"Błogosławiona młodzież albowiem ona odziedziczy dług narodowy"
Pędzimy na ścianę, i to z ogromną prędkością. W marcu dług Polski po raz pierwszy przekroczył 2 bln zł i gdy czytają państwo ten tekst, pewnie wynosi 2,1 bln, bo rośnie o 1 mld zł dziennie. Tempo zadłużania się naszego kraju w ostatnich trzech latach jest wyższe niż w Grecji przed jej krachem finansowym w 2010 r. To oczywiście nie oznacza, że przesądzona jest polska katastrofa finansowa. Wciąż możemy wyhamować, ale jest problem.
Tym problemem jest rząd Donalda Tuska, który jakby upajał się śmigającymi wokół pieniędzmi i jeszcze przyspieszał zadłużanie Polski. Dowodem na to są choćby zafiksowanie się na pożyczce 43,7 mld euro z SAFE i straceńcza determinacja, z jaką rząd chce ją realizować. Ministrowie obrony Władysław Kosiniak-Kamysz i finansów Andrzej Domański, łamiąc konstytucję, podpisali umowę o jej zaciągnięciu, więc kiedy wpłynie zaliczka w wysokości 15 proc., nasze zadłużenie skokowo zwiększy się o ok. 28 mld zł. To rodzaj obłędu, jakiegoś amoku, kiedy władza uznaje branie ogromnych pożyczek za sukces.
Czy grozi nam powtórka z Grecji? Historia zna właściwie trzy scenariusze dla państw szaleńczo zadłużonych.
Scenariusz nr 1
Pierwszy, niezwykle rzadki, jest taki, że państwa wychodzą z gigantycznych długów szybko i bez szkód. Tak się stało w przypadku Wielkiej Brytanii po wojnach napoleońskich, kiedy jej zadłużenie sięgnęło 260 proc. PKB. Wtedy jednak, w związku z rozkwitem epoki przemysłowej, monarchia przeżywała ogromny rozwój gospodarczy. Dysponowała też wielkimi zasobami imperium, a co istotne – kontrolę nad finansami państwa sprawował parlament. Scenariusz powtórzył się po II wojnie światowej w przypadku USA i ponownie Wielkiej Brytanii. Rozbudowany na potrzeby konfliktu zbrojnego przemysł napędzał wzrost gospodarczy, dług więc szybko spadał w stosunku do PKB i po kilkunastu latach przestał być ciężarem.
Wydaje się, że Unia Europejska w swojej wielkiej mądrości chce powtórzyć ten scenariusz i pod pretekstem nieustającego zagrożenia wojną napędzić przemysł oraz wzrost gospodarczy za pożyczane pieniądze. Poza tym żaden kryzys – ani pandemia, ani wojna na Ukrainie – nie może się zmarnować, a nic tak nie wiąże nieznoszących się kobiety i mężczyzny jak wspólny kredyt. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że również pożyczki KPO i SAFE to łańcuchy, które na wieki mają nas przywiązać do Brukseli.
Polsce nie grozi scenariusz brytyjski i amerykański, bo nie czeka nas żaden gwałtowny, wręcz skokowy rozwój gospodarczy. Wydaje się, że pik tego wzrostu mamy już za sobą, upodabniamy się do reszty UE i czeka nas rozwój w tempie pełzania. Będzie jak w Niemczech i Francji, zgodnie ze szkołą salonowego tańca Samuela Kranza: krok do przodu, dwa nazad. O kontroli parlamentarnej też możemy zapomnieć, przynajmniej dopóki rządzą ci, którzy nawet nie wiedzą, na jaki procent biorą zaliczkę i pierwszą transzę pożyczki SAFE.
Scenariusz nr 2
Drugi scenariusz to właśnie wieczne pełzanie, słabe podrygi, nierozwiązywalne problemy, jedynie trwanie i gnicie. Dokładnie tak jak obecnie w Hiszpanii. Między 2008 a 2025 r. jej wzrost gospodarczy w przeliczeniu na głowę wyniósł dokładnie zero. To dlatego m.in. jeśli uwzględnić parytet siły nabywczej (PPP) Polska prześcignęła Hiszpanię w PKB per capita. Podobnie jest w wielu unijnych państwach. 30-letni Hiszpanie, Francuzi, Włosi, Portugalczycy, Belgowie są biedniejsi niż ich rodzice, kiedy mieli tyle samo lat. Zadłużenie całej Unii wynosi 82 proc. jej PKB, a samej strefy euro – 88 proc. Z tej perspektywy polskie 58–60 proc. wygląda bezpiecznie. Najbardziej zadłużone kraje UE to Grecja – 150 proc. PKB, Włochy –137 proc., Francja –120 proc., Belgia – 108 proc., Hiszpania – 103 proc. i Portugalia – 98 proc.
Powód tego zadłużenia właściwie wszędzie jest ten sam. Przeżarta unijną biurokracją, obciążona wariactwami takimi jak Zielony Ład gospodarka się nie rozwija, poziom życia przyzwyczajonych do dobrobytu mieszkańców trzeba jakoś utrzymywać, więc za pożyczone pieniądze funduje się świadczenia socjalne. Tak kupuje się spokój społeczny. Polityka ogromnych transferów socjalnych narodziła się w czasach rozwoju, prosperity gospodarczej. Wtedy wynaleziono państwo opiekuńcze. We Francji jest ponad 60 różnego rodzaju świadczeń socjalnych, a cwany Francuz może tak kombinować, że skorzysta z nawet 20 naraz. Działając na granicy prawa, da się wyciągnąć nawet 5 tys. euro miesięcznie.
Cały artykuł dostępny dla subskrybentów tygodnika „Sieci”: Druga Japonia czy druga Grecja? „Historia zna właściwie trzy scenariusze dla państw szaleńczo zadłużonych”
Dariusz Matuszak, tygodnik „Sieci”
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.