Informacje
Herbert Gabryś, były Wiceminister Przemysłu: co z tymi pieniędzmi się stało? / autor: Materiał prasowy
Herbert Gabryś, były Wiceminister Przemysłu: co z tymi pieniędzmi się stało? / autor: Materiał prasowy

WYWIAD

To węgiel jako paliwo zapewnia stabilną produkcję energii

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 15 września 2026, 13:59

  • Powiększ tekst

Koncepcja by zamiast elektrowni węglowych wybudować gazowe, jest trudna do przyjęcia i też trudno dopatrzeć się w niej racjonalności - mówi niezależny ekspert branży energetycznej Herbert Gabryś, były Wiceminister Przemysłu.

Agnieszka Łakoma:Pod koniec sierpnia zamknięto dwa bloki w elektrowni Dolna Odra w rejonie Gryfina i pracę straciło 600 osób. Podobny los spotkał jeden z bloków w elektrowni Rybnik, a kolejne przestaną pracować w przyszłym roku i w 2028 roku. Tym samym Polska dostosowuje się do unijnej polityki, która zakłada wyeliminowanie paliw kopalnych i neutralność klimatyczną kontynentu w połowie wieku. Choć Unia odpowiada zaledwie za około 7 procent światowych emisji. Czy energetyka węglowa musi zniknąć w Polsce?

Herbert Gabryś: Nie musi i nie powinna zniknąć.. Jest niezbędna do czasu pozyskania nowych mocy, zdolnych do pracy ciągłej. A bloki węglowe w elektrowniach można wycofywać z eksploatacji tylko na tyle, na ile okażą się zbędne, ale do tego jednak daleko. Od kilku lat mamy nową sytuację w sektorze produkcji energii, bo bardzo szybko rośnie moc i produkcja z odnawialnych źródeł (OZE) – głównie fotowoltaiki i farm wiatrowych. Stąd ograniczanie produkcji energii z węgla, ale jednocześnie jest ona nam bardzo potrzebna, gdy słońce nie świeci, a wiatr nie wieje. Stosunkowo łatwo „zlikwidować” blok węglowy. Trudniej zbudować nowy, który go zastąpi i będzie tak samo dyspozycyjny.

Gdy następuje wyłączenie bloków w elektrowniach węglowych lub słyszymy o takim planie, to jednocześnie zawsze pojawia się argument, że  to żaden problem, bo bezpieczeństwo energetyczne i tak mamy zapewnione. A w odstawkę idą najgorsze i najstarsze bloki. Czy Pana to przekonuje?

Nie wolno igrać naszym bezpieczeństwem energetycznym, a decydujące znaczenie w jego zapewnieniu ma „coś”, o czym rzadko się mówi czyli odpowiednia liczba jednostek centralnie sterowanych. Takich, które są w dyspozycji Operatora systemu, i mogą szybko reagować na zmienne potrzeby systemu. Jeszcze w 2010 roku w Polsce mieliśmy 101 takich bloków, lecz zostało ich w KSE (Krajowym Systemie Energetycznym) 75. Faktycznie odeszły bloki najstarsze, najmniej sprawne i o niskiej mocy. Pozostały najniezbędniejsze - młodsze i mniej emisyjne węglowe oraz trochę gazowych. Jednak moc dyspozycyjna, jaką mamy, jest na granicy ryzyka. Oczywiście Operator radzi sobie, bo są jeszcze inne mechanizmy zabezpieczenia potrzeb. Ale te jednostki, które wymieniłem, to absolutna podstawa. Zaś samo zestawienie liczb sprzed 15 lat i obecnie pokazuje, jak duża jest skala zmian i jakim wyzwaniem staje się zapewnienie stabilnych mocy.

W Zespole Elektrowni Dona Odra już powstał blok opalany gazem, podobny planowany jest w Rybniku. Ale biorąc pod uwagę dane, o których Pan mówił, to czy to tempo wyłączania elektrowni węglowych nie jest przesadnie szybkie?.

Oczywiście czy to w przypadku ZEDO czy Rybnika Operator miał od dawna odpowiednią wiedzę. System został tak przygotowany, by wyłączenie bloków węglowych nie powodowało realnego zagrożenia dla ciągłości dostaw energii. Na razie!. Ale jeśli utrzymamy deklarowany kurs zamykania elektrowni węglowych i jednocześnie nie będzie odpowiedzialnej strategii, w której określimy, jak dużo tej ciągłej generacji z elektrowni konwencjonalnych będziemy potrzebować, to poważne problemy z dostawami energii są możliwe. A skoro to możliwy scenariusz, to może się ziścić.

Powstaje jednak wrażenie, że takiej strategii nie ma. Za to wiele mówi się tym, jak to złe są elektrownie węglowe i jak potrzebna jest transformacja. Pojawiają się nawet opinie, że  wydobycie węgla w Polsce zniknie znacznie wcześniej niż w 2049 roku.

Produkcja energii z węgla w naszym kraju z roku na rok maleje. I już przekroczyliśmy pewną ważną – z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego - barierę. Dziś w szczycie zapotrzebowania powinniśmy mieć blisko 29 tysięcy megawatów mocy. A na koniec lipca operator miał w jednostkach centralnie dysponowanych 24 266 MW. Dlatego w dużej mierze musimy korzystać jako kraj z importu. To nie zawsze jest komfortowa sytuacja. Oczywiście nie było dotąd przypadku wyłączenia prądu z powodu braku mocy i dokuczają nam „tylko” przerwy z powodu awarii systemu sieciowego dystrybucji po wichurach i burzach. Ale kryzys i wyłączenia zdarzą się, jeśli będziemy odstawiać bloki węglowe i gdy opierać będziemy się na iluzorycznych terminach uruchomienia elektrowni jądrowej. To węgiel jako paliwo – dopóki nie mamy atomu – zapewnia stabilną produkcję energii. Wprawdzie pokłady węgla brunatnego są na wyczerpaniu, ale kamiennego mamy pod dostatkiem. A z tym że jest drogi, można i wreszcie trzeba sobie poradzić. Lecz tu znów wracamy do kwestii strategii bezpieczeństwa, czyli zadania dla rządu

Czy przejście na energetykę gazową ma sens ekonomiczny i czy jest bezpieczne, skoro Polska jest uzależniona od importu gazu?

Każdy kraj powinien prowadzić racjonalną gospodarkę. Także gdy chodzi o wykorzystanie własnych zasobów surowców i zdolności do generacji energii elektrycznej. Jesteśmy w specyficznym momencie, trwają dwie wojny - w Iranie i Ukrainie, na które nie mamy wpływu, ale mają wpływ na rynek surowcowy – ceny ropy i gazu, a przez to również na nasz kraj i gospodarkę. Nie bez powodu w tym roku - po raz pierwszy od lat - generacja energii z gazu w krajach OECD nie zwiększyła się. Po prostu dostępność gazu jest ograniczona. Na dodatek ceny są nieprzewidywalne i gwałtownie wzrosły, szczególnie w Europie. Dlatego uważam, że koncepcja by zamiast elektrowni węglowych wybudować gazowe, jest trudna do przyjęcia i trudno dopatrzeć się w niej racjonalności. Te inwestycje są bardzo kosztowne i też nie są one bezemisyjne. Do tego dochodzi fakt zależności od importu, a skutki „ćwiczymy” od kilku lat. I obawiam się, że tak jak o ropę tak i o gaz w przyszłości będzie się toczyć jeszcze niejedna wojna.

Często słyszymy, że nie tylko wydobycie węgla w Polsce jest drogie i nieopłacalne, ale i produkcja energii z tego paliwa. Ile prawdy jest w tym, że dopłacamy do energii z węgla, a ile ideologii?

Nie dopłacamy, ale ponosimy koszty. Wynikają z systemu handlu emisjami, czyli EU ETS. Dane z ostatnich lat wyraźnie pokazują skalę kosztów jakie powoduje obowiązek zakupu pozwoleń na emisję. W okresie 2022 – 2025 elektrownie poniosły je w wysokości 141,2 miliardów złotych. Te wydatki mają istotny wpływ na ceny energii. I w efekcie wymuszają działania osłonowe i czasem nie wiadomo, kogo wspierać, czy wrażliwych odbiorców czy energochłonny przemysł. Tak w jednym jak drugim przypadku w tle jest polityka, bo można stracić elektorat. Elektrownie bazujące na węglu brunatnym zapłaciły w latach 2022-2025 razem 55,3 mld złotych za pozwolenia na emisję, zaś 69,5 mld złotych - jednostki na węglu kamiennym. Oczywiście możemy zadać pytanie, co z tymi pieniędzmi się stało. Są w wielkim „kotle” budżetu państwa. Formalnie w części zostały przeznaczany na niskoemisyjną generację. Ale w bardzo niewielkiej części, skoro kilka lat temu - jak ktoś wyliczył - to było nieco ponad jeden procent. Gdyby te pieniądze ze sprzedaży pozwoleń na CO2 zostały przeznaczone na wysokosprawną generację niskoemisyjną i magazyny energii, bylibyśmy dziś w zupełnie innej sytuacji.

O ile energia byłaby w Polsce tańsza bez ETS, który jest swoistym podatkiem od emisji?

W przypadku produkcji elektrowni konwencjonalnych wyznacznikiem jest jednostkowy koszt techniczny energii wytworzonej. Dla elektrowni pracujących na węglu brunatnym wynosi 295,8 zł / MWh, zaś na kamiennym - 420,3/MWh. Natomiast bloki gazowe dają energię po 374,9 zł/ MWh i to są dane sprzed wojny na Bliskim Wschodzie. Do tego trzeba dodać koszty pozyskania uprawnień do emisji. Dla generacji z węgla brunatnego to za 2025 rok wynosił 363,20 zł/MWh, zaś dla energii z węgla kamiennego 290,1 zł/MWh. Generacja z gazu jest mniej obciążona opłatą za uprawnienia do emisji CO2 - 102,2 zł/MWh ze względu na niższą jego emisyjność.

Rozmawiała Agnieszka Łakoma

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych