęściej wypadkową doraźnych interesów ekipy sprawującej władzę. W rezultacie ambitne plany są kastrowane, a opóźnienia, cięcia i błędy uderzą w nas wszystkich.

To największa inwestycja w polską gospodarkę w historii nowożytnej Polski. To jest inwestycja, która gwarantuje nam, że transformacja energetyczna będzie gwarantowała znowu tym, którzy są w tym procesie najważniejsi, odbiorcom, tanią energię, bezpieczne dostawy energii. Będzie gwarantowała, że będziemy suwerenni energetycznie i będzie gwarantowała budowę nowego łańcucha dostaw”

  • tę niezborną wypowiedź wydusił z siebie minister energii Miłosz Motyka w trakcie uroczystości przekazania terenu pod budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w Choczewie.

To nie pierwszy i zapewne nie ostatni przypadek, gdy ministrowie obecnego rządu chwalą się sukcesami swoich poprzedników. Tak się bowiem składa, że dopiero za rządów PiS budowa elektrowni atomowej ruszyła z miejsca. Jedynym wkładem Tuska jest co najwyżej spowolnienie tej strategicznej inwestycji.

Warto przypomnieć, że Donald Tusk wracał do władzy w 2023 r. pod hasłem zatrzymania wielkich projektów modernizacyjnych poprzedniej ekipy. Gdy okazało się to zbyt kosztowne politycznie i wzbudziło społeczny opór (jak choćby w sprawie CPK), zmienił linię i zaczął mówić o „urealnianiu” planów. To „urealnianie” jest w rzeczywistości kastrowaniem ambitnych inwestycji, co odbywa się pod hasłem oszczędności budżetowych. Szef rządu uznał jednak, że ze względów politycznych lepiej będzie je kontynuować, nawet w bardzo okrojonej formie, aby potem przypisać sobie zasługi wielkiego modernizatora. Na tym polega nowa propaganda sukcesu.

Tusk chce w ten sposób przykryć fakt, że dotychczasowe dwa lata jego rządów to czas stopniowej degradacji państwa. Czy ktokolwiek jest bowiem w stanie wskazać przynajmniej jeden wielki projekt obecnego rządu? Coś na skalę CPK czy portów morskich na Bałtyku? Niczego takiego nie ma, więc Tuskowi nie pozostaje nic innego, niż bezczelnie podczepić się pod sukcesy poprzedników. Przy czym realizacja przejętych przez niego inwestycji idzie jak po grudzie.

Partacze

Elektrownia atomowa jest nam potrzebna „na wczoraj”. Rząd Morawieckiego, który opracował plan budowy elektrowni jądrowych, zakładał uruchomienie pierwszego bloku siłowni w 2033 r. Zakładano również, że w 2032 r. miała się rozpocząć budowa drugiej elektrowni. Dziś już wiemy, że nic z tego nie będzie. Zgodnie z obecnymi planami rozpoczęcie pracy pierwszego bloku jest planowane dopiero na 2036 r., a i tak są poważne wątpliwości, czy ten termin zostanie dotrzymany. Kwestia dotycząca drugiej siłowni pozostaje w powijakach i minister Motyka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, kiedy i gdzie zostanie zbudowana (o jej uruchomieniu nawet nie wspominając).

Podobnie jest w przypadku innej sztandarowej inwestycji pisowskich rządów, którą obecny gabinet pod wpływem społecznej presji zdecydował się kontynuować, choć robi to z widocznym ociąganiem i wyraźną niechęcią. Mowa oczywiście o CPK, znanym dziś jako Port Polska. Według pierwotnych planów nowe lotnisko miało powstać w 2028 r. i do 2035 r. osiągnąć przepustowość rzędu 40 mln pasażerów rocznie. Teraz, po trzyletniej zwłoce w budowie i zupełnym wywróceniu tej koncepcji, harmonogram się zmienił. Port Polska ma zostać uruchomiony z czteroletnim poślizgiem, za to od razu z roczną przepustowością zwiększoną do 44 mln pasażerów.

Jest to o tyle dziwne, że jednocześnie całkowicie wykastrowano komponent kolejowy lotniska, likwidując większość linii kolejowych, mających zasilać port lotniczy. W jaki sposób obecne władze chcą zapewnić tak wysoką liczbę pasażerów, nie wiadomo. Trudno uciec od podejrzeń, że mamy tu do czynienia z gigantyczną niekompetencją lub – co się zresztą nie wyklucza – z działaniami pozorowanymi.

Problem polega na tym, że mowa o strategicznych inwestycjach państwa, kosztujących miliardy złotych i źle się dzieje, jeżeli tego rodzaju przedsięwzięcia nadzorują przypadkowi dyletanci lub partyjni aparatczycy. Za ich partactwa wszyscy zapłacimy z własnej kieszeni

Cały artykuł dostępny dla subskrybentów tygodnika „Sieci”: Zamrożone inwestycje. Partacze, poślizg za poślizgiem, kolejne długi, wielkie kasowanie, pozostaną po nich ruiny

Konrad Kołodziejski, tygodnik „Sieci”

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych