Informacje

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Koty także mają swoje święto

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 17 lutego 2021, 09:00

  • 0
  • Powiększ tekst

Za każdym sławnym człowiekiem stoi jakiś kot - twierdzą Heike Reinecke i Andreas Schlieper, autorzy książki „Sławne koty i ich ludzie”, opisując m.in. Winstona Churchilla, Freddiego Mercury’ego i Wisławę Szymborską. 17 lutego jest Międzynarodowym Dniem Kota.

Patronem wszystkich kociarzy mógłby być Charles Baudelaire. Podobno nie potrafił minąć obojętnie żadnego kota - musiał przystanąć i czule go pogłaskać. Na wizytach słynął z tego, że, lekceważąc gospodarzy, całe zainteresowanie kierował ku kotom. Pisał: „Pójdź w me ramiona kocie mój prześliczny / Schowaj pazurki swe bez żalu, / Niech przejrzę się w twych oczach fosforycznych / Stopie agatu i metalu”. Kot według Baudelaire jest „ogromny, silny i łagodny”, głos „dyskretny ma i miękki”. O samym poecie pisano: „jest zmysłowym, kuszącym kotem o aksamitnych manierach”.

Wśród wiekopomnych odkryć i wynalazków Isaaca Newtona poczesne miejsce zajmuje klapka do wychodzenia dla kotów, która umożliwiała zwierzakom swobodne przemieszczanie się. Kotka Spithead przeszkadzała mu w pracy nieustannie miaucząc pod drzwiami, więc uczony wykonał w drzwiach specjalny otwór, zasłaniając go łatwą do odsunięcia dla kotki kotarką. Co ciekawe Newton wykonał w drzwiach swego mieszkania w Cambridge dwa otwory - większy dla kocicy i mniejszy - dla kociąt. Kocięta oczywiście korzystały z tego samego otworu, co matka, czego genialny fizyk nie przewidział.

Winston Churchill wprowadził koty do wielkiej polityki. Jego ulubieniec, Nelson, pojawił się niedługo po objęciu przez Churchilla urzędu premiera. Karierę w brytyjskim rządzie Nelson rozpoczął - natychmiast po przeprowadzce na Downing Street 10 - od przegonienia swojego poprzednika, kocura Neville’a Chamberlaina. Nelson asystował Churchillowi podczas posiedzeń gabinetu, premier rozmawiał z nim, przecierał oczy chusteczką, karmił baraniną i żałował, że z powodu trudnej sytuacji wojennej nie może mu zaproponować śmietanki.

Warto przypomnieć, że w poniedziałek oficjalnie świętował dziesięciolecie przybycia ze schroniska Battersea na Downing Street 10 czternastoletni Larry, obecny Główny Myszołap w służbie Sekretariatu Gabinetu. Jak podała PAP, na swoim koncie na Twitterze - które obserwuje 440,3 tys. osób - Larry zamieścił swe zdjęcia ze wszystkimi dotychczasowymi współlokatorami, czyli Davidem Cameronem, Theresą May i Borisem Johnsonem. „Kluczową rzeczą jest to, by pamiętać, że ja mieszkam tu na stałe, politycy po prostu mieszkają u mnie przez jakiś czas, dopóki nie zostaną zwolnieni. Wszyscy prędzej czy później dochodzą do wniosku, że to ja tu rządzę” - podkreślił Larry i zapewnił, że nie wybiera się na emeryturę.

Ernest Hemingway, publicznie starannie pielęgnujący wizerunek macho, tak naprawdę uwielbiał słodkie kiciusie. A Kotami Hemingwaya zaczęto określać wszystkie futrzaki dotknięte polidaktylią, czyli mające dodatkowe palce. Taki był bowiem ukochany kocur pisarza Snowball, który przekazał tę cechę zamieszkującym okolice domu pisarza w Key West na Florydzie kolejnym mruczącym pokoleniom. Hemingway. W Key West w pewnym momencie było tyle kotów, że żona pisarza, Martha, postanowiła wznieść dla nich osobny budynek - wieżę. Pisarz darował kotom nawet obsikanie drogocennego pierwszego wydania dzieł Szekspira, poił je też tym, co sam najbardziej lubił pijać - whisky. Dla pisarza koty były „fabrykami pomrukiwania”, określał je tez mianem „gąbek miłości”.

Biografia Wisławy Szymborskiej jest pełna kotów - wyłącznie jednak cudzych. Zamieszkując w krakowskim Domu Literatów przy Krupniczej, poetka często opiekowała się kotami znajomych. „Kiedy właściciele zwierzaka wracali, nie poznawali swojego pupila. Stawał się kompletnie rozbrykany. A to strącił łapką spodek od herbaty, a to wyprawiał inne swoje kocie harce w kuchni” – opowiadał sekretarz poetki, Michał Rusinek. Pytana o to, z kim chciałaby zamienić się na życie, odpowiadała: „Chciałabym być kotem Krysi Krynickiej”. To Szymborskiej przypisywany jest cytat, że jedyne, co się panu Bogu udało, to kot. Po Noblu poetka mawiała: „Jestem jak kot, zagłaskana na śmierć”.

Miłośnikiem kotów był Kornel Filipowicz, wieloletni ukochany Szymborskiej, która opiekowała się Kizią i Mizią, kiedy Filipowicz trafił do szpitala. Ale kiedy zmarł, nie chciała ich wziąć do siebie - napisała wiersz pt. „Kot w pustym mieszkaniu” zawierający słynną frazę „tego nie robi się kotu”, i znalazła Kizi i Mizi nowych opiekunów. Książka zawierająca korespondencję Szymborskiej z Filipowiczem zatytułowana została „Najlepiej w życiu ma twój kot”.

Charles Bukowski, powieściopisarz i poeta, był alkoholikiem i kociarzem. Z początku miał pięć mruczków, później siedem, a w końcu nawet dziewięć. Przygarniał niemal każdego, jaki pojawiał się w okolicach jego domu. „Dobrze mieć przy sobie kilka kotów. Kiedy źle się czujesz, wystarczy na nie spojrzeć i zaraz ci się poprawi humor, bo one wiedzą, że wszystko jest tylko takie, jakie jest. Nie ma czym się podniecać. Wiedzą to, i już. To wybawcy. Im więcej człowiek ma kotów, tym dłużej żyje. Jeżeli masz ich sto, pożyjesz dziesięć razy dłużej, niż gdybyś miał dziesięć. Kiedyś ktoś to odkryje i odtąd ludzie będą trzymać po tysiąc kotów i żyć wiecznie. Śmieszne, doprawdy” – mówił.

W przyszłym życiu chcę być kotem. Sypiać 20 godzin na dobę i czekać, aż mnie nakarmią. Siedzieć, liżąc sobie tyłek. Ludzie są zanadto żałośni, wściekli i monotematyczni” – pisał Bukowski. Któregoś wieczoru pewien nietrzeźwy znajomy Bukowskiego potrącił kota na podjeździe. Poeta zabrał zwierzę do kliniki, a potem troskliwie opiekował się nim w domu. „Ten kot to ja” – wyjaśnił.

Och, tak bardzo mnie uszczęśliwiasz. Kiedy mnie całujesz, odchodzę od zmysłów” – pisał wokalista Freddie Mercury w jednym ze swoich utworów. Bohaterką tej piosenki była kotka Delilah - jedna z dziesięciu mruczków pętających się po luksusowym londyńskim apartamencie piosenkarza. Większość z nich pochodziła ze schronisk, niektóre były prezentami od przyjaciół.

Żyję pełnią życia. Mój popęd seksualny jest ogromny. Sypiam z mężczyznami, kobietami i kotami” – mawiał artysta. Wydany w roku 1985 album solowy „Mr. Bad Guy” zadedykował: „Dla moich kotów, Jerry’ego, Toma, Oscara i Tiffany, i dla wszystkich miłośników kotów na świecie. Chrzanić wszystkich pozostałych”. Z tras koncertowych regularnie dzwonił do Londynu chcąc porozmawiać ze swoimi kotami. Asystent Mercury’ego, Peter Freestone, opowiadał, że po śmierci artysty Delilah żyła jeszcze długo w mieszkaniu swojego właściciela, opiekowała się nią pierwsza dziewczyna i przyjaciółka Mercury’ego, Mary Austin. „Jeśli odejdę pierwszy, jej wszystko zostawię. Nikt inny nie dostanie ani pensa – nikt prócz kotów. Zasługują na to” – mówił wokalista. Tak też się stało.

Za każdym sławnym człowiekiem stoi jakiś kot” - twierdzą Heike Reinecke i Andreas Schlieper, autorzy książki „Sławne koty i ich ludzie” opublikowanej przez wydawnictwo Znak. I starają się tego dowieść na przykładach m.in. Colette, Zbigniewa Wodeckiego, Jeana Cocteau, Gustawa Klimta, Różę Luksemburg, E.T.A. Hoffmana, Fridy Kahlo, Paula Klee, T.S. Eliota, Trumana Capote, Doris Lessing, Katarzyny Grocholi i Łukasza Orbitowskiego.

Niestety, o Busiu, Aliku, Fionie i Czarusiu w książce ani mru-mru.

PAP/ as/

Powiązane tematy

Komentarze