Informacje
Dzięki publicystyce dr. Marcina Zarzeckiego nadarza się okazja, by poznać mechanizmy, które pozwalają rządzącym maskować rzeczywisty koszt państwa / autor: Fratria / AS +  Andrzej Wiktor
Dzięki publicystyce dr. Marcina Zarzeckiego nadarza się okazja, by poznać mechanizmy, które pozwalają rządzącym maskować rzeczywisty koszt państwa / autor: Fratria / AS + Andrzej Wiktor

TYLKO U NAS

Sztuczki iluzjonisty – jak rząd sprzedaje sukces gospodarczy

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 14 września 2026, 18:15

  • Powiększ tekst

Gdy socjolog, ekonometryk, członek Rady Polityki Pieniężnej oraz kierownik Zakładu Metodologii Badań Społecznych i Statystyki na Wydziale Społeczno-Ekonomicznym UKSW w Warszawie, bierze się za wiwisekcję kondycji polskich finansów publicznych, wiedzcie, że nadarza się okazja, by poznać mechanizmy, które pozwalają rządzącym maskować rzeczywisty koszt państwa. Na łamach portalu i miesięcznika „Wszystko Co Najważniejsze” ukazał się ciekawy artykuł dr. Marcina Zarzeckiego „Państwo, które ukrywa rachunek. Anatomia polskiej iluzji fiskalnej”.

Punktem wyjścia rozważań Zarzeckiego jest koncepcja sformułowana w 1903 roku przez włoskiego ekonomistę Amilcare Puvianiego w dziele „Teoria della illusione finanziaria”. Puviani opisał zestaw technik, za sprawą których obywatele postrzegają ciężar danin i wydatków państwa jako znacznie mniejszy, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Jak diagnozuje autor, współczesna Polska stała się wręcz laboratorium tej teorii.

Najbardziej skuteczny podatek to niekoniecznie podatek niski. Bywa nim podatek, którego podatnik nie widzi. Najłatwiejszy politycznie wydatek nie jest zaś tym, na który społeczeństwo zgodziłoby się po poznaniu pełnego kosztu, lecz tym, którego rachunek można przesunąć w czasie, rozproszyć między miliony ludzi albo ukryć w cenach, składkach i przyszłych zobowiązaniach”.

Zjawisko to doskonale ilustruje zderzenie teraźniejszości z odroczoną przyszłością. Zarzecki zestawia moment wypłaty trzynastej emerytury ze sprzedażą przez Ministerstwo Finansów obligacji dziesięcioletnich, które będą musiały zostać wykupione w 2036 roku przez dzisiejszych uczniów szkół podstawowych. Podczas gdy emeryt widzi konkretny przelew, dziecko nie ma pojęcia o podpisanym w jego imieniu wekslu, a między tymi dwoma obrazami rozgrywa się cała polska polityka fiskalna.

Liczby bez znieczulenia

Ponieważ przeciętny odbiorca nie operuje pojęciem miliardów, traktując je jako abstrakcyjne „bardzo dużo”, autor tekstu nadaje liczbom realny mianownik. O przywołuje szacunkowe dane Ministerstwa Finansów po siedmiu miesiącach tego roku. Przy dochodach na poziomie 333,9 mld zł i wydatkach sięgających 475,0 mld zł, deficyt wyniósł aż 141,1 mld zł. Oznacza to, że państwo wydało w tym okresie o ponad 141 mld zł więcej, niż zdołało zebrać, co przekłada się na lukę rzędu ponad 42 zł na każde 100 zł dochodów i blisko 30 zł na każde 100 zł wydatków. W ujęciu czysto ilustracyjnym deficyt narastał przeciętnie o około 666 mln zł dziennie, 27,7 mln zł na godzinę oraz 462 tys. zł na minutę.

Jeszcze bardziej wymowny jest koszt samej obsługi zadłużenia Skarbu Państwa, który w ciągu siedmiu miesięcy pochłonął 46,6 mld zł, notując wzrost o 7,6 mld zł rok do roku. Aby unaocznić tę kwotę, publicysta porównuje ją z rocznym budżetem Warszawy, zaplanowanym na cały 2026 rok na poziomie nieco ponad 32 mld zł. Najbogatsza polska metropolia finansuje z tego szkoły, metro, tramwaje i szpitale dla niemal dwóch milionów mieszkańców, tymczasem państwo w niewiele ponad pół roku przeznaczyło na same odsetki i dyskonto od wcześniej zaciągniętego długu prawie półtora raza więcej.

Kolejny rok rysuje się w jeszcze ciemniejszych barwach. Przyjęty przez rząd projekt budżetu na 2027 rok zakłada dochody na poziomie 695,0 mld zł, wydatki rzędu 977,6 mld zł oraz rekordowy deficyt nie większy niż 282,6 mld zł. W praktyce oznacza to, że na każde 100 zł dochodów przypadać ma około 141 zł wydatków, a niemal 29 zł z każdych wydanych 100 zł nie znajdzie pokrycia w bieżących wpływach do kasy państwa. Maksymalny deficyt przekroczy 40 procent planowanych dochodów, co przy równomiernym rozłożeniu dawałoby dziurę narastającą w tempie około 774 mln zł dziennie, 32,3 mln zł na godzinę i blisko 538 tys. zł na minutę.

Obronność, czyli sztuczka iluzjonisty

Dr Marcin Zarzecki wprost rozprawia się z dwoma powszechnymi argumentami obozu rządzącego, służącymi uspokajaniu nastrojów:

►tezą, że wysoki deficyt to wyłącznie koszt koniecznych zbrojeń, oraz

►twierdzeniem, że relacja długu do PKB w Polsce wciąż wypada korzystnie na tle krajów Europy Zachodniej.

Oba te argumenty uznaje za podręcznikowe przykłady iluzji fiskalnej.

Jak wylicza, planowane wydatki na obronność wraz z Funduszem Wsparcia Sił Zbrojnych mają sięgnąć 198,1 mld zł (4,51 proc. PKB), a nakłady na ochronę zdrowia wyniosą 274,1 mld zł. Obok nich utrzymane zostają program 800+, trzynaste i czternaste emerytury, renta wdowia oraz pozostałe transfery socjalne. Choć wydatki obronne odpowiadają za około 70 procent maksymalnego deficytu na 2027 rok, nie wyczerpują go w całości. Pozostałe kilkadziesiąt miliardów złotych to bieżące transfery i funkcjonowanie aparatu państwowego finansowane długiem. Autor nazywa to klasycznym zabiegiem iluzjonisty, polegającym na skupieniu uwagi widowni wyłącznie na jednej dłoni i przedstawianiu części rachunku jako uzasadnienia całości.

Równie złudne okazuje się porównywanie polskiego wskaźnika zadłużenia z Francją, Włochami czy Grecją. Podczas gdy Francja dochodziła do długu rzędu 100 proc. PKB przez całe dekady, Polska w zaledwie trzy lata – między 2023 rokiem a pierwszym kwartałem 2026 roku – zwiększyła zadłużenie o ponad dwanaście punktów procentowych, z 49,5 do 61,6 proc. PKB. Ponadto, według danych Eurostatu, nasz kraj znajduje się w czołówce państw Unii Europejskiej o najwyższym koszcie obsługi długu. Zestawienia z Europą Zachodnią tracą więc rację bytu w momencie, gdy rynki finansowe przestają pytać o bezwzględny poziom zadłużenia, a zaczynają brać pod uwagę dynamikę i kierunek zmian.

Dlaczego nie protestujemy?

Artykuł przynosi dogłębną odpowiedź na pytanie, z jakiego powodu gigantyczny deficyt nie wyprowadza Polaków na ulice?. Kluczem okazuje się zjawisko określone przez autora mianem politycznej technologii czasu.

Deficyt pozwala na rozerwanie więzi między momentem konsumowania korzyści a chwilą poniesienia jej pełnego kosztu. Wyborca otrzymuje świadczenie tu i teraz, podczas gdy rachunek zostaje odroczony i rozproszony na całe społeczeństwo, w tym na przyszłe pokolenia. Podatek jest odbierany boleśnie i osobiście, natomiast wielomiliardowy deficyt jawi się jako pojęcie bezosobowe i abstrakcyjne.

Mechanizm ten dopełnia teoria wyboru publicznego: zjawisko skoncentrowanych korzyści i rozproszonych kosztów oraz racjonalna ignorancja wyborcy. Obywatel ma silny interes w tym, by zauważyć 800 zł wpływu na konto, emeryturę czy zakup czołgu K2, ale nie ma motywacji, by badać skomplikowaną architekturę długu, która posłużyła do sfinansowania tych celów. Państwo personalizuje świadczenie, lecz kolektywizuje rachunek.

Współczesna demokracja medialna dodatkowo premiuje to, co widowiskowe. Rządzący mogą przeciąć wstęgę na otwarciu nowej drogi lub zorganizować konferencję o nowym programie społecznym, nie da się jednak zbudować widowiska wokół zaniechania wydatku czy obniżenia zadłużenia. Korzyść ma konkretną twarz, podczas gdy stabilność finansowa jest jedynie nudnym arkuszem kalkulacyjnym. Sytuację pogarsza instytucjonalna fragmentaryzacja: mnożenie funduszy celowych, różnice między metodologią krajową a unijną czy skomplikowane reguły wydatkowe sprawiają, że obywatel traci możliwość oceny faktycznej skali zobowiązań państwa.

Kiedy iluzja zamienia się w kryzys

Marcin Zarzecki zaznacza, że sam deficyt nie jest z definicji błędem – państwo musi zachować elastyczność zadłużania się w obliczu wojny, recesji czy budowy wieloletniej infrastruktury. Niebezpieczeństwo zaczyna się jednak wtedy, gdy stan wyjątkowy przekształca się w trwałą normę, a z pożyczonych środków finansuje się bieżącą konsumpcję, nie tworząc przyszłych strumieni korzyści.

Największe ryzyko iluzji fiskalnej tkwi w fakcie, że może ona przez długi czas harmonijnie współistnieć ze wzrostem gospodarczym. Dopóki rosną pensje, PKB i zatrudnienie, problem wydaje się czysto teoretyczny. Kryzys nie wybucha jednak w momencie zaciągnięcia pierwszego nadmiernego długu, lecz wówczas, gdy załamaniu ulegają koniunktura, demografia, koszt odsetek lub zaufanie inwestorów. Wtedy wychodzi na jaw, że sztywna struktura wydatków nie daje się łatwo zredukować, a na reakcję jest już za późno.

„Największe niebezpieczeństwo iluzji fiskalnej polega bowiem na tym, że przez długi czas może ona współistnieć z dobrą koniunkturą. […] Kryzys fiskalny rzadko zaczyna się jednak w chwili, w której społeczeństwo po raz pierwszy zaciąga zbyt duże zobowiązanie. Zaczyna się wtedy, gdy zmienia się cena finansowania, tempo wzrostu, demografia albo zaufanie inwestorów i nagle okazuje się, że struktura wydatków jest znacznie mniej elastyczna niż struktura dochodów.”

Antidotum?

Zarzecki apeluje o zerwanie z polityczną iluzją i oparcie polityki fiskalnej na bezwzględnej jawności. Obywatel powinien wiedzieć nie tylko, jakie środki zostaną wydane na transfery czy armię, ale także jaka ich część nie ma pokrycia w podatkach i ile wynosi koszt obsługi wcześniej podjętych decyzji.

W realiach projektu budżetu na 2027 rok, gdzie niemal co trzecia wydawana złotówka pochodzi z długu, przejrzystość staje się warunkiem elementarnej uczciwości wobec podatników.

W finansach publicznych nie istnieje darmowy obiad. Istnieją tylko odroczone w czasie rachunki z odsetkami” – konstatuje członek Rady Polityki Pieniężnej.

Polecamy cały artykuł dr. Marcina Zarzeckiego „Państwo, które ukrywa rachunek. Anatomia polskiej iluzji fiskalnej” dostępny na stronie - https://wszystkoconajwazniejsze.pl/iluzja-fiskalna-polska-deficyt-budzetowy-2027/

(mac)/Zespół wGospodarce.pl

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Krzysztof Pawiński: rachunek za system kaucyjny zapłacą i przedsiębiorcy, i konsumenci

Wstydzą się, że głosowali na Trzaskowskiego

Unia zmierza ku przepaści

»»Europoseł Bogdan Rzońca: Unia ukrywa prawdziwy stan długu– oglądaj „RH+ Rozmowy Czarneckiego” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych