Włochy i Czechy jednoczą siły przeciw ETS
Giorgia Meloni i Andrej Babiš będą próbowali przekonać innych szefów rządów unijnych do dalszego złagodzenia podatku od emisji CO2 i odroczenia o kilka lat planu obciążenia nim transportu i ciepłownictwa. I to już na najbliższym szczycie unijnym – w połowie. Ale czy zyskają przychylność polskiego rządu?
Czechy, Słowacja, Włochy i wcześniej Węgry rządzone przez Wiktora Orbana to były główne kraje, które najostrzej w ostatnich latach krytykowały kontrowersyjny system handlu emisjami czyli główne narzędzie realizacji unijnej polityki klimatycznej, gdyż jako parapodatek ma wymusić transformację i przejście na czyste technologie..
O ile obecnie obciąża głównie przemysł ciężki i energetykę, a gospodarstwa domowe pośrednio (bo płacą drożej za prąd), o tyle już od 2028 roku jako ETS2 bezpośrednio podniesie ich rachunki za paliwo do samochodów i ogrzewanie węglem, gazem i olejem opałowym. Wprawdzie władze unijne zaproponowały reformę już działającego EU ETS, jednak może – w opinii ekspertów i części polityków oraz przedstawicieli przemysłu – nie przyniesie spodziewanych skutków czyli obniżki kosztów energii w gospodarce. Pogląd ten podzielają premierzy Włoch Giorgia Meloni i Czech Andrej Babiš, którzy dziś potykają się w Pradze. A według źródeł agencji Reuters, szykują postulaty na najbliższa Radę UE (czyli szczyt przywódców) zaplanowana na 16 października właśnie w sprawie reformy obecnego EU ETS i dalszego opóźnienia wejścia w życie ETS2, który obejmie transport i ciepłownictwo. Spotkanie odbywa się zaledwie w kilka dni po tym, jak czeskie media (i portal Carbon Pulse) poinformowały o tym, że Babiš będzie domagał się na unijnym forum opóźnienia ETS2 do co najmniej 2030 roku. Także wcześniej wielokrotnie ostro krytykował skutki handlu emisjami dla czeskiego przemysłu i koszty z tym związane oszacował na 6,5 mld euro w ciągu ostatnich kilku lat.
Natomiast w ubiegłym tygodniu media (Montel) informowały wręcz, że rząd włoski określa system handlu emisjami mianem „diabelskiego mechanizmu” i w pełni popiera żądania rodzimego przemysłu, by został w ogóle tymczasowo zawieszony.
Ale władze Włoch i Czech musiałyby zbudować naprawdę silną koalicję krajów, by faktycznie doprowadzić do ograniczenia stosowania systemu handlu emisjami. Tymczasem, choć reformę zaproponowaną przez Komisję Europejska wspiera ponad 10 państw, choć częściowo różnią się w ocenie co do szczegółów, to jednak o nawet tymczasowym zawieszeniu nie ma praktycznie mowy. Gdyż oznaczałoby to poważny wyłom w całej, budowanej od ponad dekady unijnej strategii walki z globalnym ociepleniem. Na dodatek reformę popierają Niemcy i Francja, ale praktycznie nie ma szans, by obecne rządy tych krajów zgodziły się nawet na krótkotrwałe zablokowanie ETS. Poza tym „po drugiej stronie barykady” są kraje skandynawskie oraz Hiszpania, Holandia i Dania, które preferują ekopolitykę i w dużej mierze bazują odnawialnych źródłach, a dla ich obywateli ETS2 nie będzie zbytnim obciążeniem.
Zupełnie przeciwnie będzie w naszym kraju, gdzie paliwami kopalnymi ogrzewane są miliony domów, a po drogach jeździ ponad 20 milionów samochodów spalinowych. Polski rząd popiera reformę obecnie funkcjonującego ETS i wsparł przesunięcie z 1 stycznia 2027 na 1 stycznia 2028 terminu wejścia w życie ETS2. Ale trudno przewidzieć, czy poprze propozycje premier Melonii i premiera Babiša na październikowej Radzie.
Agnieszka Łakoma
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.