Czego boją się banki i… KNF w nowej ustawie o kredycie konsumenckim?
Dziś mija termin kolejnej rundy zgłaszania uwag do projektu ustawy o kredycie konsumenckim, nad którym od dwóch lat pracuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nieoczekiwanie krytyczne uwagi zgłosiła Komisja Nadzoru Finansowego. I pewnie nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, ze nadzorca rynku wyszedł niejako ze swojej roli, stając ewidentnie po stronie sektora bankowego. Banki bowiem dość otwarcie sygnalizują, że część propozycji prokonsumenckich i regulacyjnych zmierza w poprzek ich interesom. Języczkiem u wagi sporu staje się zatem zarówno kwestia sankcji kredytu darmowego, jak i regulacja zasad gromadzenia informacji o kredytobiorcach. Ale po kolei…
Przedmiotem sporu jest projekt nowej ustawy o kredycie konsumenckim, przygotowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Te przepisy na najbliższych 10-15 lat uregulują zasady udzielania kredytów konsumenckich w Polsce. Jednocześnie wdrażają unijną dyrektywę CCD2 z 2023 r. Zgodnie z unijnymi wymogami przepisy mają obowiązywać w krajach UE od listopada 2026 r. Szanse, że Polska dotrzyma terminu, są nikłe.
Przejrzystość
Głównym punktem zapalnym jest mechanizm sankcji kredytu darmowego (SKD), który budzi największy opór sektora bankowego. Dla banków SKD stanowi poważne zagrożenie, gdyż wymusza na nich pełną przejrzystość, rzetelność oraz realną odpowiedzialność za błędy w informowaniu klientów o kosztach i konsekwencjach zawieranych umów. Z punktu widzenia sektora, najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem jest świadomy i dobrze poinformowany konsument, który potrafi skutecznie dochodzić swoich praw w sądzie w sytuacjach naruszenia jego interesów ekonomicznych. Warto podkreślić, że sankcja kredytu darmowego nie jest nowym wymysłem, lecz rozwiązaniem funkcjonującym w Polsce od 2002 roku i wynikającym bezpośrednio z prawa unijnego, które wymaga stosowania skutecznych i odstraszających kar wobec nieuczciwych praktyk.
KNF ostrzega w swojej krytyce projektu, przed „absurdalnymi wyrokami” i „powtórką ze spraw frankowych”. To jednak argumenty zrozumiałe dla banków, a nie bezstronnego nadzorcy. Sugestie, jakoby klienci mieli masowo pozywać banki bez uzasadnienia, uderzają w zaufanie do wymiaru sprawiedliwości i odwracają uwagę od sedna problemu – czyli oferowania wadliwych produktów finansowych.
SKD obowiązuje w Polsce od 2002 r. i wynika wprost z prawa unijnego, które nakłada obowiązek stosowania sankcji skutecznych, proporcjonalnych i odstraszających. Krytyka regulacji zawartych w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim prowadzi zatem do ograniczenia sankcji lub faktycznego „wybicia zębów”. Jednocześnie krytycy nie proponują żadnej alternatywy zgodnej z prawem UE.
CZYTAJ TEŻ: Sankcja kredytu darmowego według TSUE
Pytanie, które warto postawić dotyczy zatem roli KNF – instytucji publicznej, która powinna raczej opowiadać się po stronie konsumentów, klientów banków, a nie silnych instytucji finansowych.
Monopol BIK
Kolejnym obszarem sporu jest propozycja przełamania monopolu Biura Informacji Kredytowej (BIK). Projekt UOKiK zakłada obowiązek korzystania przez kredytodawców z co najmniej dwóch baz danych, co ma na celu ograniczenie asymetrii informacji i zapewnienie pełniejszego obrazu sytuacji finansowej klienta.
Sprzeciw KNF wobec tego rozwiązania może być interpretowany wyłącznie jako obrona status quo, w którym sektor bankowy kontroluje i monetyzuje kluczowe źródło danych kredytowych. Nowe przepisy mają natomiast na celu uporządkowanie rynku i zwiększenie konkurencji, co w dłuższej perspektywie jest korzystne zarówno dla konsumentów, jak i dla odpowiedzialnych kredytodawców.
