TYLKO U NAS
Rachunek za system kaucyjny zapłacą i przedsiębiorcy, i konsumenci
Byłem jednym z tych, którzy głośno mówili, że w rok nie da się zbudować efektywnego systemu kaucyjnego. Wszystko, choć z oporami, ruszyło 1 października 2025 roku i… nadal jest w budowie. A już dziś nie dyskutuje się o tym, jak poprawić to, co działa z trudem, ale o dołożeniu kolejnej frakcji. Nie tędy droga, to marsz bez odpowiedzi na dwa pytania: dokąd i za ile!
Soki, makarony, dżemy, woda, napoje. Dla klienta to marka i produkt na półce. Dla mnie to surowiec, opakowanie, linia rozlewnicza, transport, automat kaucyjny oraz praca człowieka na produkcji, a potem przy kasie w sklepie. Właśnie z tej perspektywy patrzę na system kaucyjny: od strony rachunku i skutków, nie od strony intencji i życzeń.
Źle zaprojektowany i pospiesznie wdrożony
Po roku funkcjonowania systemu kaucyjnego warto powiedzieć jasno: to, że w ogóle wystartował, jest przede wszystkim zasługą firm, handlu i ludzi, którzy w bardzo krótkim czasie musieli przełożyć nieoptymalne przepisy na działające rozwiązania. Ustawę przygotowywano przez trzy lata, a biznes dostał zaledwie kilka miesięcy na wdrożenie jednej z największych operacji logistycznych ostatniej dekady. Nie był to projekt zaproponowany przez branżę, lecz obowiązek ustawowy, który musieliśmy wykonać niezależnie od jakości regulacji. Warto powiedzieć wprost, bo w publicznej debacie to ginie: nikt w branży spożywczej nie twierdzi, że plastiku nie trzeba zbierać lepiej. Skuteczna zbiórka bezpośrednio mieści się w jej interesie ekonomicznym. Spór nie dotyczy celu. Dotyczy samego wykonania. Po blisko roku system nadal jest projektem w budowie. Już dziś wiadomo jednak, że będzie on bardzo drogi, ponieważ w taki sposób został zaprojektowany. Wiele praktycznych uwag zgłaszanych przez producentów i sklepy pominięto.
Rachunek liczony w miliardach – dla firm, sklepów i konsumentów
Teraz liczby, bo w tym temacie znaczą one więcej niż emocje. Producenci w ciągu dekady wydadzą ok. 27 mld zł tytułem tzw. „opłat producenckich”, a cały system może kosztować w tym okresie ponad 40 mld zł. Handel już przeznaczył na same maszyny około 1,6 mld zł. Fakt, że konsument zapłaci więcej, a firmy sprzedadzą mniej mało kogo interesuje. System kaucyjny wcale nie jest neutralny dla rynku napojów. Powoduje zarówno spadki w wybranych kategoriach, jak i znaczącą zmianę struktury sprzedaży pomiędzy kategoriami i formatami opakowań. W lipcu napoje bezalkoholowe zdrożały rok do roku o 5,6 proc., podczas gdy cała kategoria żywności i chemii urosła wartościowo tylko o 1,9 proc.
Po co nam aż tylu operatorów. To są koszty
Pod koniec pierwszego kwartału br. działało w Polsce około 10 tys. automatów, a konsumenci oddali około 520 mln opakowań. Dziś takich urządzeń jest 17,5 tys., a już wkrótce powinno ich być blisko 20 tys. W lipcu w ramach systemu kaucyjnego zebrano w Polsce 900 mln butelek i puszek. Prawie 90 proc. zwrotów odbywa się przez automaty, konsument sam rozstrzygnął spór o przyszłość zbiórki ręcznej. Wybrał rozwiązanie szybkie i wygodne. Wszystkie te liczby pokazują skalę, ale też czystą mechanikę systemu. W przedsięwzięciach tego rozmiaru nie wygrywa deklaracja. Wygrywają inżynieria, automatyzacja, logistyka i sprawne IT. Nie ma tu miejsca na rozwiązania projektowane z marszu, bo nawet drobna nieefektywność, powtórzona miliard razy, staje się ogromnym kosztem.
Nie weszliśmy do systemu z wyboru
Polski model oparty jest o wielu operatorów, co mnoży koszty. Kryteria dopuszczające je do systemu okazały się ułomne. W efekcie powstały podmioty, które nie reprezentują ani istotnej części rynku, ani realnych wolumenów opakowań, ale chcą uczestniczyć w podziale środków finansujących system. Ustawa jasno definiuje system jako „non for profit”, dlatego naturalne jest zaangażowanie producentów, którzy wprowadzają opakowania na rynek i muszą wypełnić obowiązek regulacyjny, oraz sieci handlowych, które odpowiadają za ich zbiórkę. My nie wchodzimy do tego systemu z wyboru. To jest warunek dalszej obecności naszych produktów na rynku, dlatego konkurujące ze sobą firmy połączyły siły, aby zbudować rozwiązanie możliwie sprawne i najmniej kosztowne. Trudniej zrozumieć motywację podmiotów, które nie wprowadzają opakowań do obrotu, nie podlegają temu obowiązkowi, a mimo to chcą prowadzić działalność ustawowo nieprzynoszącą zysku. Model biznesowy takich przedsięwzięć pozostaje dla mnie dużą zagadką.
Dla jednorazowego szkła nie ma w systemie miejsca
Zapowiedzi rozszerzania systemu o kolejną trudną frakcję to nieporozumienie. Już bardzo kosztowny system stanie się jeszcze droższy. Nikt nie pyta o zdanie uczestników, sklepów, a ich opinia jest najważniejsza. System już zaszkodził i mocno osłabił sklepy niefunkcjonujące w ramach sieci czy grup zakupowych, a rozszerzenie go o szkło tylko by to pogłębiło. Szkło jednorazowe nie powinno trafić do systemu kaucyjnego ani dziś, ani za dwa lata. Są ku temu konkretne powody.
Aspekt regulacyjny
Pierwszy jest regulacyjny. Unijne rozporządzenie PPWR [ang. Packaging and Packaging Waste Regulation – red.] nakazuje państwom członkowskim zapewnić do 2029 roku co najmniej 90-proc. selektywną zbiórkę jednorazowych butelek z tworzyw sztucznych oraz metalowych puszek po napojach. Szkło jednorazowe nie jest objęte obowiązkowym zakresem systemów kaucyjnych wynikającym z PPWR.
Powód materiałowy. Najważniejszy
Drugi powód jest materiałowy i dla mnie najważniejszy. Kaucja ma sens tam, gdzie decyduje czystość surowca. Butelka PET zebrana w automacie może wrócić jako recyklat dopuszczony do kontaktu z żywnością, czego strumień komunalny nie gwarantuje. Ze szkłem jest inaczej. Stłuczka z gminnego pojemnika trafia do huty i wraca do produkcji nowych opakowań, a szkło można przetwarzać wielokrotnie bez utraty właściwości. Za kaucję nie kupujemy więc jakości, której nie da się osiągnąć w inny sposób.
Fizyka i rachunek kosztów
Trzecim powodem jest fizyka i rachunek kosztów. Szkło jest ciężkie i się tłucze. Każde stłuczone opakowanie oznacza stratę surowca, ryzyko dla pracownika sklepu i konsumenta, przestój automatu i dodatkowe działania serwisowe. Transport rozlicza się w tonach, więc koszt zebrania tony szkła w systemie kaucyjnym będzie istotnie wyższy niż w zbiórce komunalnej, przy porównywalnym efekcie recyklingowym. Te same pieniądze wydane na doczyszczanie stłuczki i poprawę gminnej zbiórki dadzą środowisku znacznie więcej.
Sprzęt, miejsce i szkło zwrotne
Kolejne aspekty dotyczą sprzętu, miejsca i szkła zwrotnego. Kilkanaście tysięcy urządzeń kupionych w ostatnich dwóch latach dobrano pod PET i aluminium. Dołożenie szkła oznacza wymianę albo kosztowną przebudowę części z nich, więcej powierzchni na zapleczu i częstsze odbiory. Mniejszy sklep tego nie udźwignie. A na końcu jest ryzyko, o którym mówi się najrzadziej: szkło zwrotne ma w Polsce własny, działający od dekad obieg. Wrzucenie do systemu szkła jednorazowego zaciera w oczach konsumenta różnicę między opakowaniem wielokrotnego i jednorazowego użytku, czyli osłabia to, co powinniśmy wzmacniać.
Kilkanaście tysięcy zwrotomatów kupionych w ostatnich dwóch latach obsługuje PET-y i aluminium. Dołożenie szkła oznacza wymianę albo kosztowną przebudowę części tych urządzeń, więcej powierzchni na zapleczu i częstsze odbiory. Mniejszy sklep tego nie udźwignie.
Najpierw ocena i naprawa tego, co już mamy
Na słabą regulację nie można odpowiadać większą liczbą regulacji. Ze światłych zapowiedzi, że musi być drożej, żeby było lepiej, pewne jest zwykle tylko to, że będzie drożej. Konsumenci zapłacą więcej, sklepy poniosą kolejne koszty, a producenci sprzedadzą mniej. Tego równania nie wolno pomijać tylko dlatego, że nie pasuje do atrakcyjnej opowieści o kolejnej regulacji.
Nie prosimy o zwolnienie z obowiązku
Producenci nie proszą o zwolnienie z obowiązku – producenci proszą o to, żeby kolejne warstwy regulacji nie były dokładane, zanim nie będzie wiadomo, czy poprzednia zadziałała. To nie jest postulat radykalny, tylko zwykły plan działania, według którego działa każde przedsiębiorstwo, kiedy wydaje własne pieniądze. Urzędnicy mnożą przepisy, ale tak nie tworzy się dobrobytu. To sprzedawanie obietnic, za które wszyscy będziemy płacić.
Włączmy rozsądek
Zanim wydamy komendę dalszego marszu, sprawdźmy dokąd prowadzi obecna droga. Potrzebujemy skrupulatnego przeglądu obowiązujących przepisów, oceny działania systemu po rozsądnym okresie, np. po trzech latach, oraz analizy jego efektywności kosztowej. Trzeba także poznać nie tylko dokładną liczbę zebranych opakowań, lecz także pełny koszt zbiórki, jej wpływ na ceny i sprzedaż oraz konsekwencje dla poszczególnych detalicznych formatów handlowych.
Za kaucją stoi logistyka
Zamiast projektować kolejne obowiązki, powinniśmy najpierw naprawić obecny system tak, aby działał prościej, bardziej skutecznie i taniej. Nie potrzebujemy systemu większego za wszelką cenę. Potrzebujemy systemu, którego efekty środowiskowe rzeczywiście uzasadniają koszty ponoszone przez konsumentów i gospodarkę. Norwegia, wskazywana jako wzorzec z około 93 proc. zwrotów, nie doszła do tak dobrego wyniku projektem legislacyjnym, tylko latami korekt operacyjnych i decyzjami opartymi na analizie cyklu życia opakowania. Doświadczenie z tamtego rynku sugeruje coś, co u nas wciąż brzmi rewolucyjnie: system kaucyjny to nie akt prawny, tylko logistyka.
dr inż. Krzysztof Pawiński
Autor jest menedżerem, współtwórcą i prezesem Grupy Maspex, która po 35 latach jego rządów stała się największą prywatną firmą spożywczą w Polsce i jedną z największych w naszej części Europy – jej przychody, uzyskiwane w 80 krajach, sięgają 15 mld zł. Jego majątek szacowany jest na 3 mld zł, co daje mu 33. miejsce w rankingu najbogatszych Polaków
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
10 zł za litr diesla? To możliwe!
Wzrost bezrobocia o 24 proc.! Wielkie miasto w kryzysie
»»Załamanie zdolności kredytowej – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.