WYWIAD
Bruksela położyła na szali przyszłość rolnictwa w Europie
Jeśli mamy traktować produkcję południowoamerykańską na równi z europejską, to normy powinny być także takie same, byśmy jako branża nie byli poszkodowani - mówi prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego Wiesław Różański.
Agnieszka Łakoma: Komisja Europejska wprowadziła zakaz importu wołowiny z Brazylii, gdyż usunęła ją z listy krajów przestrzegających przepisy unijne dotyczące bezpieczeństwa żywności. Powodem jest stosowanie antybiotyków w celu stymulowania wzrostu zwierząt. Jak Pan ocenia to posunięcie? Czy zaskoczyło ono Pana?
Wiesław Różański: To bardzo dobry ruch i dla mnie nie jest zaskoczeniem. To, że w Brazylii są stosowane niedozwolone produkty w hodowli i produkcji mięsa wiadomo było od dawna. To taka tajemnica poliszynela w naszej branży. Stąd też był tak ostry sprzeciw rolników i producentów w Europie, gdy szefowa Komisji Europejskiej podpisywała umowę z krajami Mercosur i potem, gdy dążyła do jej zatwierdzenia. Choć dla wszystkich powinno być oczywiste, że chcemy, by warunki obowiązujące w Brazylii nie odbiegały od unijnych. Popieramy oczywiście zakaz, tym bardziej że może być to jeden z prawdziwych hamulców dla przywozu mięsa o jakości niższej od norm unijnych.
Zakaz importu wywołał oburzenie władz brazylijskich. Natomiast przedstawiciel tego kraju w Brukseli przekonuje, że Unia otrzymała wystarczające gwarancje co do jakości mięsa i produktów. Zaś audyt czyli kontrola mięsa wołowego, drobiu i miodu, którą prowadzi UE, w ogóle nie jest potrzebna. Czy to nie jest jednak tak, że bez względu na dokumenty i to co w nich jest, te kontrole są konieczne teraz i w przyszłości?
Zdecydowanie kontrola jest konieczna. I nie chodzi tylko o dobrze wypełnione dokumenty. Wiemy, że unijni eksperci przeprowadzają też kontrole na miejscu w Brazylii, ale wątpliwości i tak pozostają. Oby nie okazało się, że widzieli jedno, a w dokumentach było coś innego, a do Europy i tak trafiają złej jakości mięso i produkty . Zwłaszcza że mamy jeszcze pamięci przypadek wykrycia w importowanym mięsie niedozwolonych w Unii hormonów wzrostu. To, że brazylijski ambasador broni swojego kraju, to oczywiste. Ale w praktyce hodowla na miejscu nie jest do końca kontrolowana. Dopiero jak towar przyjedzie do UE, okazuje się, co może zawierać. Musimy zapobiegać tego typu sytuacjom.
Szefowa Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen - pomimo protestów rolników - forsowała umowę o wolnym handlu z Mercosur. Teraz wychodzi na to, ze to rolnicy i producenci żywności zgłaszając obawy i ostrzegając mieli rację. O jak dużej różnicy w normach jakości między UE a Brazylią czy Argentyną mówimy?
Przypomnę tylko, że forsując umowę otwierającą unijny rynek dla żywności z Mercosur, władze unijne postawiły na szali przyszłość europejskiego rolnictwa, narażając je na utratę konkurencyjności i problemy rynkowe, a wszystko w imię ratowania przemysłu motoryzacyjnego w zachodniej Europie. Już i tak wyśrubowane normy i Zielony Ład są bardzo restrykcyjne dla hodowców i obniżają dochody. Gdy słyszę zapewnienia o rekompensatach, to mam wrażenie, że ktoś mówi o podawaniu kroplówki umierającemu. Nie sposób tu wymienić wszystkich obostrzeń i norm unijnych, ale warto zwrócić uwagę na pomysł, który pojawił się w Brazylii, a który w Europie jest praktycznie nie do pomyślenia. Otóż w ubiegłym roku mieliśmy informacje, że pojawiła się koncepcja sprywatyzowania służb weterynaryjnych w Brazylii, choć to zakrawa na żart… Jak w takiej sytuacji mielibyśmy mówić o standardach i rzetelności kontroli?
Czy ten zakaz może być sygnałem ostrzegawczym na przyszłość także dla Polski, gdy już import zostanie przywrócony? Bo tak najpewniej się może stać dość szybko.
Jakakolwiek produkcja żywności bez nadzoru i kontroli nie może trafić z Brazylii do naszego kraju. Wierzę, że służby weterynaryjne doskonale to rozumieją i staną na wysokości zadania. Choć obawiam, się próby dostaw produktów o niższych rygorach produkcji niż deklarowany, będą na pewno. Zwłaszcza że w Europie produkujemy w sposób zgodny z normami i wszystkie zwierzęta są pod nadzorem służb weterynaryjnych, dbamy o ich dobrostan i ograniczamy stosowanie antybiotyków. By było to nie tylko dobre dla środowiska i dobre dla konsumenta. Jeśli mamy traktować produkcję południowoamerykańską na równi z europejską, to normy powinny być także takie same, by jako branża nie bylibyśmy poszkodowani.
Czy import z Mercosur wciąż wzbudza tyle obaw?
Nie boimy się importu tych uzgodnionych ilości wołowiny i drobiu, o ile oczywiście będą faktycznie rzetelnie sprawdzane. Ale musimy myśleć o konkurencji z Mercosur także w eksporcie, szczególnie na rynkach, które z takim trudem zdobyliśmy, czyli japońskim, wietnamskim czy południowokoreańskim, a ostatnio udało nam się pozyskać także Filipiny. Są obawy, szczególnie po ograniczeniu przez Chiny importu z Brazylii i wobec zakazu w Unii, że nasi konkurenci z Brazylii zwiększą dostawy nawet po cenach dumpingowych na inne rynki azjatyckie. Obawiamy się, by ich nie utracić. Zwłaszcza, że w tym roku mamy bardzo dobre wyniki z eksportu, którego wartość przekroczyła już 6,5 miliarda złotych.
Rozmawiała Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
10 zł za litr diesla? To możliwe!
Wzrost bezrobocia o 24 proc.! Wielkie miasto w kryzysie
»»Załamanie zdolności kredytowej – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.