RAPORT
Pierwsze oznaki otrzeźwienia
Aby przemysł nie uciekał z Unii Europejskiej energia elektryczna musi potanieć. Na razie nie zanosi się na odejście od szaleńczej polityki klimatyczno-energetycznej, która winduje ceny, ale pojawiają się jaskółki zmian. Na razie prowizorycznych, ale to i tak dużo.
W październiku w Parlament Europejski ma przegłosować przepisy, które umożliwią przyznawanie państwom członkowskim dodatkowych darmowych certyfikatów na emisję CO2. Dzięki temu przemysł europejski, przede wszystkim energochłonny, może zyskać nieco oddechu, gdyż rozwiązanie to obniży koszty funkcjonowania wielkich przedsiębiorstw.
Sześć miliardów euro oszczędności
Pod naciskiem państw członkowskich Komisja Europejska zaproponowała przyznanie około 88 milionów darmowych uprawnień w latach 2026–2030. Dla przemysły oznacza to o koło 6 miliardów euro oszczędności. Jednak przedstawiciele krajów należących do Unii Europejskiej wymusili dorzucenie dodatkowych 33 miliony uprawnień, które wcześniej nie zostały wykorzystane. W sumie chodzi więc o około 121 milionów uprawnień dla przemysłu. Duża część z nich może trafić do polskich firm, obniżając ich koszty energii w przypadku elektrowni, ciepła w przypadku elektrociepłowni czy stali, gdy uprawnienia trafią do hut.
W listopadzie – jeśli w przyszłym miesiącu dokument przyjmie PE – Komisja Europejska rozpocznie negocjacje w poszczególnymi państwami. Te mogą być jednak żmudne. Projekt oparły m.in. Polska, Niemcy i Francja, ale od głosu wstrzymały się Włochy, które domagały włączenia do darmowych uprawnień dodatkowej gałęzi przemysłu. Zwiększeniem ilości darmowych uprawnień mogą nie być zainteresowane np. Dania i Hiszpania, które obecnie zarabiają na systemie ETS, sprzedając swoje uprawnienia.
Jeśli jednak nowe regulacje zostaną przyjęte w proponowanym kształcie, to do 2030 roku darmowe uprawnienia będą pokrywały 78 proc. emisji objętej systemem ETS. Dziś 43 proc. uprawnień trafia wprost do przemysłu za darmo. Istotniejsze jest jednak pozostałe 57 proc., które sprzedawane jest na aukcjach. I to właśnie one najbardziej widują ceny energii.
Rządy nie czekają
Kraje członkowskie zdają sobie jednak sprawę z tego, że unijne rozwiązania mogą nie wejść w życie o czasie, a poza tym mogą się okazać niewystarczające.
Niemiecki rząd uruchomił program obniżenia kosztów energii dla przemysłu energochłonnego. W skrócie polega on na ustaleniu limitu cen prądu dla przemysłu. Jeśli rzeczywisty koszt wytworzenie energii będzie wyższy, różnicę dopłaca państwo. Zgodnie z unijnymi przepisami subwencja nie może przekraczać 50 proc. ceny prądu oraz 50 proc. energii dostarczanej do przemysłu. Pakiet jest wart 3,8 mld euro.
Na jeszcze bardziej śmiały krok zdecydowała się premier Włoch Giorgia Meloni. Z rachunków za prąd dla obywateli i dużej części przedsiębiorstw usunęła koszt ETS, który w rzeczywistości pokrywa państwo. Oznacza to dla włoskiego budżetu koszt około 3 mld euro.
Polski rząd nad programem obniżenia cen energii pracuje od dwóch lat, ale na razie nie widać skutków.
Mariusz Staniszewski
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Von der Leyen sztywno trzyma się Zielonego Ładu
Uważaj! Oni wyłudzają pieniądze
Toaleta dla klientów w każdym większym sklepie!?
»»Bunt twórców sztucznej inteligencji – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.