W cieniu prac nad nową ustawą o kredycie konsumenckim, która ma wzmocnić ochronę konsumentów przed nieuczciwymi praktykami na rynku finansowym, toczy się jedna z najważniejszych bitew o dane finansowe w historii polskiego rynku. Stawką jest dostęp do pełnej historii kredytowej Polaków – informacji, które dziś kontroluje należące do banków Biuro Informacji Kredytowej – czytamy w styczniowej publikacji na portalu money.pl.
Konstrukcja obecnie obowiązujących przepisów sprawia, że w praktyce banki nie mają żadnej motywacji, by tworzyć „drugie” źródło danych.
W efekcie rynek informacji kredytowej został zamknięty, a dostęp do danych 25 mln Polaków skoncentrowany w rękach jednego podmiotu.
Choć w Polsce działają cztery rejestry dłużników. BIG InfoMonitor należy do Grupy BIK. Pozostałe trzy – Krajowy Rejestr Długów, ERIF BIG (CRIF) oraz Krajowe Biuro Informacji Gospodarczej – nie mają bankowego właściciela, a tym samym nie mają dostępu do danych objętych tajemnicą bankową.
400 uwag od 500 podmiotów
KNF podważa również proces legislacyjny. Fakty wskazują jednak, że nadzór finansowy był włączany w prace nad projektem od samego początku, wielokrotnie otrzymując dokumenty do zaopiniowania, na co często nie reagował w kluczowych momentach. Proces ten miał wyjątkowo szeroki charakter, obejmując badania rynku blisko 500 podmiotów oraz analizę ponad 400 uwag, które łącznie przełożyły się na 1500 stron komentarzy. Choć ogrom zgłoszonych uwag jest przez banki przedstawiany jako dowód na wadliwość projektu, może on być raczej przejawem presji regulacyjnej i taktyki procesowej mającej na celu wydłużenie prac nad niewygodnymi dla sektora zmianami.
KNF był włączany w prace nad ustawą od samego początku i na każdym etapie miał możliwość wpływu na kształt regulacji – słyszymy od osób pracujących nad procesem legislacyjnym. Już 21 lutego 2024 r., na etapie kluczowych prekonsultacji, został poproszony o stanowisko lecz go nie przedstawił. Następnie 18 kwietnia 2025 r. otrzymał projekt do prekonsultacji (uwagi zgłoszono 30 kwietnia), 7 lipca 2025 r. uczestniczył w formalnym opiniowaniu (odpowiedź w terminie), a 7 marca 2026 r. otrzymał kolejną, zmodyfikowaną wersję projektu. Co zmieniło się w ostatnich tygodniach?
12 marca dyrektor zespołu bankowości detalicznej w Związku Banków Polskich Paweł Zagaj w rozmowie z PAP ocenił, że pomimo zmian w projekcie, branża nadal identyfikuje „pewne istotne wątpliwości”.
Są pewne niejasności, które zostały doprecyzowane, ale główne problemy zgłaszane przez branżę zostały utrzymane - ocenił.
Najbardziej istotnym elementem dla sektora są przepisy dotyczące sankcji kredytu darmowego. To forma kary nakładanej na skutek uchybień ze strony kredytodawcy. Oznacza, że klient nie musi spłacać całkowitej kwoty kredytu, a jedynie pożyczony kapitał. Zwracane są mu również prowizje i inne już dokonane opłaty.
CZYTAJ TEŻ: ZBP: lawina spraw darmowego kredytu. I może być gorzej!
W ocenie przedstawiciela ZBP sankcja kredytu darowanego idzie za daleko. - Konstrukcja tych przepisów tworzy wątpliwości interpretacyjne. Uważamy, że kredyt jest zawarty, jeżeli strony złożyły zgodne oświadczenie woli, tak jak jest w Kodeksie Cywilnym. Nie do końca rozumiemy, czym jest wskazana w projekcie zgoda i czy jest ona odrębna od oświadczenia woli - tłumaczył Zagaj.
Ochrona konsumentów czy banków?
Ostatecznie, krytyka regulacji chroniących klientów przed dwuznacznym postępowaniem wielu banków wydaje się cokolwiek zaskakująca. Ustawa w założeniach miała dawać klientom szanse w sporach z instytucjami finansowymi. I o ile nie dziwi krytyka ze strony Związku Banków Polskich, o tyle reakcja KNF jest przynajmniej zaskakująca – choć Komisja argumentuje swoje stanowisko troską o jakość legislacji, spór dotyczy fundamentów: granic odpowiedzialności banków oraz skuteczności ochrony klientów na rynku finansowym.
Maciej Wośko/wGospodarce.pl/PAP
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.