Opinie

Gaz / autor: Fratria
Gaz / autor: Fratria

TYLKO U NAS

Gaz trzęsie rynkami! Potężny szok dla gospodarki i walut

Krzysztof Pączkowski

Krzysztof Pączkowski

Redaktor "Gazety Bankowej", portalu wGospodarce.pl i telewizji wPolsce. Ekspert w dziedzinie finansów, bankowości i rynków kapitałowych.

  • Opublikowano: 17 sierpnia 2022, 13:50

    Aktualizacja: 23 sierpnia 2022, 17:39

  • 8
  • Powiększ tekst

Ostatnie miesiące przyniosły ogromne zawirowania na rynku gazu, skutkując rekordowymi cenami surowca. Tak gwałtowna i potężna zwyżka w stosunkowo krótkim czasie uderzyła zarówno w sferę gospodarczą – potęgując inflacyjną lawinę na całym świecie, jak też rynek walutowy – wiążąc m.in. ręce bankom centralnym na Starym Kontynencie.

W ciągu zaledwie roku kontrakty na gaz ziemny TTF w holenderskim hubie wystrzeliły wręcz do niebotycznych poziomów, notując nieprawdopodobną skalę zwyżki na przestrzeni dwunastu miesięcy. Wielu ekspertów przeciera oczy ze zdumienia, widząc jak jeszcze w połowie zeszłorocznych wakacji za MWh (megawatogodzinę) trzeba było zapłacić nieco ponad 20 euro – a dzisiaj kontrakty na wrześniowe dostawy są wyceniane w granicach 227 euro.

Podwyżki mają charakter lawinowy, a ich skala przeraża – szczególnie mając na uwadze zbliżający się okres jesienno-zimowy i oczekiwane kolejne, potężne skoki cen gazu dla odbiorów indywidualnych surowca i przedsiębiorstw.

Wystarczy prześledzić dane, aby zauważyć że dwa tygodnie temu przebicie cen w stosunku do ubiegłorocznych poziomów było aż 10-krotne. W następnych dniach mamy jednak kolejne, spektakularne rekordy – a gaz z dostawami na listopad wyceniany jest już na 236 euro za MWh.

Ekonomiści, przedsiębiorcy i właściciele firm, ale także zwykli konsumenci rwą sobie włosy z głowy, zastanawiając się, dokąd ta potężna fala podwyżek w końcu nas doprowadzi?

Potężne wzrosty cen

Warto pamiętać, że skutki tych właśnie drastycznych wzrostów mają znaczenie dla wielu sfer gospodarki i finansów. I nie mówimy tu tylko o finalnym rachunku za gaz, który może być piekielnie wysoki w najbliższych miesiącach i uderzy nas po kieszeni w sposób szczególnie dotkliwy.

Lawinowo rosnące ceny gazu to jeden z głównych czynników, podbijających inflację na całym świecie (rekordowe od dziesięcioleci poziomy w Stanach Zjednoczonych, Unii Europejskiej, czy Wielkiej Brytanii – przyp. red.). Stąd trudno się dziwić, że przy tak gwałtownie rosnącym koszcie surowca, wiele przedsiębiorstw zmuszonych jest również do podnoszenia cen swoich produktów.

W konsekwencji to jedna z najszybszych dróg nakręcających inflacyjną spiralę na rynku, która coraz bardziej drenuje kieszenie konsumentów.

Jakby tego było mało, gwałtownie drożejące paliwo ma wyjątkowo istotny wpływ na trendy, jakie obserwujemy na rynkach finansowych – w tym m.in. wahania kursów walutowych.

Banki centralne w akcji.

Pamiętajmy, że na kryzys energetyczny – w tym odczuwany efekt sankcji nałożonych na Rosję i brak odpowiedniej podaży surowca – najbardziej narażone są kraje Unii Europejskiej. Tu również – z racji kłopotów gospodarczych i obaw o możliwe zdławienie wzrostu gospodarczego, przy wysokiej inflacji – skromnie wygląda pole do działania ze strony Europejskiego Banku Centralnego.

EBC nie może zbyt ostro reagować (np. mocnymi podwyżkami stóp procentowych) na inflacyjną zawieruchę – chroni bowiem m.in. w ten sposób rynek na Starym Kontynencie przed ewentualnym rozlaniem się kryzysu zadłużeniowego (przykład borykających się z potężnymi problemami finansowymi Włoch).

Wstrzemięźliwy jest tutaj także Narodowy Bank Polski (główna stopa na poziomie 6,5 proc. , przy inflacji za lipiec w wysokości 15,6 proc.), który - mając na uwadze globalny charakter szalejącej obecnie inflacji o podłożu potężnego, światowego szoku energetycznego – również reaguje stosunkowo ograniczonymi podwyżkami stóp.

Ta strategia ma również na celu utrzymanie jak najlepszej koniunktury gospodarczej na krajowym rynku - w sytuacji, kiedy prognozy w coraz większym stopniu wieszczą spowolnienie, a nawet recesję techniczną na przełomie tego i przyszłego roku.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na Stany Zjednoczone, które są w najlepszym położeniu – zarówno z punktu widzenia perspektyw gospodarczych (doskonała koniunktura na rynku pracy, przy wysokim popycie konsumpcyjnym – przyp. red.), bezpieczeństwa energetycznego i odpowiednio zdywersyfikowanych źródeł zaopatrzenia w paliwo oraz własnych zasobów energetycznych.

To z kolei z pozwala amerykańskiej Rezerwie Federalnej już na bardziej zdecydowane kroki w dławieniu inflacji - nawet kosztem ożywienia gospodarczego. Już teraz rynki wyceniają możliwość kolejnej silnej podwyżki stóp procentowych za oceanem jako główny scenariusz na wrzesień (mówi się tutaj nawet o podwyżce kosztu pieniądza o 75 pkt. bazowych).

Taki układ sił i otoczenie makroekonomiczne, w jakim działają obecnie banki centralne ma również bezpośredni wpływ na rynek walutowy. W ślad za silnymi interwencjami amerykańskiego Fed-u możemy więc obserwować umocnienie dolara, któremu od wielu już miesięcy towarzyszy stały, spadkowy trend na euro (z 1,2 w połowie 2021 roku do blisko 1,02 obecnie – przyp. red.).

Mocne osłabienie złotego widać także w relacji do dolara. O ile rok temu był on wart 3,88 zł, obecnie jest wyceniany na prawie 4,62 zł (wahania sięgające około 18 proc.). Z kolei w relacji euro do złotego mamy na przestrzeni ostatnich miesięcy zdecydowanie mniejszy rozdźwięk (równo rok temu poziom bliski 4,6 zł za walutę eurolandu, przy dzisiejszej wycenie na poziomie nieco ponad 4,69 zł – przyp. red.).

Krzysztof Pączkowski

Powiązane tematy

Komentarze