Informacje
Ren jest jednym z głównych szlaków przewozu chemikaliów, paliw, rud metali, stali, produktów rolnych oraz kontenerów Europy Zachodniej / autor: Pixabay
Ren jest jednym z głównych szlaków przewozu chemikaliów, paliw, rud metali, stali, produktów rolnych oraz kontenerów Europy Zachodniej / autor: Pixabay

Pogoda uderzy nas po kieszeni

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 30 sierpnia 2026, 13:56

    Aktualizacja: 30 sierpnia 2026, 14:06

  • Powiększ tekst

Tegoroczna susza pokazuje, że ekstremalna pogoda może uderzyć w europejski przemysł jednocześnie z dwóch stron. Zakłócenia u producentów zlokalizowanych w dorzeczu Renu bardzo szybko przekładają się na dostępność komponentów, terminy realizacji zamówień oraz poziom zapasów także w polskich fabrykach Skutki mogą odczuć pośrednio także konsumenci – w postaci wyższych cen.

Londyński Hyde Park już miesiąc temu wyglądał jak brunatna pustynia. Wysuszona trawa, spadające z drzewa liście oraz palące słońce w żaden sposób nie przypominały mglistego i deszczowego miasta z filmu o Sherlocku Holmesie. Ale susza ma znacznie większy wymiar. Gospodarczy.

Pandemia, wojna w Ukrainie, problemy na Morzu Czerwonym czy zamknięcie Cieśniny Ormuz pokazały w jaki sposób zakłócenie logistyki może wpłynąć na ceny i dostępność surowców tysiące kilometrów dalej. Dziś coraz mocniej uwidacznia się jednak inne źródło ryzyka – ekstremalna pogoda. Dlaczego to ważne? Dla europejskiej gospodarki rzeki nie są wyłącznie elementem krajobrazu i źródłem wody dla mieszkańców. Są jednocześnie korytarzami transportowymi i częścią infrastruktury energetycznej. Tymczasem według Copernicusa w lipcu przepływy rzeczne były znacznie poniżej średniej w dużej części zachodniej, centralnej i wschodniej Europy.

Tędy płyną surowce do europejskich fabryk

Najbardziej widoczne konsekwencje suszy obserwowane są na Renie. Rzeka łączy porty Morza Północnego z przemysłowymi regionami Niemiec, Francji i Szwajcarii i jest jednym z głównych szlaków przewozu chemikaliów, paliw, rud metali, stali, produktów rolnych oraz kontenerów. Znaczenie tego obszaru dla europejskiej logistyki pokazują dane Eurostatu. W 2025 r. Niemcy i Holandia odpowiadały łącznie za 71,9 proc. transportu śródlądowego w całej Unii Europejskiej.

W te wakacje sytuacja na Renie osiągnęła poziom krytyczny. W lipcu, w Niemczech i Holandii średni przepływ spadł do najniższego poziomu w całym okresie pomiarowym 1992–2026. W połowie sierpnia, w Kaub — „wąskim gardle” środkowego Renu — wodowskaz wskazywał zaledwie 15 cm. 20 sierpnia na skalę problemu zwrócił uwagę Bundesbank, wskazując niski stan niemieckich rzek jako jeden z czynników utrudniających transport towarów i hamujących aktywność przemysłową. Brak opadów sprawił, że w połowie sierpnia za transport kontenera w rejonie Kaub trzeba było dopłacić nawet 1350 EUR.

Skutki suszy widać też na Dunaju. Na początku sierpnia poziom wody na swobodnie płynących odcinkach rzeki w Austrii znajdował się około 60 cm poniżej długoterminowego poziomu niskiej wody.

Na zdjęciu z drona barka unieruchomiona na Odrze w okolicy miejscowości Pławidło w pow. słubickim z powodu niskiego poziomu wody, 29 sierpnia. Na mieliznach utknęły dwie barki motorowe oraz zestaw pchany / autor: PAP/Lech Muszyński
Na zdjęciu z drona barka unieruchomiona na Odrze w okolicy miejscowości Pławidło w pow. słubickim z powodu niskiego poziomu wody, 29 sierpnia. Na mieliznach utknęły dwie barki motorowe oraz zestaw pchany / autor: PAP/Lech Muszyński

Problemy logistyczne szybko „dopływają” także do Polski

Choć transport rzeczny w Polsce odgrywa niewielką rolę, skutki takich wydarzeń odczuwają również krajowe przedsiębiorstwa. Polski przemysł jest silnie powiązany z europejskimi, a przede wszystkim niemieckimi, łańcuchami dostaw. Zakłócenia u producentów zlokalizowanych w dorzeczu Renu – od branży chemicznej po motoryzację – bardzo szybko przekładają się na dostępność komponentów, terminy realizacji zamówień oraz poziom zapasów w polskich fabrykach” – komentuje Michał Żelichowski, ekspert firmy PSI Polska specjalizującej się w cyfryzacji przemysłu.

Przy niskim stanie rzeki barki co prawda mogą nadal pływać, ale muszą ograniczać zanurzenie, a więc zabierają mniej towaru. Oznacza to, że na niektórych odcinkach rzek mogą wykorzystywać tylko około 20 proc. swojej nominalnej pojemności. W tej sytuacji operatorzy kierują ładunki na kolej i drogi. Niestety, ma to swoją cenę. Transport drogowy jest nie tylko istotnie droższy od rzecznego, ale ma także swoją przepustowość. Operator logistyczny ONE informował już na początku sierpnia, że alternatywna przepustowość drogowa i kolejowa jest wykorzystywana niemal do maksimum. Nic dziwnego: w skrajnych przypadkach zastąpienie jednego dużego transportu barkowego może wymagać około 150 ciężarówek.

Za mało wody, żeby chłodzić elektrownie

Niski stan rzek ma przełożenie nie tylko na transport i terminowość dostaw. Woda z rzek jest wykorzystywana przez część elektrowni do odprowadzania ogromnych ilości ciepła powstającego podczas produkcji energii. W praktyce może to oznaczać konieczność ograniczenia mocy albo czasowego zatrzymania części instalacji.

Węgierska elektrownia jądrowa Paks, która w normalnych warunkach odpowiada za blisko połowę krajowej produkcji energii elektrycznej, musiała w sierpniu zmniejszyć produkcję o ponad 80 proc. z powodu rekordowo niskiego poziomu Dunaju, z którego pobiera wodę do chłodzenia. Jeszcze poważniejsza sytuacja wystąpiła w Rumunii. Elektrownia Cernavodă została zatrzymana, a 22 sierpnia rumuńskie władze przyjęły nadzwyczajne działania mające podnieść poziom Dunaju i umożliwić ponowne chłodzenie instalacji. Ograniczenie produkcji energii było jednym z powodów obowiązywania w sierpniu stanu nadzwyczajnego.

Trudna sytuacja nie omija też Polski.

Na początku sierpnia elektrownie Kozienice i Połaniec ograniczyły pracę w związku z niskim stanem Wisły i trudniejszymi warunkami chłodzenia. Ubytek mocy wyniósł mniej więcej tyle, ile wynosi całkowita moc morskiej farmy wiatrowej Baltic Power – wskazuje Mariusz Stencel z ABB w Polsce.

Z perspektywy przemysłu istotne jest nałożenie się obu zjawisk. Tegoroczna sytuacja pokazuje, że niski poziom rzeki może najpierw utrudnić dostarczenie surowca do fabryki, a jednocześnie ograniczyć pracę elektrowni wykorzystujących tę samą rzekę do chłodzenia. „To zmusza przemysł do szerszego spojrzenia na odporność, ciągłość produkcji i modernizację infrastruktury elektroenergetycznej, od której zależy jego funkcjonowanie. Bezpieczeństwo zasilania, monitorowanie i zarządzanie energią w czasie rzeczywistym pozwalają orientować się w sytuacji i reagować na zmieniające się warunki. W warunkach coraz większej zmienności staje się to elementem odporności zakładu i firmy, a nie tylko sposobem na obniżenie kosztów” – ocenia Mariusz Stencel z ABB w Polsce.

Rachunek dla polskich fabryk

Choć bezpośrednia zależność Polski od transportu rzecznego jest znacznie mniejsza niż w Niemczech czy Holandii, to jednak nie oznacza to izolacji od problemów występujących z powodu suszy na europejskich rzekach.

Jeżeli polska firma wysyła kontener przez Rotterdam lub Antwerpię dalej w głąb Niemiec, Szwajcarii czy Francji i odcinek śródlądowy prowadzi Renem, to dopłata za niski stan wody trafia bezpośrednio na jej rachunek transportowy. Maersk wprowadził w lipcu i sierpniu specjalne Low Water Surcharges. Przewoźnik wprost informował, że koszty ponoszone przez niego będą przenoszone na klientów” – zwraca uwagę Michał Żelichowski z PSI Polska.

Nie chodzi jednak tylko o wyższą cenę transportu. Z punktu widzenia fabryki wystarczy, że komponent dotrze kilka dni później, dostępna będzie tylko część zamówionego wolumenu albo wzrośnie cena materiału. To ma dużo poważniejsze konsekwencje.

Np. w sektorze motoryzacyjnym łańcuch dostaw liczy niekiedy kilkaset podmiotów uzależnionych od siebie. Problem jednego dostawcy może następnie odbić się na kolejnych. Kluczowa staje się więc szybkość podejmowania decyzji, gdy któregoś materiału zabraknie, dostawa się opóźni albo dostępne moce okażą się mniejsze od zakładanych. W takiej analizie pomagają systemy klasy APS i MES, ale w Polsce poziom automatyzacji przemysłu jest niestety relatywnie niski, co przekłada się wprost na zdolność do reagowania w tak zmiennych warunkach. Mówiąc wprost: na takie anomalie nie jesteśmy przygotowani” – wskazuje ekspert PSI Polska.

Potwierdzają to badania ABB Trends 2026/2027 przeprowadzone wśród polskich przedsiębiorstw. Wynika z nich, że np. systemy MES planuje wdrożyć w ciągu najbliższych 24 miesięcy zaledwie kilkanaście procent firm.

W ostatnich dniach przepustowość europejskich szlaków rzecznych poprawiła się. Sęk w tym, że w ciągu kilku dni potrafi ona gwałtownie spaść, a następnie częściowo wrócić po opadach. Dla przemysłu problemem jest nie tylko niski stan wody, lecz coraz większa zmienność i przewidywalność transportu.

Źródło: materiały prasowe inplusmedia, Sek

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Tusk zabiera ulgę, którą mieliśmy od 20 lat

To koniec. 500 osób do zwolnienia w znanej fabryce

Ikona niemieckiego przemysłu chyli się ku upadkowi

»»Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Tajna broń premiera – oglądaj reportaż w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych