Analizy
Największy samochodowiec świata koncernu BYD (na 7 tys. pojazdów) największy był jeszcze 2 miesiące temu. Do dziś zdetronizowało go już kolejnych 9 „największych samochodowców świata”. / autor: BYD
Największy samochodowiec świata koncernu BYD (na 7 tys. pojazdów) największy był jeszcze 2 miesiące temu. Do dziś zdetronizowało go już kolejnych 9 „największych samochodowców świata”. / autor: BYD

TYLKO U NAS

Nadciąga rewolucja w dziedzinie elektromobilności! Wyniesie Chiny na pozycję globalnego dominatora

Grzegorz Szafraniec

Grzegorz Szafraniec

Dziennikarz gospodarczy i publicysta z ponad 20-letnim doświadczeniem. Redaktor naczelny kilku uznanych miesięczników, głównie z sektora handlu i FMCG. Twórca największego portalu internetowego w sektorze retail – wiadomoscihandlowe.pl. Wydawca programów gospodarczych w TVP S.A. oraz Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2023 r.

  • Opublikowano: 10 lipca 2026, 18:27

  • Powiększ tekst

Chińczycy dokręcają śrubę na własnym rynku, a producenci elektryków zmagają się z problemami, jakich Europa nigdy nie doświadczyła. Jednocześnie tuzy branży samochodowej z Państwa Środka kończą prace nad nowymi rozwiązaniami dotyczącymi przede wszystkim z pojemności i żywotności akumulatorów. Gdy skończą, Chiny będą mieć wszystkie karty w ręku do przeprowadzenia kolejnej rewolucji, która wyniesie na piedestał elektryki nowej generacji dotyczy to zarówno samochodów elektrycznych, jak i hybrydowych. Czy skorzysta na tym statystyczny kierowca w Europie? Niewykluczone, choć tanio to już było…

Po chińskich drogach jeździ już ponad 43 mln zelektryfikowanych pojazdów, a więc w pełni elektrycznych i hybrydowych. Analitycy Jato Dynamics szacują, że do końca grudnia z linii produkcyjnych zjedzie kolejnych 20 milionów takich aut. Mniej więcej połowa z nich znajdzie nabywców zagranicą. Znane zachodnie marki w zasadzie straciły Chiny jako rynek zbytu na rzecz lokalnych producentów, zaś te, które jeszcze się nie poddały, dołują – w przypadku niektórych spadki sprzedaży sięgają nawet kilkudziesięciu procent miesięcznie.

Eksport: 1 150 000 samochodów w trzy miesiące

Również 2026 rok Chińczycy rozpoczęli z przytupem. W pierwszym kwartale sprzedaż zagraniczna zwiększyła się aż o 51 proc. Wedle danych z 86 rynków świata, eksport chińskich samochodów sięgnął już 1,15 mln egz. Najwięcej, bo aż 285 tys. trafiło do Europy (rozumianej jako UE, kraje z Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Handlu EFTA i Wielka Brytania), co oznacza wzrost o rekordowe 88 proc. W gronie kluczowych rynków wciąż utrzymuje się Federacja Rosyjska (ponad 156 tys. sztuk). Ostatnie miejsce na podium zajmuje Brazylia (ponad 84 tys. egz.).

Samochody potrzebują… samochodowców

Na początku postawiliśmy tezę, że „producenci elektryków muszą zmagać się z problemami, jakich Europa nigdy nie doświadczyła”. Ich źródło jest tak samo kuriozalne, co niespotykane. Mowa bowiem o deficycie specjalistycznych statków do transportu samochodów. Zapotrzebowanie na nie jest tak duże, że niektóre koncerny (np. BYD czy Geely) zainwestowały ogromne środki w budowę własnej floty. BYD już jesienią 2025 roku skompletował flotę ośmiu samochodowców i osiągnął zdolność przewozową na poziomie ponad miliona samochodów rocznie. Miejscowy przemysł stoczniowy cały czas się rozwija. Na początku lipca br. do klienta w Kantonie dostarczono jeden z największych samochodowców świata, mogący zabrać na pokład 10,8 tys. pojazdów osobowych i ciężarowych). Możliwości transportowe używanych wcześniej pełnomorskich transportowych kolosów wynosiły „tylko” 7 tys. aut. Chiński przemysł stoczniowy nie zasypia jednak gruszek w popiele i już kilka dni temu w stoczni w Kantonie ruszył na podbój mórz i oceanów kolejny pełnoskalowy samochodowiec.

Własny rynek niczym poligon

Znamienne, że przy tak imponującym tempie wzrostu Chiny jednocześnie przykręcają śrubę na własnym rynku. Od 1 lipca obowiązują tam bowiem nowe najsurowsze na świecie normy w zakresie bezpieczeństwa akumulatorów i samych pojazdów. Nowy standard stanowi ogromne wyzwanie nie tylko dla słabszych chińskich producentów aut na krajowym rynku. To również wyzwanie dla zachodniego przemysłu, gdyż nikt poza Chinami nie wdrożył jeszcze aż tak rygorystycznych norm.

Bardzo ostre normy bezpieczeństwa

Co zmienia się już od lipca 2026 r.? Zgodnie z nowym standardami, akumulator musi wytrzymać co najmniej dwie godziny zanim dojdzie do pożaru czy eksplozji po odnotowaniu niekontrolowanego wzrostu temperatury. Co więcej, konstrukcja powinna wytrzymać próbę trzech uderzeń (stalowa kula 30 mm), a także wielokrotne próby szybkiego ładowania (po 300 cyklach nie może dojść do zapłonu czy wybuchu). Wymagane jest także dodatkowe zabezpieczenie w postaci mechanicznego wyłącznika, dzięki któremu następuje fizyczne odłączenie akumulatora od instalacji wysokiego napięcia.

Tu zaszła zmiana: gigant chce wyższych marż

Dlaczego Chiny położyły aż tak duży nacisk na wysoką jakość, innowacje i technologiczną samowystarczalność. Zgodnie z wytycznymi partii, gigant, jakim Państwo Środka niewątpliwie stało się na wielu polach, nie powinien już interesować się masową produkcją dóbr sprzedawanych z niskimi marżami. Zamiast tego stawia na bardziej zaawansowaną technologicznie ofertę i na wyższy zysk.

Zachód musi pogodzić się z tym, że Chiny nie chcą już być fabryką tanich rzeczy dla całego świata

Ucieczka do przodu

Surowe normy to najprostszy sposób na wyeliminowanie z rynku najgorszych jakościowo ogniw (i związanej z tym dużej konkurencji cenowej), uporządkowanie branży recyklingu akumulatorów pozyskanych z aut wycofanych z eksploatacji i znaczne ograniczenie ryzyka pożarów (choć i tak wciąż częściej dochodzi do pożarów aut spalinowych niż elektrycznych). To również przemeblowanie technologiczne. W kwestii bezpieczeństwa lepiej wypadają ogniwa litowo-żelazowo-fosforanowe (LPP). Na ich tle popularne na świecie akumulatory NMC (powszechnie stosowane w samochodach elektrycznych m.in. na rynku europejskim) mocno tracą na atrakcyjności. Absolutnie poza zasięgiem konkurencji są bezmodułowe baterie litowo-żelazowo-fosforanowe (LFP) – poza zasięgiem, nie tylko ze względu na brak dostępu do nowej technologii, ale również kilku komponentów niezbędnych do  stworzona akumulatorów. Nie trzeba dodawać, że jedynym krajem, który ma do nich dostęp są Chiny…

Akumulator BYD Blade wykonany w przełomowej technologii LFP. / autor: BYD
Akumulator BYD Blade wykonany w przełomowej technologii LFP. / autor: BYD

Cel: maksymalnie uzależnić i odizolować kontrahentów

Nowy standard znacząco wpływa na ofertę samochodów dostępnych w Chinach. Z perspektywy zachodnich koncernów może wiązać się z jeszcze większą zależnością od chińskich dostawców. W nieodległej perspektywie technologia LFP stanie się dominująca również w Europie.

Będzie drożej, dużo drożej _

Trudno nie wspomnieć o kosztach. Spełnienie rygorystycznych kryteriów z pewnością wpłynie na ceny akumulatorów, a tym samym całych gotowych samochodów. Co więcej, obejmie to nie tylko modele elektryczne, ale także hybrydy (szczególnie wersje plug-in, w których rosną pojemności montowanych baterii). Zdaniem analityków, nowe wymagania odmienią również rynek pojazdów używanych. Samochody spełniające najnowsze normy powinny wyróżniać się niższym spadkiem wartości, co znajdzie swoje odzwierciedlenie chociażby przy szacowaniu składek przez towarzystwa ubezpieczeniowe.

Nowa odsłona wojny cenowej?

Otwartą kwestią pozostaje wpływ nowych przepisy na wojnę cenową i ostrą rywalizację pomiędzy koncernami. W Chinach jest ona aż tak zażarta, że pojawiają się pierwsze oferty dożywotniej gwarancji na akumulator. Pionierem jest koncern Chery, która zapewnia, że w przypadku wystąpienia uszkodzenia termicznego czy innej wady fabrycznej baterii (o ile nie przyczynił się do tego użytkownik) cały samochód będzie wymieniony na nowy.

Grzegorz Szafraniec

Źródło: Jato Dynamics, moto.pl, BYD

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych