Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Przywileje. Garść słów i przemyśleń o podatkach

Luiza Dobrzyńska

Luiza Dobrzyńska

Luiza Dobrzyńska jest pisarką, prowadzi blog "Stara Panna i Morze".

  • Opublikowano: 1 lutego 2016, 07:15

    Aktualizacja: 3 lutego 2016, 18:14

  • 5
  • Powiększ tekst

Człowiek beczkę soli zje i nie wie, z kim się zadał. Rozmowy ze znajomymi przypominają mi coraz częściej sarmacki sejmik, i to w złym tego słowa znaczeniu. Szczególnie, gdy zaczyna się mówić o nowym rządzie i jego priorytetowych pomysłach. Można wtedy zobaczyć, jak bardzo się człek pomylił w czyjejś ocenie i jak dalece ma odmienne zdanie w zdawało by się jasnych kwestiach.

Sprawa wygląda, jak następuje: Gdy rujnujące podatki płacą biedacy – wszystko jest w absolutnym porządku. Po to istnieją. Od wieków wiadomo, że tak ma być.

„A któż wojsko opłaci? czy nie wy, Litwini?

Wy tylko grosz dajecie do moskiewskiej skrzyni".

"Kat by dał, krzyknął Wilbik, gwałtem od nas biorą".

"Oj, Dobrodzieju!" chłopek ozwał się z pokorą,

Pokłoniwszy się księdzu i skrobiąc się w głowę,

Już to szlachcie, to jeszcze bieda przez połowę,

Lecz nas drą jak na łyka”. „Cham, Skołuba krzyknął,

Głupi, tobieć to lepiej, tyś, chłopie, przywyknął

Jak węgorz do odarcia; lecz nam urodzonym,

Nam wielmożnym, do złotych swobód wzwyczajonym! ” tak to sarkastycznie napisał Mickiewicz. Sprawa, jak widać, nie jest nowa.

Zatem gdy płacą biedacy, wszystko gra. Gdy jednak podejmuje się próbę minimalnego uszczuplenia gigantycznych dochodów bogaczy, podnosi się wrzask pełen oburzenia, jakby świat się kończył.

To przecież nie do pomyślenia, by ogromne sieciowe firmy handlowe płaciły podatki jak byle gówniany osiedlowy sklepik. Fi donc!

Jakim prawem żąda się opłat od banków? Przecież to instytucja służąca do zarabiania, nie do płacenia. I tak dalej, i to podobne.

Jeszcze niekiedy próbuje się tłumaczyć – że i tak opodatkowane placówki odbija sobie na klientach to, co straciły. Co do banków, trudno mi powiedzieć, ale „sieciówki” na pewno nie, bo klient wtedy pójdzie po prostu tam, gdzie mu bliżej – czyli do osiedlowego sklepiku. Dlatego tak lamentują, że kończą się dobre czasy, kiedy zarabiało się miliardy na czysto, karmiąc klientelę pompowanymi chemią świństwami i płacąc grosze pracownikom. I właściwie dlaczego mają się dzielić swymi zarobkami z państwem, które pozwoliło im działać na swoim terenie? Równość wobec prawa? A kto wymyślił taką herezję?

„Prawa są równie jako pajęczyna:

Wróbel się przebije, a na muszkę wina. .” – że zacytuję kolejnego poetę, tym razem Jana Kochanowskiego. Ten dwuwiersz oznacza, że jak świat światem, inne prawo było dla wielmoży, a inne dla maluczkich. W krajach białych ludzi ukrywano to wstydliwie, w Chinach było normalną procedurą, że człowiek bogaty nawet za zbrodnię odpowiadał inaczej niż jakiś nędzarz. Nie widziano w tym nic dziwnego. W dzisiejszych czasach głosi się butnie demokratyczną równość wobec prawa, ale wszystko temu przeczy, nawet rzecz tak prosta jak możliwość opuszczenia aresztu za kaucją. Także wobec fiskusa nie jesteśmy równi – polska firmę urząd podatkowy zrujnuje choćby twierdząc, że karetka pogotowia to samochód osobowy (a więc podlegający wyższemu VATowi), albo po prostu wyliczając z powietrza trzy miliony rzekomo zaległego podatku. Nim właściciel skończy się procesować, jest już goły i bosy, dobrze prosperująca firma nie istnieje, a nawet jak wygra, nic na tym nie zyska. Co ciekawe, takie haniebne postępowanie dotyczy tylko polskich firm, założonych najczęściej własnym sumptem przez rodaków w ojczyźnie. I wielu ludziom bardzo zależy, by tak pozostało.

Rozumiem, gdy przeciw równości podatkowej wypowiada się właściciel jakiejś sieci handlowej albo kilku banków. Ale gdy robi to zwykły, normalny człowiek, trzeba zadać sobie pytanie – taki głupi czy taki otumaniony? To on od każdego zarobionego grosza musi złożyć daninę państwu, a dławiący się nadmiarem złota, najczęściej zagraniczny bogacz jest świętą krową, do której konta nikt nie śmie się dobrać? I twierdzi się jeszcze, że tak jest w porządku? To jakby tucznik uważał, że urodził się by wylądować na talerzu, a człowiek ma prawo go zjeść i nie wolno go za to ruszyć. Gdy taki pogląd wyraża wielbiciel schabowych i golonki, jest to normalne. Ale świnka ma się uważać za rzecz w porządku, że znajduje się niżej w łańcuchu pokarmowym? Należałoby zbadać jej mózg.

Trochę zabawnie wyszło mi to porównanie. Jest jednak adekwatne do sytuacji. Zamiast iść naprzód cofamy się w rozwoju do średniowiecza, kiedy to chłop płacić dziesięcinę od wszystkiego, a szlachta wykręcała się sianem. We Francji był onegdaj król, Ludwik XVI,który próbował to zmienić. Za radą swego ministra finansów, Charlesa Alexandre de Calonne, próbował opodatkować szlachtę i duchowieństwo, ale jak mu się miało to udać? Niestety nad podatkami głosowała szlachta, a kto będzie dobrowolnie obciążał sam siebie? Dalszą konsekwencją jego porażki była Rewolucja Francuska. Ciekawe, jak to skończy się teraz u nas. Rozbuchane przywileje klas wyższych już od dawna wychodzą bokiem milionom Polaków, którzy albo nie mają pracy ani zasiłku, albo tyrają po całych dniach za równowartość średniego czynszu za mieszkanie w bloku. Nowy rząd postanowił zrobić coś w tej sprawie, przynajmniej wyrównać nieco prawo i oczywiście zbiera cięgi – od naszej opozycji, która najwyraźniej uważa że wszelkie obciążenia powinien znosić wyłącznie współczesny „trzeci stan” i od zagranicznych polityków, którzy pouczają nas, że niczego u siebie zmieniać nie wolno, jeśli nie podoba się to sąsiadom. Aż ciśnie się na usta pytanie „A co wam do tego?”

Z drugiej strony, ci politycy po prostu dbają o interesy swych obywateli, robiących biznes za granicą. Nasi dotąd nie dbali nawet o rodaków, próbujących rozkręcić coś w kraju. Może to się wreszcie zmieni? Może Polak w swej ojczyźnie przestanie być dziewiętnastowiecznym wyrobnikiem, a stanie się wreszcie gospodarzem? Tylko dlaczego wielu skądinąd inteligentnych ludzi tak bardzo kłuje to w oczy?

Powiązane tematy

Komentarze