KOMENTARZ
Donald ściemnia, publika kipi
Gdy Donald Tusk zapowiada obniżanie podatków, zawsze trzeba się trzymać za portfel. Wiadomo przecież, ze celem zamieszania jest dobranie się do naszych pieniędzy, bo rządowi brakuje na wszystko.
Najnowsze dane o konsumpcji w lipcu pokazują, że Polacy wydają coraz ostrożniej. Co prawda sprzedaż detaliczna wzrosła rok do roku o 3,9 proc., ale czerwcowym skoku ekonomiści spodziewali się lepszych wyników. Choć największy wpływ na ochłodzenie nastrojów miały oczywiście wysokie ceny paliw, czyli czynnik, na który Polska nie ma wpływu, to jednak słychać pomruk niezadowolenia i obawy. Może to być przecież zapowiedź większego spowolnienia, które widzimy na przykład w Niemczech.
Obniżka czyli podwyżka
Na ożywienie koniunktury najlepiej działa jeden bodziec – więcej pieniędzy w kieszeniach obywateli. Pozornie ten właśnie krok wykonuje rząd Donalda Tuska ogłaszając obniżkę stawek podatkowych. W rzeczywistości to jednak tylko zwykła ściema. Przyjrzyjmy się temu krok po kroku. Pierwszy próg podatkowy wysokości 120 tys. złotych został wprowadzony w 2022 roku. Miał to być impuls dla wychodzącej z pandemii COVID gospodarki, ale zaraz wybuchła wojna i rozpoczął się kryzys paliwowy. Wysoka inflacja zjadała efekt, jaki zamierzał osiągnąć rząd. Polacy poczuli, że muszą oszczędzać. Od tamtego czasu skumulowana inflacja do końca 2026 roku sięgnie około 40 proc. Oznacza to, że aby utrzymać realny poziom obciążeń podatkowych Polaków pierwszy próg podatkowy należałoby podnieść do 168-170 tys. zł. W takim przypadku można by jedynie mówić o zachowaniu status quo wobec roku 2022.
»» O realnych stratach podatników czytaj tutaj:
Nowy próg PIT nie rekompensuje nawet połowy strat podatników
Zamiast tego premier wraz z ministrem finansów Andrzejem Domańskim z dumą proponują podniesienie pierwszego progu do 130 tys. zł oraz wprowadzenie drugiego progu dla osób zarabiających 130-150 tys. zł rocznie. W rzeczywistości oznacza to więc, że rząd nie tylko nie obniża podatków – oczywiście wobec roku 2022, gdy obecny próg został wprowadzony – ale dodatkowo obciąża tych, którym przez te cztery lata udało się uzyskać podwyżki pensji jedynie neutralizujące skutki inflacji. W tym czasie średnia pensja w naszym kraju wzrosła nominalnie o blisko 50 proc.
W rzeczywistości nie mamy więc żadnego obniżania podatków, a jedynie chwile spowolnienie ich podnoszenia. Jak bańka mydlana pękły już przecież zapowiedzi o wyższej kwocie wolnej, która miała obowiązywać już od 2024 roku.
On przecież nie kłamie
Oczywiście większość Polaków potrafi liczyć, więc szybko wychwyci, że cała ta zmiana podatkowa to jedynie zasłona dymna wokół sięgania głębiej do ich kieszeni. Najgłośniej krzyczą jednak ci, którzy wierzą, że premier mówi prawdę. Zapewniał przecież, że się gospodarce zna, bo kiedyś już był premierem. Jakby zapomnieli, że by ratować swoją skórę rąbnął Polakom ich oszczędności zdeponowane w OFE.
Mariusz Staniszewski, redaktor naczelny wGospodarce.pl
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Przetarg na pociągi dużych prędkości: finałowa czwórka
Kierunek zmian cen na stacjach tylko jeden
Dlaczego nie należy przyjmować euro?
»»Tusk i Czarzasty pójdą razem? – oglądaj „Salon Dziennikarski” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.