
Wakacyjniak Czwartkowy: Go and Win?
Jarosław Gowin zaprezentował program. Sępy się rzuciły i rozpoczęła się nagonka jakoby ten program opierał się tylko na urlopie dla bezrobotnych i rozdawnictwie pieniędzy na matki i rodziny. Warto przeczytać go w całości, bo może się okazać, że ma on jakiś sens.
Największym zarzutem wobec projektu Gowina są zaplecza socjalne. Dziennikarze przekrzykują się jak to w Polsce nie ma na to pieniędzy i to są gruszki na wierzbie. Nie jestem zwolennikiem jakiegokolwiek zaplecza socjalnego, jednak przy propozycjach Gowina są one ekonomicznie realne. Już w pierwszych zdaniach dowiadujemy się, że polityk chce zacząć od uproszczeń dla przedsiębiorców, zniesienia kar fiansowych za pomyłki, jeśli nie ma straty dla budżetu, systemową reformę prawa tak, aby polscy przedsiębiorcy mieli jakiekolwiek szanse w konkurowaniu z zagranicznymi firmami. Pragnie uprościć prawo budowlane oraz wprowadzić zasadę UE + 0. To wszystko obwiązane wstążką likwidacji niepotrzebnych instytucji i urzędów państwowych.
Musimy sobie zdać z tego sprawę, że jeżeli Jarosław Gowin wprowadziłby te zmiany budżet państwa wyglądałby zupełnie inaczej. Ułatwienia dla przedsiębiorców, w zakresie końca wszechwładzy urzędów i możliwości gnębienia tych najbardziej wartościowych jednostek oraz uproszczenie systemowe prawa zapewne miałoby ogromny wpływ na rozwój przedsiębiorczości. Polacy nawet w warunkach zamordyzmu urzędowego zakładają o wiele więcej firm na 1000 mieszkańców, niż w krajach cywilizowanych prawni i urzędowo. Możemy sobie tylko wyobrazić jak wielu ludzi zdecydowałoby się na własną działalność, gdyby nie paniczny strach przed urzędami oraz zagmatwanym, niejasnym prawem. Im więcej przedsiębiorstw tym więcej miejsc pracy, tym więcej podatników. Przy połączeniu zwiększenia wpływów do budżetu oraz likwidacji zbędnych instytucji i urzędów, których to w Polsce jest więcej niż tych potrzebnych, w sakwie zostanie o wiele więcej pieniędzy, które można różnie spożytkować.
Jednym ze sposobów na przejedzenie „rezerwy” jest zwiększenie socjalu. Z pewnością lepiej wydać na matki, niż na urzędasów, których zadaniem jest utrudnianie nam życia (nie oszukujmy się, że w Polsce jest inaczej!), dlatego na tle poczynań innych partii trudno tu Gowina krytykować. Jednak jeśli chcemy wprowadzać nową jakość nie możemy oferować lepszego zła. Nie wiem, czy to populizm, czy nieroztropność, ale 550 złotych miesięcznie na dziecko to nie jest zachęta dla wartościowych ludzi do potomstwa. Zachęcać do dzietności możemy tylko poprzez obniżanie podatków, likwidowanie niepotrzebnych przepisów, uproszczenie prawa, w przeciwnym razie sami sobie tworzymy patologie. W RPA był taki problem, że mając niepełnosprawne dziecko kobiety dostawały dużą zapomogę od państwa. Piły więc toksyczny alkohol w ciąży, bo zdeformowany bobas to łatwa kasa. To jest właśnie problem, który tworzy socjalizm, po co więc nam go więcej?
Program Gowina ma też inne wady. Na przykład tworzenie zbędnych urzędów, leczenie problemów, które pochodzą z „socjalizmu”, czyli w tym przypadku bezsensownego i niejednoznacznego prawa kolejnym urzędem. Mam tutaj na myśli Rzecznika Praw Podatnika. Populizm w najczystszej postaci, równie dobrze mógłby zaprezentować pomysł ministerstwa bogactwa, szczęścia i pomyślności, co by ich więcej było. Podobnie urlopy dla bezrobotnych, co mogę podsumować tylko głośnym śmiechem.
Jeśli Jarosław Gowin doszedłby do władzy rządziłby kartkowo. Karta Praw Podatnika, Karta Dużych Rodzin... Za komuny też były kartki na mięso, cukier, paliwo, ale miało to swoje uzasadnienie i stało się to całkiem naturalnie. Nie rozumiem po co tworzyć dokument, który równie dobrze można zastąpić dobrym prawem i skutecznym sądem.
Pomysł na urlop dla matek na umowach cywilno-prawnych jest też zabawny. Astrahując od zaprzeczenia tym samym idei i logiki istnienia takich umów, młode kobiety przez to prawo będą zwyczajnie mniej zarabiać. Pracując na umowie cywilno-prawnej (poza sytuacjami skrajnymi) najczęściej jesteśmy świadomi, że możemy dzięki temu więcej zarobić kosztem jakiś przywilejów – nie tylko z przyczyn podatkowych, składkowych etc, ale również ze względu na pracodawce, który ponosi mniejsze ryzyko naszego korzystania z często zupełnie nienormalnych przywilejów.
W większości przypadków program Jarosława Gowina ma sens ekonomiczny. Jeśli zrealizowałby go w całości z pewnością byśmy nie zbiednieli. Są w nim punkty mniej sensowne jak na przykład Rzecznik Praw Obywatela, czy urlopy dla wszystkich, jednak całość brzmi w miarę dobrze. W ujęciu społecznym w moim odczuciu spowodowałby więcej złego niż dobrego.