Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Ktoś ważny stoi za parabankami?

Rafał Zaza

Dziennikarz i publicysta ekonomiczny

  • Opublikowano: 26 lipca 2013, 09:44

  • 4
  • Powiększ tekst

Wezwane przez UOKIK  do pokazania Rzeczywistej Rocznej Stopy Oprocentowania (RRSO) pożyczek, lichwiarskie instytucje wiły się i ściemniały, raportując urzędowi wyłącznie wygodne informacje. Podczas gdy SKOK – om, a nawet bankom zależy na transparentności, parabanki wolą działać nieprzejrzyście.

Gdy jeszcze przed publikacją raportu UOKiK, na czerwcowym posiedzeniu Senatu, senatorowie  Grzegorz Bierecki i Henryk Cioch w swoim liście-oświadczeniu do ministra Jacka Rostowskiego alarmowali, że nienadzorowane przez nikogo parabanki de facto robią co chcą, nabierając klientów, dostali zdumiewającą odpowiedź. W opinii resortu finansów „nie jest zasadne porównywanie RRSO dla pożyczek oferowanych przez firmy pożyczkowe (parabanki – przyp. red.) z kredytami i pożyczkami banków i SKOK-ów, gdyż podmioty pożyczkowe zagospodarowały niszę, w której nie operują inne instytucje oferując nisko kwotowe pożyczki na krótkie okresy (…)” Nietrafny to argument, bo SKOK-i o dawna, a także i banki, udzielają drobnych pożyczek i kredytów np. gotówkowych lub w kartach płatniczych i nie jest to i nigdy nie była żadne „obsikane” przez parabanki terytorium. Bałamutnym argumentem wydaje się też  sugerowanie przez ministerstwo, że lichwiarze mogą udzielać kosmicznie kosztownych pożyczek, bo „koszt kredytu czy pożyczki kształtują przede wszystkim prawa podaży i popytu” (…).

Czy wszystkich instytucji finansowych nie powinny obowiązywać te same reguły „gry? Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego maksymalna wysokość odsetek wynikających z czynności prawnej nie może w stosunku rocznym przekraczać czterokrotności wysokości stopy kredytu lombardowego NBP wynoszącego 4,5 proc., zatem normalnie udzielony i obsługiwany  kredyt nie powinien być oprocentowany na więcej niż 18 procent w skali roku. A jak jest? Parabanki nie wliczają do RRSO wielu opłat np. za ubezpieczenie czy obsługę w domu. Chcąc skorzystać z pożyczki bez tych opłat trzeba spełnić tyle formalności, że klientom się tego odechciewa. Raport UOKiK piętnuje na przykład reklamującą się agresywnie w TV firmę Wonga - za pożyczkę w wys. 500 zł życzy sobie spłaty w ciągu 30 dni w wys. 648,14 złotych zaś rzeczona firma deklaruje przy tym RRSO w wysokości 360 proc.. W rzeczywistości  wynosi ona… 2250,55  procent. Popularny  Provident: kwota pożyczki 1000 zł, spłata w 45 ratach po 41,75 zł, deklarują RRSO w wys. 105,10 proc., a jak jest naprawdę? 639,71 procent!. To też nie są dane wyssane z palca, tylko z cytowanego raportu UOKiK. Najwyraźniej parabanki nie widzą nic złego w stosowaniu nieprawdziwych informacji o wysokości RRSO czyli tego wskaźnika, dzięki któremu konsument może porównać sumaryczne koszty kredytów oferowanych przez różne instytucje finansowe. Dla przykładu: Optima - pożyczka na 700 zł na 50 tyg. plus obsługa w domu kosztuje 289,30 zł, ale przy pożyczce na 6000 zł na 50 tyg. opłata za samą obsługę w domu wzrasta do 2464,06 złotych. Obowiązująca od 18 grudnia 2011 r. nowelizacja tzw. ustawy antylichwiarskiej wprowadziła brzemienną w skutkach dla kredytobiorców zmianę. Zniesiona została maksymalna wysokość opłat prowizji i opłat za udzielenie kredytu wynosząca dotąd 5 proc. kwoty kredytu. Ustawa weszła pod hasłem wdrażania unijnych dyrektyw i poszerzania praw konsumentów. Niestety w toku prac ulepszających ważny zapis o maksymalnych 5 procentach gdzieś zniknął.

W tym tygodniu do uzgodnień międzyresortowych ma wreszcie trafić projekt ustawy dotyczącej firm pożyczkowych i parabanków. Formalnie już ma wprowadzony ma być m.in. maksymalny limit rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania (RRSO). Miałby on uniemożliwić firmom pożyczkowym pobieranie wysokich i często ukrytych opłat od pożyczek. Jak podkreśla Wojciech Kowalczyk, wiceminister finansów, resort chciałby wreszcie doprecyzować ten wskaźnik, a także zwiększyć możliwości nadzorcze KNF i dokonać zmian w uprawnieniach UOKiK-u. – Wysyłamy do uzgodnień międzyresortowych założenia projektu ustawy, która będzie konsumować zalecenia Komitetu Stabilności Finansowej z raportu po aferze Amber Gold – zapowiada Wojciech Kowalczyk. Z kolei część przedstawicieli firm branży pożyczkowej zapowiada, że będzie dążyć do samoregulacji bo działalność zaczął Związek Firm Pożyczkowych. Z czasem przyjdzie ocenić, czy i na ile są te wszystkie działania są szczere i podyktowane czystymi intencjami. Uważam bowiem, że określenie limitu RRSO nie załatwi jeszcze sprawy. Tym bardziej że interpretacje tego pojęcia są różne i nadal będą różne. W każdym razie dopóty, dopóki parabanki nie trafią po nadzór KNF. Należałoby też zmienić prawo. W umowie o finansowanie powinna być podawana po prostu łączna kwota, jaką pożyczkobiorca ma zwrócić przy spłacie długu, w ustalonym terminie. Nieważne, jaka będzie stopa procentowa teraz czy w przyszłości. Nieistotne, jak będą kapitalizowane odsetki, ile wynosi prowizja czy marża, ubezpieczenie pożyczki, dostarczenie jej do domu itd. itp. Klient musi jasno wiedzieć, ile ma zwrócić instytucji pożyczającej.

Nieetyczna działalność lichwiarzy podważa zaufanie do rzetelnych instytucji finansowych psując rynek, nad którym wisi realna groźba eksplozji złych długów. Kto jednak pozwolił na łupienie naiwnych klientów, na legalne i to od wielu lat funkcjonowanie finansowych piratów? Można to sprawdzić, wystarczy sięgnąć do sejmowych archiwów. Przewodniczącym Sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o kredycie konsumenckim był w owym feralnym grudniu 2011 r. poseł Krzysztof Gadowski z PO, wspierany m.in. przez Antoniego Mężydło -  z tejże samej miłościwie nam panującej partii. Dlaczego tak się stało? Niech na razie „tylko”  sam fakt wystarczy za odpowiedź.

Powiązane tematy

Komentarze