Informacje

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

USA wyrzuca rosyjskich dyplomatów? "Nic nowego"

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 3 sierpnia 2021, 07:30

  • 0
  • Powiększ tekst

To nic nowego, że rosyjscy dyplomaci muszą ubiegać się o przedłużenie wiz po trzech latach pobytu w Stanach Zjednoczonych - powiedział w poniedziałek rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Ned Price w odpowiedzi na informację ambasadora Rosji w Waszyngtonie Anatolija Antonowa, że 24 dyplomatów rosyjskich zostało poproszonych o opuszczenie USA do 3 września.

Według Antonowa władze USA „bez wyjaśnienia przyczyn” zaczęły anulować wizy małżonków i dzieci dyplomatów. Ambasador stwierdził w wywiadzie, że powszechne są „opóźnienia w przedłużeniu wiz, które utraciły ważność”, i że celem tych opóźnień jest „usuwanie z kraju rosyjskich pracowników dyplomatycznych”.

Ned Price wyjaśnił, że Waszyngton nie używa wiz rosyjskich dyplomatów do jakiegokolwiek odwetu na Moskwie i dodał, że informacja rosyjskiego ambasadora „nie była dokładna”. Podkreślił, że rosyjscy dyplomaci „mogą ubiegać się o przedłużenie” swoich wiz i takie „wnioski są rozpatrywane indywidualnie dla każdego przypadku”.

Price nie kwestionował faktu, że rosyjscy dyplomaci będą musieli opuścić Stany Zjednoczone, jeśli ich wizy nie zostaną przedłużone, ale dodał, iż to „nic nowego”, że Rosjanie muszą ubiegać się o przedłużenie wiz po trzech latach ich pobytu w USA. „Zastrzegamy sobie prawo do podjęcia odpowiednich działań w odpowiedzi na działania Rosji” – powiedział Price podczas regularnego briefingu w poniedziałek.

W kwietniu br. władze w Moskwie zakazały placówkom dyplomatycznym USA w Rosji zatrudniania obywateli rosyjskich. 30 lipca sekretarz stanu USA Antony Blinken powiedział, że ta decyzja poważnie się odbije na pracy przedstawicielstw USA w Rosji. USA będą musiały zwolnić 182 miejscowych pracowników zatrudnionych w Moskwie, Władywostoku i Jekaterynburgu - wyjaśnił Blinken.

PAP/ as/

Powiązane tematy

Komentarze