Informacje

Czy wiatraki i inne technologie OZE są groźniejsze od atomu? / autor: fot. Pixabay
Czy wiatraki i inne technologie OZE są groźniejsze od atomu? / autor: fot. Pixabay

TYLKO U NAS

OZE bardziej trujące od atomu? WYWIAD

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • Opublikowano: 18 lutego 2020, 16:10

  • 15
  • Powiększ tekst

Wkrótce w Europie pojawią się setki tysięcy ton takich elementów, które trzeba będzie gdzieś poupychać. W samych Niemczech w 2024 roku na śmietnikach wyląduje ok. 70 tysięcy ton zużytych łopat wiatrakowych” - mówi w wywiadzie dla wGospodarce.pl Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki.

Arkady Saulski: Europa stoi przed wielkim, ekologicznym wyzwaniem i bynajmniej nie chodzi o atom, zmiany klimatyczne czy węgiel lecz… OZE! Konkretnie chodzi mi o dokonujące swego żywota wiatraki, instalowane w okolicach roku 2000. Kończy się ich „data ważności” jednak łopaty tychże są wytworzone z plastiku, którego nie sposób poddać recyklingowi. Trzeba ten odpad gdzieś składować - pytanie gdzie, bo przecież taki plastik jest szkodliwy dla środowiska. Proszę powiedzieć jak ocenia Pan tę sytuację?

Jakub Wiech: Sytuacja rodzi uzasadnione obawy i myślę, że w najbliższych latach sporo usłyszymy o tych odpadach. Łopaty turbin wiatrowych wykonane są ze specjalnego tworzywa FRP (Fiber Reinforced Polymer). Materiał ten to grupa kompozytów powstała z zatopienia materiału włóknistego (najczęściej są to włókna szklane, węglowe, aramidowe i bazaltowe) w polimerowej matrycy. Dzięki takiemu procesowi, powstały materiał jest bardzo lekki i bardzo wytrzymały, zdolny do długotrwałej pracy bez obawy o złamanie czy wyginanie. Niestety, te właściwości czynią łopaty bardzo opornymi w procesie recyklingu. Choć istnieją firmy, które zajmują się recyklingowaniem tych elementów, to jednak proces ten jest bardzo drogi i wielu przedsiębiorców z branży wiatrakowej będzie rozglądać się za tańszymi opcjami. Taką jest m.in… zakopanie łopat w ziemi. Proszę sobie teraz wyobrazić, że wkrótce w Europie pojawią się setki tysięcy ton takich elementów, które trzeba będzie gdzieś poupychać. W samych Niemczech w 2024 roku na śmietnikach wyląduje ok. 70 tysięcy ton zużytych łopat wiatrakowych. Problem będzie narastać w miarę kończenia się wsparcia finansowego dla turbin, które instalowane były 20 lat temu. Co więcej, ich długość życia, na jaką były projektowane, również powoli dobiega końca - urządzenia takie buduje się z myślą o ok. 25 latach pracy.

Czy nie mamy do czynienia z sytuacją w której w jakimś sensie widzimy realne oblicze OZE - energetyki nie tylko wcale nie tak ekologicznej ale wręcz - szkodzącej w długim okresie środowisku?

Oczywiście problem ten kładzie się pewnym cieniem na tej technologii, ale nie można zapomnieć, że każde źródło energii produkuje odpady podczas jej produkcji. W przypadku dwóch popularnych źródeł odnawialnych, czyli wiatru i fotowoltaiki, mamy do czynienia z pewną ilością wysoce przerobionych materiałów, które trudno poddać recyklingowi. Jednak ich wpływ na środowisko jest raczej ograniczony, choć nie można go bagatelizować. Niemniej, spalanie paliw kopalnych generuje znacznie większe obciążenie środowiskowe - odpadów z produkcji energii z węgla, ropy czy gazu nie da się prosto magazynować, część z nich ulatnia się do atmosfery czy to w postaci dwutlenku węgla czy innych substancji. Paradoksalnie, najlepszą gospodarkę odpadami z produkcji energii mają… elektrownie jądrowe, których zużytym paliwem często straszą ich przeciwnicy. Tymczasem wszystkie techniczne problemy składowania tego materiału zostały już dawno rozwiązane. Co więcej, nawet w Polsce działa składowisko odpadów promieniotwórczych - w Różanie nad Narwią. Choć funkcjonuje od ponad pół wieku, to nikomu nie wyrządziło żadnej krzywdy.

Warto więc zastanowić się nad czymś co nazwać można „bilansem środowiskowym” produkcji technologii OZE. Jak on wypada? Czy nie jest tak, że długofalowo OZE jest bardziej szkodliwe niż inne formy pozyskiwania energii? A może to szkodliwy mit?

Przy takich rozważaniach nie sposób podejść do źródeł odnawialnych jako jednolitego segmentu. W jego obręb wchodzą różne technologie: energetyka wiatrowa, fotowoltaika, ale też hydroenergetyka czy - co może dziwić - pozyskiwanie energii ze spalania biomasy. Przy omawianiu wpływu środowiskowego każdej z nich należy doprecyzować, o jakie konkretnie urządzenie chodzi. Dla przykładu: stawiane obecnie wiatraki cechują się większą mocą niż te budowane jeszcze 20 lat temu, a za ok. 25 lat, czyli wtedy, gdy obecnie montowane urządzenia zakończą swój żywot, istnieć mogą już sposoby na zarządzanie ich zużytymi elementami, więc całościowy wpływ środowiskowy turbiny będzie mniejszy w stosunku do tych wiatraków, jakie będą wkrótce demontowane w całej Europie. Zmiany, jakie dotykają sektor OZE dobrze widać w fotowoltaice, która szybko schodzi z ceną i zyskuje na sprawności. Trudno jednak porównywać środowiskowo każde z tych źródeł, bo brakuje jednoznacznego wspólnego mianownika. Opracowanie takiego bilansu wymagałoby dokładnego oszacowania zużycia energii potrzebnego na wyprodukowanie danego urządzenia, wydobycia surowców, z jakich zostało skonstruowane, zsumowania kosztów utrzymania jego pracy. To niekiedy trudne do obliczenia, dlatego źródła energii ocenia się raczej pod względem emisyjności w cyklu życia. I to kryterium daje OZE dużą przewagę nad paliwami kopalnymi.

Wspomina się o nieopłacalności ponownego wykorzystania takich elementów jak wspomniane łopaty… tu zamyka się chyba szerszy problem - ekonomiczna opłacalność stosowania OZE jako takiego. Można rzec, że „Niemca stać” na inwestycje w tego typu technologie… ale czy wymuszanie ich na Polsce ma ekonomiczny sens?

Technologie źródeł odnawialnych - z racji ukształtowania europejskiego rynku energetycznego pod ten sektor - dość szybko i dość znacząco tanieją. Wystarczą już niewielkie zachęty, by wywołać lawinę inwestycji np. w fotowoltaikę. Widać to dobrze w Polsce - w naszym kraju, dzięki programowi „Mój Prąd”, moce zainstalowane w elektrowniach słonecznych sięgnęły już ok. 1,3 GW, ten rządowy system dopłat, sięgających maksymalnie 5 tysięcy złotych, przyczynił się do powstania prawie 30 tysięcy nowych instalacji fotowoltaicznych i wykreował inwestycje na ponad 800 mln złotych.

Wspominał Pan niedawno o odpadach atomowych, które dla wielu osób były największym argumentem na niekorzyść tych rozwiązań. Może w przypadku OZE kwestią czasu jest opracowanie stosownej technologii przetwarzania odpadów?

Te technologie istnieją, ale są albo niedostatecznie rozwinięte, albo zbyt kosztowne dla przedsiębiorców z np. branży wiatrakowej. Trzeba mieć nadzieję, że ceny recyklingu tych odpadów będą spadać dynamicznie.

Rozmawiał Arkady Saulski.

Powiązane tematy

Komentarze