Informacje

Z punktu widzenia pracodawców umowa cywilno-prawna pozwala znacznie bardziej kontrolować i dyscyplinować pracowników; znacznie mniej jest zwolnień i urlopów, a ludzie pracują bardziej wydajnie.
Z punktu widzenia pracodawców umowa cywilno-prawna pozwala znacznie bardziej kontrolować i dyscyplinować pracowników; znacznie mniej jest zwolnień i urlopów, a ludzie pracują bardziej wydajnie.

Ekspert Banku Światowego: zamiast „śmieciówek” jeden typ umów o pracę

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 18 stycznia 2015, 15:02

    Aktualizacja: 18 stycznia 2015, 15:25

  • Powiększ tekst

Dualny rynek pracy polegający na tym, że część pracowników ma umowy o pracę, a część umowy cywilno-prawne, to rozwiązanie nieefektywne ekonomicznie i społecznie. Najlepszy byłby tylko jeden rodzaj kontraktu - twierdzi Jan Rutkowski z Banku Światowego.

Zdaniem Rutkowskiego, głównego ekonomisty Banku Światowego do spraw polityki socjalnej i rynku pracy, rynek pracy w Polsce jest w tej chwili bardzo elastyczny, ale kosztem dużej nierówności. Zatem kierunek, w jakim należy zmierzać, to zmniejszenie różnicy w kosztach dla pracodawcy między umowami o pracę a umowami cywilno-prawnymi (zlecenie i o dzieło), bez likwidowania tych ostatnich.

Ekspert ocenia, że ujednolicenie składek na ubezpieczenie społeczne jest krokiem w tym kierunku, jednak w dalszej perspektywie należy rozważyć możliwość wprowadzenia jednolitej umowy o pracę.

"Koncepcja jednolitej umowy o pracę polega na tym, że istnieje tylko jeden rodzaj kontraktu, który zapewnia pracownikowi wszystkie przywileje, wynikające z umowy o pracę, takie jak składki na ubezpieczenie społeczne, urlop zdrowotny i wypoczynkowy, ale w porównaniu z obecną umową o pracę na czas nieokreślony pozwala pracodawcy łatwiej zwolnić pracownika. Pracodawca musiałby wypłacić odpowiednio wysoką odprawę, proporcjonalną do stażu pracy, nie musiałby jednak udowadniać zasadności zwolnienia" - powiedział Rutkowski.

To zachęcałoby pracodawców do zatrudniania, ponieważ nie obawialiby się, że nie będą w stanie zwolnić pracownika, który się nie sprawdza (udowodnienie przed sądem, że ktoś nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, jest zazwyczaj niemożliwe).

Według niego umowa taka jest racjonalnym kompromisem między potrzebą bezpieczeństwa po stronie pracownika, a potrzebą elastyczności po stronie pracodawcy. Jednocześnie jednolita umowa zniosłaby obecnie istniejąca nierówność na rynku pracy, tzn. podział na tych, którzy maja umowy o pracę na czas nieokreślony, tych, którzy mają umowy czasowe i tych, którzy mają tylko umowy cywilno-prawne.

Pomysł jednolitej umowy o pracę (tzw. single contract) zrodził się w krajach, które tak jak Polska borykają się z dualnym rynkiem pracy.

"Pionierami tej koncepcji są ekonomiści włoscy, hiszpańscy i francuscy. Chodziło o to, żeby ułatwić wejście na rynek pracy ludziom młodym, bo oni głównie cierpią z powodu podziału na +insiderów+ czyli ludzi, którzy mają pracę i zabezpieczenia, oraz +outsiderów+, czyli tych, którzy mają gorsze umowy albo w ogóle są bezrobotni" - mówił ekspert BŚ.

Taki dualny rynek pracy nie jest efektywny ani z ekonomicznego, ani ze społecznego punktu widzenia, bo jest bardzo niestabilny.

"Choć łatwiej znaleźć jakieś zatrudnienie, gdy jest dobra sytuacja ekonomiczna, bo elastyczne umowy są tanie dla pracodawców, jednak gdy uderza kryzys, następuje gwałtowne tąpnięcie, ostry wzrost bezrobocia, który dotka głównie zatrudnionych na umowach o pracę tymczasową. Koszty kryzysu ponoszą więc osoby o słabszej pozycji na rynku pracy" - stwierdził Rutkowski.

Rutkowski dodał, że umowy elastyczne nie byłyby złe, gdyby były pomostem do regularnego zatrudnienia dla młodych i niedoświadczonych pracowników. Ale niestety tak się nie dzieje. Tego typu umowy często stają się pułapką dla wchodzących na rynek pracy, a prawdopodobieństwo przejścia po nich na typową umowę o pracę jest stosunkowo nieduże.

