Informacje
Rafinerie / autor: Pixabay
Rafinerie / autor: Pixabay

Coraz mniej rafinerii w Unii

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 21 sierpnia 2026, 18:41

  • Powiększ tekst

Drastyczny spadek eksportu paliwa z Bliskiego Wschodu w następstwie wojny między USA i Iranem, powoduje, że także unijne rafinerie pracują na maksymalnych obrotach. Ale nie zmienia to faktu, że nie mają perspektyw, zaś najnowsze prognozy pokazują, iż w kolejnych latach część zakładów zostanie po prostu zamknięta. Orlen jednak ma szanse rozwoju.

Do połowy przyszłej dekady moce przerobowe w europejskich rafineriach mają spaść nawet o 20 procent – pokazują najnowsze analizy S&P Global Energy, o czym informuje FT. Powodów jest kilka jak choćby koszty operacyjne, ale główny to unijna strategia klimatyczna nastawiona na redukcję emisji i co za tym idzie radykalne ograniczenie zużycia paliw kopalnych nie tylko w transporcie. Choć wzbudza ona wiele kontrowersji, to jednak jest realizowana i to nawet pomimo, że tempo rozwoju elektromobilności nie jest zgodne z oczekiwaniami Komisji Europejskiej, zaś część przepisów klimatycznych trzeba złagodzić.

Według ekspertów S&P produkcja paliwa w Europie będzie jednak spadać i - tak jak w ostatnich latach – tak i w przyszłości kontynent będzie korzystał z importu paliwa z krajów, gdzie wybudowano bardzo duże, nowoczesne rafinerie, w tym z rejonu Zatoki Perskiej czy Azji.

Analitycy wskazują, że Europa stoi w obliczu największego spadku produkcji paliwa, a europejskie rafinerie przerabiać będą zaledwie ponad 9 milionów baryłek dziennie w 2035 roku, podczas gdy 20 lat temu (na początku XXI wieku) było to około 14 milionów baryłek dziennie. Tylko w zeszłym roku zamknięto kilka zakładów tak, że moce rafineryjne spadły o pół miliona baryłek dziennie.

O tym, że rafinerie będą zamykane w Europie wiemy od 30 lat

– mówi prezes Instytutu Studiów Energetycznych doktor Andrzej Sikora.

Już na początku wieku mówiło się o konieczności zamknięcia na kontynencie małych i starszego typu rafinerii, które nie miały części petrochemicznej, oraz o zamianie ich na przykład na magazyny paliwa lub biorafinerie

– dodaje.

I wyjaśnia, że ten trend wiązał się z rewolucją łupkową, czyli wydobyciem gazu i ropy z łupków skalnych a więc ze złóż niekonwencjonalnych, które dają możliwość wprost produkcji etylenu i propylenu z gazów złożowych (etan/propan) surowców do produkcji tworzyw sztucznych w tym polipropylenu, polietylenu.

Andrzej Sikora przyznaje, że wymagania ekologiczne są także poważnym wyzwaniem dla wielu zakładów. Zaś w Europie w kolejnych latach przetrwają te największe, które mają rozwiniętą część petrochemiczną – jak polski Orlen.

Nasza płocka rafineria jest ciągle jednym z  najnowocześniejszych zakładów w Europie, choć nie ma zbyt dużych możliwości przerobowych. Wynoszą one 360 tysięcy baryłek ropy dziennie, podczas gdy Azji, USA są takie, które przerabiają nawet milion baryłek

– wskazuje szef Instytutu Studiów Energetycznych.

I uważa, że nie ma powodów do obaw o przyszłość firmy, nawet biorąc pod uwagę tendencje i prognozy zamknięcia rafinerii w Europie.

Ekspert przyznaje, że nie jest bezpieczne dla Unii dalsze ograniczenie mocy rafineryjnych i produkcji paliwa, co prowadzi zwiększenia importu a więc i zależności od dostawców spoza kontynentu. I przypomina, że dobitnie to zagrożenie potwierdza trwająca od prawie pól roku wojna na Bliskim Wschodzie. Bowiem po zablokowaniu Cieśniny Ormuz czyli głównego szlaku transportowego dla ropy arabskiej i paliwa w Unii pojawiły się problemy z zaopatrzeniem w paliwo lotnicze i olej napędowy.

Agnieszka Łakoma

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych