WYWIAD
Atom się opłaca
Jestem przekonany, że nie będzie problemu z finansowaniem inwestycji i warto pamiętać, że jako podatnicy będziemy w stu procentach właścicielami tej elektrowni jądrowej - mówi Szczepan Ruman, lider zespołu ds. Energetyki i Bezpieczeństwa w Polskim Towarzystwie Gospodarczym.
Agnieszka Łakoma: Czy elektrownia na Pomorzu rzeczywiście zacznie dostarczać energię w 2036 roku? Jeszcze pięć lat temu był plan oddania jej do użytku w 2033 roku. Minister Energii zapewniał ostatnio w wywiadzie dla WNP, że „cel jest jasny – w 2036 r. pierwszy blok ma rozpocząć komercyjną pracę”.
Szczepan Ruman: Plan poprzedniego rządu był ambitny, ale też zajmowali się nim przygotowaniami do budowy ludzie, którzy wcześniej odpowiadali za skomplikowaną budowę gazociągu Baltic Pipe z Danii do Polski, więc wiele wskazywało na to, że projekt atomowy również się powiedzie. Opóźnienia zaczęły się pojawiać wraz z rozpoczęciem karuzeli kadrowej w zarządzie spółki Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) w marcu 2023 roku. I choć faktycznie prace przygotowawcze trwają, to też można spodziewać się, że termin uruchomienia elektrowni w 2036 roku nie zostanie dotrzymany. Wystarczy wspomnieć, że generalna umowa wykonawcza miała być zawarta jeszcze w ubiegłym roku, a dotąd jej nie ma. Choć oczywiście z drugiej strony może okazać się, że dłuższy czas na planowanie i negocjacje kontraktu z wykonawcą „wyjdzie na dobre” już przy samej realizacji budowy i później, czyli na dalszym etapie prac unikniemy opóźnień. Nie bez znaczenia może być także kalendarz wyborczy i nie można wykluczyć, że umowa na wykonanie elektrowni zostanie zawarta na przykład wiosną, bo rządzący będą chcieli pokazać sukces.
Jak Pan ocenia technologię koncernu Westinghouse? Elektrownia będzie pracować kilkadziesiąt lat. Czy więc pozostanie faktycznie nowoczesna?
Nasza elektrownia może pracować nawet 60 lat a w przypadku przedłużenia eksploatacji – do 80 lat. To będą reaktory o konstrukcji modułowej, prefabrykowane w zakładach i składane z modułów. A co dla nas najbardziej istotne – dokładnie takie reaktory w ostatnich latach uruchomione zostały nie tylko w USA, ale także cała ich flota powstała w Chinach i tam także rozpoczęto budowę kolejnych. Tak samo mogłoby być i u nas. Zwłaszcza że będziemy mieć - już po budowie pierwszej elektrowni - łańcuch dostaw i wykonawców. I jeszcze jedna kwestia ma znaczenie – poprzez inwestycję na Pomorzu Polska dołączy do jednak elitarnego klubu krajów dysponujących energetyką jądrową.
Koncern Westinghouse jest w szczególnej sytuacji – dzięki wsparciu rządu amerykańskiego planuje wybudować całą flotę reaktorów w USA i szykuje się do debiutu giełdowego. Czy wobec tego nie okaże się, że dostawca technologii skoncentruje się przede wszystkim za zobowiązaniach w USA, a polski projekt zejdzie na dalszy plan?
Są dwa scenariusze – jeden taki, że polska inwestycja będzie traktowana na równi z amerykańskimi. A drugi taki, że faktycznie nasze zamówienie może trafić do kolejki na przykład z 30 projektami szykowanymi na potrzeby amerykańskie. Nie przesądzałbym, że ten scenariusz jest bardzo niekorzystny, bo jeśli będzie to tzw. długa seria produkowana przez Westinghouse, to jednostkowe koszty reaktora zwyczajnie spadną. Przypomnijmy, że nasza elektrownia na Pomorzu była planowana, gdy nie było jeszcze w ogóle mowy o produkcji seryjnej w USA. Długoterminowo może więc okazać się, iż korzystniej dla nas będzie stać się częścią większej kolejki, bo reaktory zostaną wybudowane sprawnie i szybko, a jednostkowy koszt będzie spadał. Zawsze, gdy budujemy coś unikatowego, to ryzyko opóźnień jest duże, a reaktory nowej generacji we Flamanville i Olkiluoto są tego najlepszym przykładem.
W przyszłorocznym budżecie rząd zaplanował na przygotowania do budowy elektrowni na Pomorzu 8 miliardów złotych. Czy to wystarczająca kwota i czy model finansowania całego projektu jest właściwy?
Ta kwota 8 miliardów jest wystarczająca, bo największy ciężar finansowy będziemy ponosić od 2028 roku, gdy zaplanowano wylanie pierwszego betonu i przez kolejne trzy lata budowy. Najważniejsze, że mamy już zgodę Komisji Europejskiej na wyłożenie przez Skarb Państwa kwoty 60 miliardów złotych na tę inwestycję. Resztę, czyli ponad 130 miliardów złotych trzeba będzie pożyczyć w bankach. Pierwsza elektrownia ma być państwowa, więc to odpowiedni sposób finansowania.
W grę wchodzi olbrzymia kwota. Czy nie będzie problemów ze zorganizowaniem finansowania? Elektrownia jądrowa będzie jedną z największych, jeśli nie największą inwestycją w naszym kraju.
Jestem przekonany, że nie będzie problemu z finansowaniem. I warto pamiętać, że jako podatnicy będziemy w stu procentach właścicielami elektrowni. Skarb Państwa wyłoży te 60 mld złotych, ale to co powstanie to będzie nasz wspólny majtek. To zupełnie inna sytuacja niż w przypadku choćby budowy farm wiatrowych na Bałtyku. Gdy za projekt odpowiada zagraniczna firma i prywatny inwestor, a Skarb Państwa daje gwarancje odbioru energii i wsparcie – to jest to prawdziwy koszt dla nas - obywateli. Spółka PEJ jest państwowa, więc powstała elektrownia będzie naszym majątkiem.
Skoro wylanie betonu zaplanowano za dwa lata, to do tego czasu powinna być już konkretna umowa z bankami. Czy uda się ją wynegocjować zwłaszcza, że planowano ten etap znacznie wcześniej?
Umowa z bankami, zapewniająca całość finansowania dla inwestycji, w tym i dłużnego, powinna być rzeczywiście zamknięta przed 2028 rokiem, zatem przyszły rok będzie decydujący. A tymczasem weszliśmy już w kalendarz wyborczy – nie do końca wiadomo, jak wpłynie on na zorganizowanie finansowania budowy elektrowni. Na ten moment mamy pewność tylko co do dokapitalizowania spółki PEJ. A pozyskanie kredytowania to inna kwestia, choć z gwarancjami rządowymi nie powinna być skomplikowana. Możemy także liczyć na amerykański Exim Bank.
Elektrownie jądrowe wielkoskalowe, takie jak ta na Pomorzu są bardzo kosztowne. Inwestycja pochłonie190 miliardów złotych. Czy ta inwestycja będzie się nam opłacać?
Tak. Z wniosku do Komisji Europejskiej w sprawie wsparcia inwestycji wynika, że jedna megawatogodzina energii z elektrowni w Choczewie kosztować będzie 470 zł, a zatem znacząco mniej niż z wiatru. I trzeba pamiętać, że pracować będzie non stop a nie z przerwami zależnie od tego, czy wiatr wieje czy też nie. Modele KE przewidują pokaźny zysk na tej działalności. Ale biorąc pod uwagę, że kontrakt zawarty jest między państwem a spółką PEJ należącą do Skarbu Państwa, to zyski z jej działalności będą w postaci dywidendy wracać do budżetu. I nic nie stoi na przeszkodzie, by przyszły rząd - zamiast wypłacać sam sobie takie zyski - zawarł umowę ze swoją spółką. Tak, by osiągała mniejsze zyski, ale by obniżyć ceny energii dla odbiorców. Jednocześnie należy pamiętać, że modele cenowe formułowano, gdy dolar był nawet o 20-30 proc. droższy niż obecnie. Biorąc pod uwagę te dwa efekty, całkiem realna cena energii z rządowego atomu może wynosić około 400 zł/MWh, nawet bliżej 300 zł/MWh.
Czy to nie zbyt optymistyczne założenie? Spółka będzie mogła argumentować, że musi zarabiać, by spłacać kredyty. Zatem cena nie spadnie.
Uważam, że szanse na naprawdę tani prąd z elektrowni jądrowej na Pomorzu są bardzo realne. Modele przewidują zyski, o których wspomniałem, już po uwzględnieniu spłat kredytów. A co do samych kredytów – skoro będą z gwarancjami Państwa, to koszt finansowania powinien być niski dla tej inwestycji.
Rozmawiała Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Słynny polski hotel sprzedany. Cena budzi respekt
»»Szlaban na brazylijskie mięso – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.