Według niego kolejny problem związany z powszechnym zatrudnianiem na umowy cywilno-prawne polega na tym, że jest ono podobne do zatrudniania nieformalnego.

"Jak wiadomo, zatrudnianie nieformalne narusza konkurencję i powoduje błędne koło. Bo skłania innych pracodawców do tego, by też uciekać w nieformalne zatrudnienie, by być konkurencyjnymi. Niewątpliwie trzeba ograniczać bodźce ekonomiczne, które sprzyjają takim działaniom" – dodał Rutkowski.

Jego zdaniem koncepcja jednego kontraktu mogłaby mieć swoje zastosowanie także w Polsce, gdzie zatrudnia się znacznie więcej pracowników na umowy cywilno-prawne niż w większości pozostałych krajów UE.

"Umów cywilno-prawnych na polskim rynku pracy zaczęło gwałtownie przyrastać od 2000 r., bo wcześniej zdecydowanie dominującą formą zatrudnienia był etat. Choć teoretycznie zmiana ta mogłaby być związana ze zmianami w strukturze gospodarki, postępem technologicznym i pojawieniem się nowych zawodów, to - jak wynika z analiz, które przeprowadziliśmy z resortem pracy - nie taka jest przyczyna. Po prostu pracodawcy zaczęli wykorzystywać furtkę w przepisach, by zatrudniać na te umowy do prac jak najbardziej typowych" - ocenił ekspert.

Z badań, które Bank Światowy przeprowadził wśród polskich pracodawców, wynika, że uważają oni umowę o pracę za restrykcyjną i kosztowną, nawet jeśli jest podpisywana na czas określony.

"Podkreślaną przez nich sprawą są przede wszystkim koszty, ale koszty nie tylko finansowe, bo to jest ewidentne. Chodzi też o to, że umowa cywilno-prawna pozwala znacznie bardziej kontrolować i dyscyplinować pracowników; znacznie mniej jest zwolnień i urlopów, a ludzie pracują bardziej wydajnie. Przy tak dużej różnicy w kosztach miedzy umową o pracę a umową cywilno-prawną trudno się dziwić, że pracodawcy korzystają z tych ostatnich, kiedy tylko mogą" - wskazał.

Zdaniem ekonomisty wzrost zatrudnienia w Polsce nastąpił właśnie dzięki umowom nietypowym, a poziom zatrudnienia na klasyczne umowy o pracę właściwie się nie zmienił. I choć nadmierne zatrudnianie na umowy cywilno-prawne uważa za patologię, to - jego zdaniem - wcale nie jest powiedziane, że gdyby zakazać takich umów, to problem sam by się rozwiązał.

"Wśród pracowników rozpowszechnione jest przekonanie, że jeśli zlikwiduje się umowy cywilnoprawne i zmusi pracodawców do zatrudniania na umowy o pracę, to wszyscy zatrudnieni na umowy cywilnoprawne przejdą na umowy o pracę. To jest założenie nieuzasadnione. Część pewnie rzeczywiście zostałaby zatrudniona na umowę o pracę, ale nie wiemy, jaka część. Część nowych miejsc pracy mogłaby nie powstać, bo pracodawca tworzy miejsce pracy, tylko kiedy mu się to opłaca. Musimy sobie zdawać sprawę, że lepsza jest umowa nietypowa niż brak jakiejkolwiek umowy, czyli zatrudnienie nieformalne lub bezrobocie" - ocenił Rutkowski.

Rozwiązanie problemu - przekonywał - mogłaby stanowić właśnie jednolita umowa o pracę, ale jak dotąd nie została ona wprowadzona w żadnym kraju, choć pewne elementy tej koncepcji próbuje się realizować we Włoszech, uzupełniając to radykalnym uproszczeniem Kodeksu pracy.

"Związki niechętnie do tego podchodzą, bo boją się, że jest to pierwszy krok do tego, żeby obniżyć poziom zabezpieczenia pracowników. A pracodawcy z kolei boją się odwrotnej sytuacji, tj., że będzie tylko jeden rodzaj umowy, co jeszcze bardziej ograniczy elastyczność zatrudnienia. Jednej umowy obawiają się więc obie strony" - przyznał.

Dlatego, mimo wskazywanych przez niego ewidentnych zalet, Rutkowski pesymistycznie patrzy na możliwość wprowadzenia w Polsce tego rozwiązania.

"To jest dość radykalna reforma, a rządy decydują się na radykalne reformy rynku pracy tylko w warunkach głębokiego kryzysu, gdy sytuacja robi się naprawdę dramatyczna. Reformy rynku pracy budzą tak dużo emocji i kontrowersji, że jeśli nie ma absolutnej konieczności, żeby coś zrobić, to z reguły nic się nie robi" - podsumował.

(PAP)

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych